poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział ósmy, czyli Agenci nieoficjalni.

-Ehh... No dobra.-nie byłam zachwycona tym pomysłem, ale nie chciałam by stało się coś o wiele gorszego..
*Harry*
Zostaliśmy zawołani na śniadanie. Poszliśmy za dziećmi do jadalni. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Sally z podkrążonymi i czerwonymi oczami. Na stole leżały miski wypełnione jakąś ciapą. Popatrzyliśmy z chłopakami po sobie. Dzieci rzuciły się na  "jedzenie" jak głodne lwy do mięsa. Usiadłem do stołu i powąchałem strawę. Nie miała żadnego zapachu. Spróbowałem i od razu wyplułem to co miałem w ustach. Wszyscy oprócz chłopaków którzy zrobili dokładnie to samo co ja popatrzyli się na nas.
-Jak wy to możecie jeść?-spytaliśmy razem
-Nic innego nie wolno im jeść. Na razie. Dzisiaj jedziemy do miasta na zakupy. Kończcie jeść i wsiadajcie do autobusu.
-A co tak w ogóle jest?-spytał Niall
-Płatki z mlekiem rozcieńczonym z wodą.
-O masakra.-głodomorkowi chyba po raz pierwszy w życiu coś nie smakowało. Zaczęliśmy się śmiać.
-Ale jak to jedziemy? Przecież nie możemy z tond wyjść.
-Już możecie-powiedziała i podała każdemu z nas kartę. Podobną do bankomatowej.
-To są wasze identyfikatory. Nie jesteście agentami, ale możecie tu wchodzić i wychodzić kiedy chcecie. Możecie ze sobą zabrać dwie osoby na jeden raz. Jesteście teraz nieoficjalnymi agentami. Możecie tu wchodzić, możecie oddać się jednostce, możecie przyjmować zadania, ale nie musicie. Możecie nawet zapomnieć, że istniejemy. Dobra bierzemy manatki i jedziemy. Chcecie jechać power-speedem?-spytała Sal maluszków
-Taaaaaaaaaak!
Popatrzyliśmy się na nią ze zdziwieniem.
-Zamiast ośmiu godzin w jedną stronę będziemy jechać jedną. Takie przyśpieszenie.  Czekajcie tylko pójdę do Siebie się ogarnę, wezmę dokumenty i możemy jechać. Kto idzie ze mną do pokoju poszukać jakichś ciuchów i potrzebnych rzeczy?
-My!-krzyknęliśmy razem i pobiegliśmy za nią do jej pokoju . Pokój był dziwny bo miał dwie części. Pierwszy pokój był wysoki i mało urządzony. Drugi wyglądał zupełnie inaczej. Miał niebieskie ściany, drabinkę prowadzącą do łóżek na antresoli i coś co mnie bardzo zdziwiło, a mianowicie
okno.
-Czy tu jest okno?-krzyknął Conrad
-Tak, tu jest okno.
-Jak to możliwe, przecież jesteśmy kilka metrów pod ziemią.
-Tak, to prawda, ale jednostka jest zbudowana  "w skarpie" i to jest jedyne okno w całej jednostce. Uwielbiam ten pokój szkoda, że mieszkałam w nim tylko trzy lata. Ale nikt nie przywłaszczył sobie mojego łóżka.
-Sally... Chłopaki którzy tu mieszkali nigdy nie oddali nikomu twojego łóżka. Zawsze wymyślili coś, żeby szef nikogo im nie dawał. Kilka razy nawet był tu ołtarzyk. Dla Ciebie. Wszyscy wiedzieliśmy co dla nas zrobiłaś. Walczyliśmy o Ciebie. Pamiętasz jak zostałaś wprowadzona w śpiączkę?
-Taa... A czemu?
-Bo to Charles wybłagał ich o to. Gdy ty spałaś przykuta do tej ściany jego, mnie i Olivię sprowadzono do Ciebie. Zaczęliśmy  płakać, prosić, błagać żeby nie pozwolili Ci zostać w takim stanie. Wiedzieliśmy, że gdyby nie ty na twoim miejscu mogłoby być któreś z nas. Byliśmy i nadal jesteśmy Ci wdzięczni. Gdyby nie ty teraz bylibyśmy agresywnymi masami wyszkolonymi do walczenia.
-Dobra. Koniec gadania. Jedziemy. I na przyszłość nie chcę więcej słyszeć co ja dla was zrobiłam. To bo naturalne. Każdy by tak postąpił... Jesteście gotowi?
-Tak!
-To jedziemy. 
Jechaliśmy niecałą godzinę. Atmosfera w autobusie była luźna, wszyscy się śmialiśmy i śpiewaliśmy. Gdy dojechaliśmy do Wrocławia Sal dała każdemu dziecku po 200 zł na ubrania.
-Skąd masz tyle kasy?-spytałem?
-W sejfie zawsze było dużo kasy tylko szef ją zbierał zamiast kupować coś dla dzieciaków odkładał ją. W ten sposób na koncie mamy około 3 500 000 000 zł(trzy i pół miliarda).
-Sally możemy wejść do jakiejś knajpki, kafejki? Chcielibyśmy z Tobą porozmawiać. To bardzo ważne.
-To chodźcie pojedziemy po Olivię i będziemy gadać po drodze co wy na to?
-No dobra.
Poszliśmy za nią. Byliśmy zdziwieni bo dziewczyna nie szła w stronę parkingu tylko w zupełnie innym kierunku. 
-Gdzie idziemy?
-Do bazy 001. To niedaleko. Więc o czym chcieliście porozmawiać?-spytała beztrosko
-Czytałaś to, prawda? Złamałaś kod i wiesz co się diało z tobą od 10 do 12 roku życia. Płakałaś w nocy. Rano było to po tobie widać. Miałaś podkrążone oczy. Co tam było?
Dziewczyna zaczęła płakać. Jej oczy z ciemno szarych zrobiły się lazurowe.
-Co się stało w ciągu tych dwóch lat?

-Ja kochałam. Byłam zdolna do jakichkolwiek uczuć. Oprócz tego zostałam zmuszona do złożenia tej cholernej przysięgi. I to nie były dwa lata tylko osiem. Co tydzień kasowali mi pamięć, żebym nie pamiętała tortur które mi zadali. Ja byłam normalna. Mogłam normalnie żyć. Jedyne co mnie wyróżniało to płeć. Zniszczyli mnie. Nie chcę żeby te dzieci przeżywały to samo co ja. One potrzebują miłości. Dzisiaj będziemy spać w bazie we Wrocławiu.-powiedziała ocierając łzy. -Wchodźcie.-pokazała ręką na drzewo.
Weszliśmy do środka i usłyszeliśmy krzyk.
-Olivia! To my kochanie! Nic Ci nie zrobimy. Za niedługo przyjdzie reszta. Jutro wracamy do bazy. Szefa nie ma. Warunki się polepszą. Chłopaki idźcie wybrać sobie pokoje. Jeden z was będzie musiał dzielić go z innym chłopakiem. Ja nie będę spała u siebie. Kogoś tam wepchnę a ja się legnę gdzieś na glebie.-mruczała do siebie.-Olivia!!!
-Tak!?
- Pójdziesz do sklepu na zakupy?
-Jasne.
Olivia wzięła pieniądze, założyła buty i wyszła.
-Ona nie potrzebuje listy zakupów?-spytałem
-Nie. Skontaktowałam się z nią prze chip. Nie musimy nic mówić żeby się porozumiewać. Chodźcie zrobicie obiad bo zaraz wrócą dzieciaki i trzeba je wykarmić czymś porządnym. Ja w tym czasie pójdę do biura i zmienię im dietę.
-O.K. A Sally co będziemy robić jak wrócimy do bazy głównej?
-Wy nie wrócicie bo musicie grać koncerty. Zostawię z wami parę osób, bo ja obiecałam coś Conradowi.

-Co?
-Mam pozwo... Nieważne. Za 45 minut wrócę.-powiedziała i weszła po schodach na jedno z kilku pięter. My za to zabraliśmy się za robienie obiadu.