poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział siedemnasty, czyli co myśmy zrobili.

-Ha-arry! Sa-ally zabra-ali do psychiatryka!-krzyknął dziewczęcy głos. Był pełen bólu i rozpaczy.
Po tym co usłyszałem z ust Olivii nie wiedziałem co zrobić. Zacząć płakać? Histeryzować? Krzyczeć? Na pewno musiałem o tym powiedzieć chłopakom.

-Sally wylądowała w wariatkowie.-powiedziałem krótko i na temat.
-O matko. To okropne. Dopiero co ją odzyskali i znów ją stracili. Musi być z nią naprawdę źle.

-Po tym koncercie mamy kilka dni przerwy. Jedziemy do nich?-spytałem
-Tak.-odpowiedzieli z posępnymi minami.
Zagraliśmy ten koncert i staraliśmy się nie pokazywać po sobie, że coś jest nie tak. I chyba nam to wyszło. Fanki były zachwycone. Po koncercie rozdaliśmy trochę autografów i ruszyliśmy do hotelu. Szybko się spakowaliśmy. Nawet nie składałem ciuchów. Po prostu wrzucałem je do walizki. W wirze zajęcia nie zauważyłem nawet, że zrzuciłem z szafki zdjęcie. Moje i Sally. Niosłem ją na barana. Śmiałem się tak jak ona. Wyglądała na normalną dziewczynę, która po prostu jest szczęśliwa. Nic więcej. Nie musiała nikogo udawać. Była sobą. Jeszcze chwile przyglądałem się zdjęciu i schowałem je do walizki. Zastanawiałem się czy jeszcze kiedyś będę mógł z nią normalnie porozmawiać. Nie w szpitalu. Normalnie jak dwójka zwykłych ludzi. Wiele razy zastanawiałem się czy dobrze zrobiliśmy dając do gazet jej zdjęcie. Przez to stanie się rozpoznawalna. Nie będzie mogła już być tajną agentką. Przecież to było jej życie. Co myśmy zrobili. Zrujnowaliśmy ją. To przez nas. Nawet nie zauważyłem kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Skuliłem się pod ścianą i płakałem.
-Harruś. Co jest młody. Czemu płaczesz?
-To przez nas Loueh. T-To przez nas Sal wylądowała w wariatkowie.-powiedziałem łkając.-Zrujnowaliśmy jej karierę. Stała się rozpoznawalna, a co za tym idzie nie będzie mogła już być TAJNĄ agentką. To przez nas. Rozumiesz?

-O matko. Rzeczywiście o tym nie pomyśleliśmy. Co my zrobiliśmy. Musimy to naprawić.-powiedział mój przyjaciel podrywając się z klęczek.- Spieprzyliśmy to więc musimy to naprawić. Na co jeszcze czekasz? Wstawaj, jedziemy. Misję 'Wybacz nam Sal' uważam za otwartą.
*Sally*
-Rozwiążcie mnie! Nic mi nie jest! Jestem całkowicie zdrowa!-darłam się w niebo głosy. Conrad ten zdrajca zadzwonił do wariatkowa i kazał mnie zabrać. Powiedział, że jestem tajną agentką, ale i tak wie już o tym cały świat. Przez to cholerne One Direction. Siłowałam się z kaftanem bezpieczeństwa w który byłam ubrana. Zaczęłam gryźć materiał. Siedziałam w karetce i zastanawiałam się jak ugryźć ratownika medycznego, żeby najbardziej go zabolało. Wreszcie zdecydowałam się na biceps który był odkryty i miałam do niego łatwy dostęp. Ratownik siedział tuż obok mnie. Obróciłam głowę i najszybciej jak umiałam złapałam zębami rękę mężczyzny. Wbijałam zęby tak głęboko jak tylko było to możliwe. Na początku nawet nie zwrócił na to uwagi. Chyba był przyzwyczajony, ale nie wziął pod uwagę tego, że jestem a raczej byłam tajną agentką. Miałam wyszlifowane zęby co oznaczało, że mogę z łatwością przegryźć ludzką skórę. Tak też zrobiłam. Wbijałam zęby coraz mocniej. Przestałam dopiero gdy poczułam, że całe moje usta wypełnia krew mężczyzny. Dopiero gdy go puściłam zauważyłam, że dojechaliśmy do szpitala i, że trzyma mnie kilku mężczyzn.
-Uważajcie ma bardzo ostre zęby. Jest groźna.
-No co ty nie powiesz. Widać po tym co zrobiła Kubie.
A więc człowiek którego pogryzłam nazywa się Jakub. Postanowiłam się na chwilę uspokoić, żeby zebrać siły. Właśnie chciałam znów "zaatakować" gdy zostałam wsadzona do pokoju w którym podobno miałam sobie nic nie zrobić.

-To twoje tymczasowe lokum, ślicznotko.-powiedział jeden z tych mięśniaków którzy mnie tu przynieśli.-Nie bój się krzywda Ci się tu nie stanie. Za chwilę przyjdzie do Ciebie jakaś pielęgniarka umyć Ci twarz z krwi. Popatrzyłam się na niego wzrokiem który powinien zabijać. Mężczyzna zamknął drzwi. Usiadłam spokojnie pod ścianą i zaczęłam myśleć. Doszłam do kilku wniosków.
  1. Uczyli mnie w bazie jak się wyswobadzać z kaftanów bezpieczeństwa.
  2. Nie zdjęli mi moich ciuchów a w spodniach mam żyletkę.
  3. Tu nie ma kamer.
  4. Mogę grozić pielęgniarce.
  5. Będę twarda i nie dam sobą pomiatać.
  6. Ukatrupię One Direction i Conrad'a.
  7. Nie wyjęli mi chip-u.
Zaczęłam przypominać sobie jak rozwiązać kaftan. Po chwili walki udało mi się to z siebie zdjąć. Wyjęłam ze spodni żyletkę. Chciałam to zrobić jak najszybciej. Chwilę pobiegałam, żeby krew zaczęła szybciej krążyć i przyłożyłam żyletkę do wewnętrznej strony nadgarstka. Zrobiłam jedno nacięcie. Potem drugie. I trzecie. I czwarte. Czułam jak razem z krwią moje ciało opuszczają siły. Nie miałam tyle energii by zrobić piąte nacięcie. Zamknęłam oczy i usłyszałam szczęk klucza w zamku. 
-Charlie miej mnie w opiece!-chciałam krzyknąć, lecz wyszło mi to dość cicho.
-Sally... Coś ty zrobiła.-usłyszałam jego szept...

To takie moje wyobrażeni jak mniej więcej wyglądała wtedy Sally.
A to druga połowa jej sali.

środa, 3 lipca 2013

Rozdział szesnasty, czyli Proszę Cię, pomóż.

-Wróciłam!!!
*Conrad*
Właśnie ćwiczyłem z dziećmi sztukę samoobrony, gdy usłyszałem tak dobrze znany mi głos, krzyczący 'wróciłam!!!'. Pokazałem maluchom, że mają iść za mną. Wbiegłem do holu i zobaczyłem tam Sally. Całą i zdrową. Obok niej stał mój dawny kumpel Kacper i Charles. Czyli udało jej się. Rzuciłem się jej na szyję. Chwilę później to samo zrobiła Olivia.

-Tak strasznie tęskniłam-powiedziała i się rozpłakała.
Pierwszy raz w życiu widziałem jak Niezniszczalna płacze. To do niej nie podobne. Coś się zmieniło. Ona się zmieniła. Nie była taka. Czułem, że z tego będą kłopoty.

-Idę się położyć. Opowiem wam wszystko jak się obudzę. -powiedziała. 
-Dobrze.-odpowiedziałem.
-Sally! Poczekaj-krzyknął Charles, ale było już za późno.
Sal zamknęła się w swoim pokoju. Chłopak walił w drzwi
-Sally! Otwórz! Proszę-wyszeptał, lecz na nic się to zdało. Dziewczyna zamknęła się w swojej sypialni w bazie 001 i nic nie było tego w stanie zmienić.

*3 dni później*
*Harry*
Smacznie sobie spałem w naszym hotelu w LA gdy obudził mnie dzwonek mojego telefonu.
-Halo?-spytałem zaspanym głosem
-H-he-hej Ha-arry tu O-Oli-wia- wyjąkała dziewczynka pomiędzy spazmami płaczu.
-Co się stało?
-Sally. Zamknęła się u siebie. Nie wychodzi od trzech dni. Nie jadła nie piła. Chłopaki nie pozwoliły mi o tym mówić, ale oni nie dają sobie rady. Musiałam do kogoś zadzwonić. Ty pierwszy przyszedłeś mi do głowy. Proszę Cię, pomóż. Boję się o nią. -ledwo rozumiałem słowa trzynastolatki przez jej ciągły płacz.

-Olivia, nie płacz. Będzie dobrze. Postaram się chłopakami przyjechać do was jak najszybciej, dobrze?
-Tak, Harry. Dziękuję.-powiedziała cichutko i się rozłączyła.
Mimo wielu prób i starań nie mogłem zasnąć już do samego rana.
Poszedłem do pokoju Niall'a i krzyknąłem:
-Śniadanie!!!
-Co? Gdzie? Jak?
-Witaj w Los Angeles, a teraz wstawaj. Za pół godziny u mnie.-powiedziałem i ruszyłem do następnego pokoju. Zastałem w nim nie śpiącego już Liam'a:
-Przyszedłem Cię obudzić, ale widzę, że już nie śpisz. Za pół godziny zbiórka u mnie w pokoju.

-W następnym pokoju zastałem śpiącego jak kamień Zayn'a. Wiedziałam, że na niego poskutkuje tylko jedno. Poszedłem do jego łazienki i do miski nalałem wody i wróciłem do pokoju mulata. Wylałem całą wodę na chłopaka.
-Nie mogłeś normalnie mnie obudzić, Haroldzie?
-Za pół godziny u mnie w pokoju, i nie mów do mnie Harold!

Został mi już ostatni pokój. Pokój Loui'ego.
-Marchewko! Śpisz?!
Cisza
-Boo Bear! To ja Harruś!
Cisza. Podszedłem do łóżka Lou i zacząłem po nim skakać.

-Co chcesz?-dobiegł mnie stłumiony głos z pod kołdry
-Wstawaj muszę Ci powiedzieć coś ważnego, ale to z pół godziny w moim pokoju.-powiedziałem w stronę głowy Louisa i wyszedłem z pokoju.
Pół godziny potem całą piątką siedzieliśmy u mnie w pokoju.

-Więc tak zebraliśmy się tu po to by... Dobra walnę prosto z mostu. Sally się załamała i chłopaki nie dają sobie z nią rady. Od trzech dni nie wynurzyła się z pokoju. Zadzwoniła do mnie Olivia i poprosiła o pomoc. Powiedziałem, że postaramy się przyjechać jak najszybciej. Boją się, że Sal chce sobie coś zrobić.
-Nie dziwię się po tym co przeszła- szepnął Louis myśląc, że nikt go nie słyszy
-Co powiedziałeś?-spytałem
-Nic, nic.

-Loueh, wiem, że kłamiesz. Co ona przeszła?
-Michael ją porwał. Zrobił z niej dziwkę, później przeciągnął na swoją stronę. Musiała wykonać zadania po których miała dołączyć do Burks'ów. Podczas ostatniego zadania zabiła go. Uwolnił Charles'a i  Kacpra i uciekli, ale to ją zmieniło. Ona już nigdy nie będzie taka jak kiedyś.
Nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałem bez patrzenia kto to.
-Ha-arry! Sa-ally zabra-ali do psychiatryka!-krzyknął dziewczęcy głos. Był pełen bólu i rozpaczy.