Gdy wysiedliśmy z auta byliśmy na totalnym pustkowiu...
...Sally podeszła do bagażnika i wyjęła z niego jakieś małe zawiniątko. Po zdjęciu szmat okazało się, że jest to duże łopata.
-Po co Ci ta łopata?-spytaliśmy.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko podeszła dwa kroki do przodu. Przy trzecim coś ją zatrzymało. Gdy jej noga dotknęła niewidzialnej bariery po kopule rozeszła się niebieska fala. Sally przyłożyła dłoń do powietrza. Po chwili wzięła łopatę i zaczęła kopać dół. My tylko patrzyliśmy co ona robi. Nie wiedziałem co się dzieje z chłopakami. Wyglądali tak jakby mieli zaraz uciec na drugi koniec kontynentu.
-Co wy tacy przerażeni?-spytałem
-Liam, ty tego nie czujesz?
-Czego?
-To miejsce ma jakąś złą aurę. Tu coś jest nie tak. Liam musimy uciekać. Tylko ty nie spałaś i tylko ty znasz drogę powrotną.
-Chłopaki, chodźcie! Już idziemy i nie bójcie się nic się wam tutaj nie stanie. Wiem, że jesteście przerażeni ale musicie zwalczać swoje strachy.-dziewczyna najwyraźniej wiedziała czemu chłopakom tak zależało na ucieczce.
Louis, Harry, Niall i ja po chwili wahania podeszliśmy do Sally. Zayn za żadne skarby nie chciał podejść. W końcu Sal zaczęła tracić cierpliwość. Podeszła do chłopaka przerzuciła go sobie przez ramię i zaczęła iść w kierunku dziury którą przed chwilą wykopała. Wrzuciła do niej wrzeszczącego i wyrywającego się chłopaka. Pokazała, że mamy zrobić to samo. Po chwili leciałem do nikąd. Po kilkunastu sekundach znalazłem się w wielkiej podziemnej bazie. Chłopaki siedzieli związani na krzesłach. Na mnie też ktoś się rzucił z niewiarygodną prędkością, i ja też wylądowałem na krześle. Nie wiedziałem o co im wszystkim chodzi. Chwilę po mnie z tunelu wylądowała Sally. Na nią też ktoś się rzucił, ale najwyraźniej spodziewała się tego i po krótkiej walce obezwładniła chłopaka.
-Conrad. Nie atakuj swoich.-powiedziała wykręcając mu rękę
-Oni są ze mną. Nie mają broni. Ręczę za nich. Są bezbronni, dostali krępacza. Tylko na niego nie działa, ale jest nieszkodliwy.-powiedziała wskazując na mnie. Byliśmy wystraszeni. Ona taka nie była. Mówiła bez żadnych uczuć. Jej oczy zmieniły kolor na jeszcze ciemniejszy. Ubrania które miała na sobie, powodowały, że wyglądała groźniej i starzej. Nie wyglądała na osiemnaście lat a na trzydzieści. Czarna skórzana kurtka, czarne spodnie i wojskowe buty. Włosy miała związane w koński ogon. Przypomniało mi się co mi mówiła w aucie. Nie może okazywać uczuć. Widać była w tym doświadczona.
-Zaprowadźcie mnie do szefa.
-Ale...
-???
-Szef nas zostawił. Dzisiaj wyjechał i powiedział, że ty masz przejąć oddział.
-Bosko. Dobra, ludzie od teraz to ja tu żądzę. Ile was jest w jednostce w tej chwili.
-Piętnaście osób. Cztery dziewczynki i jedenastu chłopców.
-Jak to przecież Olivia jest u mnie w bazie.
-Szef wczoraj przejął jakieś dwie dziewczynki.
-Dobra potem z nimi porozmawiam.
-Ile was jest razem?
-Sześćdziesiąt osób.
-W jakim wieku są osoby w bazie?
-Od pięć do jedenaście lat.
-Szlak.
-Co się stało?-spytałem po raz pierwszy od kilku minut
-Osoby które są w bazie nie mogą iść na misje bo są za młode. Nie mam kogo wysłać na misję. Ja nie mogę bo po pierwsze muszę was pilnować, a po drugie jestem szefem i powinnam tu zostać żeby pilnować tych małych rojberów. Jak wy wyjedziecie przestanę przyjmować misje, ale nie będę miała kogo na nie wysyłać. Mamy kilku agentów w innych krajach, ale potrzebujemy ich więcej. Nie mamy nikogo w Anglii, a tam często przesiadują Burks'i. Teraz gdy Lou zabierze dziewczynki, będzie nas jeszcze mniej, ale one nie były wyznaczone do tego celu. Dobra później nad tym pomyślę. Teraz muszę wam podać antidotum po którym przestaniecie się bać przebywania tutaj, inaczej moglibyście uciec a tego nie chcemy. Od razu ostrzegam, że może to być bolesne.
-Skoro może nam to pomóc to przetrwamy. Ale może być mały problem z Zayn'em.-Dodał gdy zobaczył, że lek będzie podawany dożylnie.
-Spokojnie, mamy na to swoje sposoby. Zaciśnij pięść.-powiedziała. Zrobiłem to o co prosiła.-Uwaga może zaboleć.-powtórzyła i wbiła mi igłę w żyłę. Ból to za mało by opisać co przeżyłem bolało strasznie, ale nagle cały strach który odczuwałem, przebywając tutaj-zniknął.-Nawet nie krzyczałeś.
-Ale nie było źle-powiedziałem i mrugnąłem do niej okiem. Zrozumiała
-Da się przeżyć ten ból. Chłopcy pozwolicie, że najpierw zajmę się Zayn'em?
-Tak, jasne.
-Spoko.
-Nie ma sprawy.
*Sally*
-Zayn.-szepnęłam do ucha związanemu chłopakowi.- Zaciśnij pięści.
-Nie.
-Proszę. Zrób to dla swoich przyjaciół.-mój głos był łagodny i kojący.
-Nie.
-To spróbujemy inaczej.-pomyślałam
-Wiem, że jesteś zły, chcesz mnie uderzyć. Mocno, tak żebym nie mogła wstać z ziemi. Gdybś tylko mógł się wyswobodzić z tych lin, o tak... gdybyś tylko mógł.-obserwowałam jak jego pięści wbrew woli chłopaka zaciskają się. wychwyciłam odpowiedni moment i zrobiłam to samo co wcześniej Liam'owi i szybko zatkałam uszy. Tak jak przewidywałam, chłopa darł się niemiłosiernie,ale po chwili uspokoił się. Jednak nadal nie pozwoliłam go rozwiązać. Wolałam to zrobić gdy do końca się uspokoi. Podeszłam do Louisa w jego oczach malowało się przerażenie, ale grzecznie zacisnął pięść. Z resztą chłopaków było tak samo.
-Możecie ich rozwiązać- powiedziałam do Conrada i brygady która nas "napadła".
-Rany co to było? Ten strach paraliżował.-chłopaki przekrzykiwali się jeden przez drugiego
-To było działanie tej "zwykłej wody" którą wam podałam na początku podróży. Dobra jesteśmy gotowi do pójścia głębiej. Louis twoje siostry już na Ciebie czekają...
-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
Ten rozdział jakoś mi nie wyszedł i sorry za takie troszkę drastyczne sceny ale fantazja mnie ponosi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz