piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział dwudziesty trzeci, czyli Ever & Another.

*3,5 miesiąca później. Sally.*
Właśnie uczyłam Hazzę jak rozbroić bardzo skomplikowany zamek gdy się zaczęło.
-Harry. To już - powiedziałam.
-Co mówiłaś?-spytał, odrywając się od pracy.
-Rodzę! -krzyknęłam i wtedy do sali wpadł Charles. Wziął mnie na ręce i zaniósł do auta. Ruszyliśmy do szpitala. Szybko dotarliśmy na miejsce.
*Charles*
Kazano mi zostać w poczekalni. Chodziłem od ściany do ściany. Niedługo później do holu wbiegło całe One Direction.
-I co z nią?- spytał Harry.
-Jeszcze nic nie wiem.
Wtedy do pomieszczenia weszła pielęgniarka. Miała dziwną minę. Zacząłem się martwić.
-Który z panów jest ojcem?-spytała poważnie
-Ja. -podniosłem rękę
-Został pan ojcem dwóch zdrowych dziewczynek.
-Dwóch?!
-Bliźniaki.-powiedziała kobieta
-A co z nią? Co z Sally?
-Tu niestety nie ma dobrych informacji...
-Nie, nie, nie... - zacząłem powtarzać w kółko
-Pańska narzeczona nie żyje. Jej serce nie wytrzymało. Nie udało nam się jej uratować.
Padłem na kolana. Płakałem już dawno. Sally, Sally moja kochana.
-NIE!
Moją rozpacz słyszało chyba pół szpitala. Widziałem, że chłopcy też płaczą. Podszedł do mnie Zayn.
-Musisz byś silny.
-Nie, nie, nie...
-Masz dwie córki. Musisz im powiedzieć o tym jak cudowna była ich matka. Bądź silny dla nich. Będą cię potrzebowały. Chłopcy już zawiadomili wszystkich. Źle to przyjęli. Im też jesteś potrzebny.
Wstałem z podłogi i przytuliłem się do Zayna.
-Mogę iść ją zobaczyć?-spytałem pielęgniarkę.
-Tak, proszę za mną.
Kobieta zaprowadziła mnie do sali w której leżała ona. Miłość mojego życia. Matka dzieci, które tak właściwie są sierotami. Nie jestem ich biologicznym ojcem. Będę je kochał jak własne i dobrze wychowam.
-Oh, ukochana. Czemu mi to robisz?-rozpaczałem.-Kochałem cię, kocham i zawsze kochać będę.
Pocałowałem Sally po raz ostatni i wyszedłem z sali. Pielęgniarka zaprowadziła mnie do córek.
-Jakie imiona pan dla nich wybierze?
-Ever i Another.
-Nietypowe imiona.
-Nie pochodzę z Polski.
-Oh. Mogę pana poprosić o podpis?
-Tak.-podpisałem nie patrząc na kobietę. Przyglądałem się moim córkom. Były cudowne. Malutkie, ale śliczne. Takie delikatne. Moje małe aniołki. Zajmę się wami. Gdy wreszcie napatrzyłem się na córki wróciłem do 1D. Cały czas płakali więc ja też zacząłem. Nie to żebym nie rozpaczał. W środku rozrywało mnie na strzępy, ale przez wiele lat nie okazywałem uczuć, a po za tym w bazie ciągle ktoś umierał. Podszedłem do Harr'ego i spytałem:
-Zostaniesz ojcem chrzestnym Ever?
Zrobiłem to bo wiedziałem, że kochał Sal.
-Tak. Zostanę.
Wróciliśmy do bazy. Zapłakana Olivia od razu wpadła mi w ramiona. Długo płakaliśmy. Nigdy nie widziałem tak zrozpaczonych ludzi jak oni. To miał być koniec tego o co do tej pory walczyliśmy.
Tak mamy skończyć? Nie mogę zostawić tych dzieci na pastwę losu. Zajmę się nimi tak jak swoimi własnymi. Zostaniemy tutaj, we Wrocławiu. Zapiszę dzieci do najbliższej szkoły. Pozwolę im normalnie żyć. Tak to będzie najlepsze rozwiązanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz