piątek, 27 czerwca 2014

Epilog, czyli koniec.

Dzisiaj pogrzeb Sally. Ever i Another są już w domu. Dzieci bardzo dobrze się nimi zajmują. Uczą się w ten sposób odpowiedzialności. Zapisałem ich do pobliskiej szkoły i od września zaczną naukę. Gdy oni będą w szkole, ja będę zajmował się moimi dziećmi. Wszyscy byliśmy ubrani na czarno. Staliśmy właśnie na cmentarzu. Olivia pchała wózek. Jako chyba jedyna potrafiła rozróżnić, która z bliźniaczek jest która. Nawet ja miałem z tym kłopoty. Musiałem się wiele nauczyć, ale Olivia mi pomagała. Często robiła za opiekunkę. Znała się na tym.
Ksiądz prawił jakieś naprawdę nudne kazanie. Gdy skończył do JEJ grobu wrzuciłem krwisto czerwoną różę i garść ziemi. Zacząłem płakać dopiero gdy grabarze zasypali jej trumnę. Padłem na kolana. Harry i Louis mnie podnieśli i zaprowadzili do auta. Gdy ochłonąłem i gdy wszyscy wrócili z cmentarza pojechaliśmy na stypę. Nic ciekawego, oprócz tego, że zrobiłem z siebie ogromnego idiotę. Rozpłakałem się przed wszystkimi, a potem upiłem. Obudziłem się następnego dnia nie pamiętając nic. Kompletna pustka.
-Spiłeś się. -usłyszałem głos Nialla
-Na to wygląda. A co z dziewczynkami?
-Nie martw się. Olivia się nimi zajęła. Jak się czujesz-spytał po chwili niezręcznej ciszy
-Pusty. -powiedziałem krótko.- Jak dziurawy dzbanek, jak pegaz bez skrzydeł, jak narkoman na odwyku...-zacząłem się nakręcać gdy chłopak mi przerwał
-Dobra, ogarnąłem. Czujesz się samotny.-zamilkł.
Przez chwilę siedzieliśmy cicho.
-Podziwiam cię.-powiedział nagle
-Za co?
-Jesteś odważny. Jesteś silny. Gdyby umarła miłość mojego życia, zabiłbym się z tęsknoty. Nie patrzyłbym na to, że mam dzieci do wychowania. A ty dajesz radę. Jesteś moim bohaterem Charles. Szkoda, że niedługo i my będziemy musieli cię opuścić. Ale obiecuję ci, że cię odwiedzimy. W końcu Harry jest chrzestnym Ever.
-Dziękuję- powiedziałem i go przytuliłem.
Potem zostawił mnie samego. Poszedłem do jej pokoju. Usiadłem na jej ulubionym oknie i patrzyłem w dół na ulicę pełną samochodów i ludzi pędzących donikąd. Już jutro wyjeżdża One Direction. Muszę im coś dać. Tylko co? Rozejrzałem się po Jej pokoju i mój wzrok spoczął na Jej czarnym zeszycie. Ja miałem identyczny. I już wiedziałem co dam chłopcom.
Następnego dnia, gdy moi przyjaciele szykowali się do wyjazdu poprosiłem ich do salonu. Kiedy wszyscy już byli na miejscu zacząłem mówić.
-Dzisiaj już wyjeżdżacie. Będzie mi was cholernie brakować. Szczególnie teraz. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli takiego pecha w życiu jak ja. Szukajcie swoich dróg, róbcie karierę, a nami się nie przejmujcie. Poradzimy sobie sami. Tak na koniec chciałbym wam coś dać. Coś co miała dać wam Sal gdybym umarł, w trakcie porwania. Nigdy do tego nie doszło bo Sal oszalało, ja przeżyłem i cała reszta. Więc daję wam to teraz. Mój czarny zeszyt. Każdy taki dostawał. Sally wciąż leży w jej pokoju. Zapisywaliśmy tam to co chcieliśmy. To była nasza jedyna prywatna rzecz. Nikt inny nie mógł tam zajrzeć. Teraz chciałbym wam go dać. -podałem zeszyt Liam'owi.
-Co tam jest?-spytał Zayn
Liam otworzył zeszyt z którego powypadały kartki i wszyscy krzyknęli ze zdziwienia.
-Nuty, teksty? Piszesz piosenki i my nic o tym nie wiemy?
-Tak jakoś wyszło.-podałem im jeszcze jedną kartkę- To najnowsze co napisałem.
Po tych słowach poszedłem do swojego pokoju. Przebrałem się zapakowałem córeczki do wózka i poszedłem na cmentarz. Musiałem porozmawiać z Sally. Miała tylko dwadzieścia lat. Po godzinie wróciłem do domu. Nikogo nie było w środku. Na stole leżały dwie koperty. Jedna podpisana od One Direction, a druga od szefa. Otworzyłem najpierw tą od One Direction.
Drogi Charlesie!
Przepraszamy, ze tak bez pożegnania, ale wyszedłeś, a nie chcieliśmy ci przeszkadzać. Jesteś dla nas jak brat. Dziękujemy ci. Musisz być silny dla swoich córek. Nie pozwól nikomu sobą pomiatać. Pamiętaj, że zawsze będziemy. Możesz dzwonić kiedy zechcesz. Przy nas możesz być sobą. Dziękujemy ci za piosenki. Na pewno je wykorzystamy. Są świetne. Szkoda, że nie mogliśmy usłyszeć ich w twoim wykonaniu. Przyjedziemy cię odwiedzić za około pół roku. To będą akurat święta. Co ty na to? Odpisz nam na mejla. Jeśli będziesz miał jakąś misję to pisz. Z chęcią ją wykonamy. Jeszcze raz dziękujemy. 
One Direction xoxo
Drugi list najpierw przez kilka godzin trzymałem w rękach lub po prostu przyglądałem mu się. Nie chciałem go otwierać. Doskonale wiedziałem co się w nim znajduje. Nakarmiłem dziewczynki i położyłem spać. Umyłem się, wziąłem list i poszedłem do Jej pokoju. Rozdarłem kopertę szybkim ruchem. Wyjąłem list i zacząłem czytać.
Szanowny Panie!
Mamy zaszczyt poinformować pana, że niestety ze względów braku odpowiedniego wykształcenia nie może Pan sprawować opieki nad zamieszkałymi tu dziećmi. Musieliśmy je zabrać do bazy głównej. W najbliższym czasie mamy zamiar zatrudnić nowego opiekuna. Jeśli jest Pan chętny na to stanowisko może Pan oczywiście kandydować. Zapewnimy Panu odpowiednie wykształcenie i wszystko co potrzebne jest do sprawowania tego stanowiska.
Z poważaniem
Główny dyrektor CIA
Wojciech Wrona
Zabrali mi wszystko. Teraz mam tylko córki, ale będę silny. Tak jak Ona w najgorszych momentach. Zrobię to dla Niej. Odzyskam dzieci choćbym miał to zrobić siłą. Popatrzyłem przez okno. Po szybie spłynęła moja łza, a Another zaczęła płakać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz