Po tym co usłyszałem z ust Olivii nie wiedziałem co zrobić. Zacząć płakać? Histeryzować? Krzyczeć? Na pewno musiałem o tym powiedzieć chłopakom.
-Sally wylądowała w wariatkowie.-powiedziałem krótko i na temat.
-O matko. To okropne. Dopiero co ją odzyskali i znów ją stracili. Musi być z nią naprawdę źle.
-Po tym koncercie mamy kilka dni przerwy. Jedziemy do nich?-spytałem
-Tak.-odpowiedzieli z posępnymi minami.
Zagraliśmy ten koncert i staraliśmy się nie pokazywać po sobie, że coś jest nie tak. I chyba nam to wyszło. Fanki były zachwycone. Po koncercie rozdaliśmy trochę autografów i ruszyliśmy do hotelu. Szybko się spakowaliśmy. Nawet nie składałem ciuchów. Po prostu wrzucałem je do walizki. W wirze zajęcia nie zauważyłem nawet, że zrzuciłem z szafki zdjęcie. Moje i Sally. Niosłem ją na barana. Śmiałem się tak jak ona. Wyglądała na normalną dziewczynę, która po prostu jest szczęśliwa. Nic więcej. Nie musiała nikogo udawać. Była sobą. Jeszcze chwile przyglądałem się zdjęciu i schowałem je do walizki. Zastanawiałem się czy jeszcze kiedyś będę mógł z nią normalnie porozmawiać. Nie w szpitalu. Normalnie jak dwójka zwykłych ludzi. Wiele razy zastanawiałem się czy dobrze zrobiliśmy dając do gazet jej zdjęcie. Przez to stanie się rozpoznawalna. Nie będzie mogła już być tajną agentką. Przecież to było jej życie. Co myśmy zrobili. Zrujnowaliśmy ją. To przez nas. Nawet nie zauważyłem kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Skuliłem się pod ścianą i płakałem.
-Harruś. Co jest młody. Czemu płaczesz?
-To przez nas Loueh. T-To przez nas Sal wylądowała w wariatkowie.-powiedziałem łkając.-Zrujnowaliśmy jej karierę. Stała się rozpoznawalna, a co za tym idzie nie będzie mogła już być TAJNĄ agentką. To przez nas. Rozumiesz?
-O matko. Rzeczywiście o tym nie pomyśleliśmy. Co my zrobiliśmy. Musimy to naprawić.-powiedział mój przyjaciel podrywając się z klęczek.- Spieprzyliśmy to więc musimy to naprawić. Na co jeszcze czekasz? Wstawaj, jedziemy. Misję 'Wybacz nam Sal' uważam za otwartą.
*Sally*
-Rozwiążcie mnie! Nic mi nie jest! Jestem całkowicie zdrowa!-darłam się w niebo głosy. Conrad ten zdrajca zadzwonił do wariatkowa i kazał mnie zabrać. Powiedział, że jestem tajną agentką, ale i tak wie już o tym cały świat. Przez to cholerne One Direction. Siłowałam się z kaftanem bezpieczeństwa w który byłam ubrana. Zaczęłam gryźć materiał. Siedziałam w karetce i zastanawiałam się jak ugryźć ratownika medycznego, żeby najbardziej go zabolało. Wreszcie zdecydowałam się na biceps który był odkryty i miałam do niego łatwy dostęp. Ratownik siedział tuż obok mnie. Obróciłam głowę i najszybciej jak umiałam złapałam zębami rękę mężczyzny. Wbijałam zęby tak głęboko jak tylko było to możliwe. Na początku nawet nie zwrócił na to uwagi. Chyba był przyzwyczajony, ale nie wziął pod uwagę tego, że jestem a raczej byłam tajną agentką. Miałam wyszlifowane zęby co oznaczało, że mogę z łatwością przegryźć ludzką skórę. Tak też zrobiłam. Wbijałam zęby coraz mocniej. Przestałam dopiero gdy poczułam, że całe moje usta wypełnia krew mężczyzny. Dopiero gdy go puściłam zauważyłam, że dojechaliśmy do szpitala i, że trzyma mnie kilku mężczyzn.
-Uważajcie ma bardzo ostre zęby. Jest groźna.
-No co ty nie powiesz. Widać po tym co zrobiła Kubie.
A więc człowiek którego pogryzłam nazywa się Jakub. Postanowiłam się na chwilę uspokoić, żeby zebrać siły. Właśnie chciałam znów "zaatakować" gdy zostałam wsadzona do pokoju w którym podobno miałam sobie nic nie zrobić.
-To twoje tymczasowe lokum, ślicznotko.-powiedział jeden z tych mięśniaków którzy mnie tu przynieśli.-Nie bój się krzywda Ci się tu nie stanie. Za chwilę przyjdzie do Ciebie jakaś pielęgniarka umyć Ci twarz z krwi. Popatrzyłam się na niego wzrokiem który powinien zabijać. Mężczyzna zamknął drzwi. Usiadłam spokojnie pod ścianą i zaczęłam myśleć. Doszłam do kilku wniosków.
- Uczyli mnie w bazie jak się wyswobadzać z kaftanów bezpieczeństwa.
- Nie zdjęli mi moich ciuchów a w spodniach mam żyletkę.
- Tu nie ma kamer.
- Mogę grozić pielęgniarce.
- Będę twarda i nie dam sobą pomiatać.
- Ukatrupię One Direction i Conrad'a.
- Nie wyjęli mi chip-u.
-Charlie miej mnie w opiece!-chciałam krzyknąć, lecz wyszło mi to dość cicho.
-Sally... Coś ty zrobiła.-usłyszałam jego szept...
To takie moje wyobrażeni jak mniej więcej wyglądała wtedy Sally.
A to druga połowa jej sali.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz