piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział szósty, czyli przysięgła rzecz niemożliwą.

Louis twoje siostry już na Ciebie czekają...
... są bardzo niecierpliwe i podekscytowane. Pamiętają Cię.  Nadal Cię kochają.-z mojego oka wypłynęła łza wzruszenia którą szybko otarłam. -Mogę je zobaczyć? Gdzie one są?-Louis oszalał. Był chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

-Chodź zaprowadzę Cię do nich.-powiedziałam i zaczęłam biec w głąb jednego z korytarzy. Reszta ekipy pobiegła za mną. Dobiegłam do pomieszczenia w którym znajdowały się dziewczynki, które gdy tylko zobaczyły Loius'a zaczęły krzyczeć i rzuciły się na niego. Chłopak najzwyczajniej w świecie się rozpłakał. Reszta 1D też. Jednak my-agenci CIA nie mogliśmy okazywać uczuć. Według starego prawa ale ja mam zamiar to zmienić. Chcę od nowa "założyć" jednostkę. Mam nadzieję, że pomoże mi to w zdobyciu nowych rekrutów. Zmienię prawo, nie będzie zmuszania, uodparniania i paru innych bolesnych doświadczeń. Ta baza była dla mnie wszystkim. Była moim życiem. Nie chciałam jej zamykać, ale chyba będę musiała. Nie ma kto walczyć. Zostawiłam wszystkich i z prędkością światła pobiegłam do już mojego gabinetu. Musiałam wprowadzić zmiany do systemu i zmienić oprogramowanie w moim chipie. Chciałam zrobić jeszcze jedną rzecz. W karcie każdego agenta było wszystko czego kiedykolwiek dokonał, co mu się przytrafiło. Chciałam sprawdzić jedną rzecz. W wieku od 10 do 12 lat coś mi się przytrafiło. Nie wiem tylko co. Najpierw otworzyłam system i zmieniłam dyrektora z Paul'a Browna na Sally 001960904. Otworzyłam swoje akta i zobaczyłam zawartość chronioną hasłem. Umiałam łamać hasła ale od kilku dni nie spałam przez co robiłam się zmęczona bo pomimo wszystko jestem człowiekiem. Skopiowałam wszystkie pliki na temat dzieciaczków. Zaczęłam wprowadzać wszelkie zmiany do systemu. Popatrzyłam na godzinę i okazało się, że jest już trzecia w nocy. Wszyscy już pewnie śpią. Zamknęłam gabinet i poszłam w stronę mojego starego pokoju. otworzyłam drzwi za pomocą kodu który znają tylko lokatorzy tego pokoju. Był pusty. Nie zdziwiłam się bo spodziewałam się tego, ale byłam zawiedziona. W tym pokoju zawsze było dużo ludzi. Byłam jedyną dziewczyną lecz nie robiło mi to różnicy. Zdjęłam z siebie ciuchy i poszłam pod prysznic. Pomieszczenia były tu tak zabezpieczone, że tylko znając kod można było się do nich dostać. Po spłukaniu z siebie brudu, położyłam się do łóżka. Nigdy nie lubiłam piżam, niezależnie od tego jak wyglądały. Gdy byłam młodsza i kazano mi je zakładać to zawsze przez sen je ściągałam. W końcu ludzie przestali zwracać na to uwagę. Nie wstydziłam się. Reszta też chodziła nago. Po prostu nie wiedzieliśmy w tym nic złego. Do 10 roku życia nawet nie mieliśmy styczności z ubraniami. W dniu 10 urodzin byliśmy przenoszeni na inny oddział gdzie dostawaliśmy ubrania. Szczerze mówiąc mój strój nie okrywał wiele więcej ciała niż strój kobiety kot. Tyle, że ja miałam krótkie spodenki. Stroje chłopaków też nie były jakoś szczególnie rozbudowane. Mieli tylko przepaski na biodra. Dużo się napatrzyłam na gołe, męskie, umięśnione klaty. Leżałam w łóżku i myślałam. Gdy gadałam z Liam'em w aucie, mówił coś o jakiś imprezach, znajomych, seksie? Ciekawa jestem co to jest będę musiała sprawdzić, lub zapytać się chłopaków. To dziwne, że czegoś nas nie uczyli w bazie... a zawsze nas zapewniali, że wiemy wszystko. Wydawało mi się to podejrzane, ale byłam tak zmęczona, że nie miałam siły myśleć. Zasnęłam.
*Harry*
Od dobrych trzech godzin szukamy Sally. Nigdzie jej nie ma. Jest już sporo po 23 a jej nadal nie ma.
-Nie macie tu jakiegoś monitoringu?-spytał Zayn
-Jest w pokoju sze...O nie!
-Co się stało?-spytałem
-Sally jest szefem. Na pewno przebywa w gabinecie i przegląda swoje dokumenty. Dobrze wie, że nie może. Znaczy nie mogła dopóki nie była dyrektorką. Pamiętam jak miałem sześć lat i była ogromna afera. Sally miała od dwóch lat chłopaka. Gdy ona miała 12 lat on umarł. Okazało się, że był chory na raka. Nie mogła się pogodzić z tym, że on umarł. Chciała się zabić. Pocięła się. Paul nasz były szef wziął ją na "czyszczenie" umysłu, czyli wyciął jej z pamięci wszystkie wspomnienia z tym chłopakiem. Ona zapomniała o nim. Jednak wiedziała, że coś się stało. Jedyna kopia tego wszystkiego została w jej aktach, w głównym komputerze. Już nie była taka sama. Była ciągle smutna. Szefuńcio z załogą zmusił ją do złożenia przysięgi przed wszystkimi, ale ona też postawiła warunek. Każde z nas znakomicie zna słowa tej przysięgi mimo, że tylko ona ją składała.Pamiętamy bo ona nas uratowała, przyjęła na siebie wszystkie nasze przewinienia, kary. Obroniła nas przed znęcaniem się nad nami. Poniosła za to konsekwencje.

Przyrzekam ,
nigdy się nie zakochać, nie okazywać uczuć,
nie znać litości.
W zamian za  wstrzymanie kar cielesnych.
Zgadzam się,
na bycie człowiekiem-robotem.
Na bycie
maszyną do wykonywania rozkazów.
I nie będę
się przeciwstawiać już nigdy podczas treningów
których liczba
wzrośnie do 70 tygodniowo.
To jest tekst tej przysięgi. To, że nas przestali maltretować nie znaczyło, że jej dadzą spokój. Wręcz przeciwnie, traktowali ją strasznie. W końcu ona nie miała siły na nic a ciągle musiała trenować. Gdy doszły inne dziewczyny chroniła je jak tylko mogła, ale nie zawsze jej się udawało. Strasznie wyglądała przed wyjściem stąd. W swojej własnej bazie trochę przytyła, zadbała o siebie. Wygląda lepiej. Jak tu była oprócz mięśni, kości i mózgu nie było nic. Ani odrobiny tłuszczu.
-Wow! Biedna Sally. Dobra jutro z nią pogadamy. Teraz musimy iść znaleźć sobie jakiś nocleg. Jak się stąd wychodzi?-spytał Liam
-Wy tu zostajecie na noc. Sal chyba by nas zabiła gdybyśmy was teraz wypuścili.
-Jak to?
-Jeśli raz weszliście do bazy to nie możecie z niej wyjść do końca życia chyba, że...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz