środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział siódmy, czyli ona nie wie co to miłość.

-Jeśli raz weszliście do bazy to nie możecie z niej wyjść do końca życia chyba, że...
*Conrad*
...zostaniecie agentami CIA.
-Jak to? Nie ma innej opcji? Musimy zostać agentami CIA?
-Jest jedna opcja ale... nie to raczej niemożliwe.
-Mów. Proszę. To może być nasza jedyna szansa.
-Ehh... Sally mnie zabije. Jest taka możliwość, że Sal zakocha się w którymś z was wtedy będzie mogła stąd wyprowadzić dziesięć osób  które nie są agentami, ale ona nie chce kochać. Rozmawiałem z nią kiedyś. Powiedziała, że jest szczęśliwa bez chłopaka, ale myślę, że ona chce kochać tylko nie pokazuje tego.  Przyzwyczaiła się do nie-kochania. Ona łatwo przystosowuje się do nowych warunków, ale nie umie zaczęć znowu kochać. Powiem wam tak do czasu przysięgi wmawiano nam, że wiemy wszystko. Jej nigdy nie przestano. Ona nie wie co to miłość, radość, znajomi, imprezy, seks. To tylko część rzeczy o których nie wie. Staraliśmy się jej opowiadać o niektórych rzeczach ale to nie takie proste. Nigdy nie zapomnę jak Charles powiedział jej co to przyjaźń. Miała wtedy 12 lat. Zaprzyjaźnili się, ale Sally się oberwało. Charles oberwał tylko słownie, ale ona. Zabrali ją do piwnic. Wszyscy wiedzieli co to oznacza i tak jak się spodziewaliśmy kilka minut później powietrze rozdarł jej przerażający krzyk. Co tam się działo wie tylko Sal i szef. Od tamtej pory widzieliśmy ją tylko trzy razy i to tylko nieliczni. Raz widziałem ją ja na oddziale szpitalnym, bo trener złamał mi rękę. Ona leżała w śpiączce, ale jej całe ciało było w ranach. Była podłączona do kilku urządzeń i trzech kroplówek. Później pielęgniarka powiedziała mi w tajemnicy, że szef kazał wprowadzić ją w śpiączkę farmakologiczną, żeby podtrzymać jej życie nigdy będzie w miarę wykurowana mają ją wybudzić. Po roku widzieliśmy ją gdy wracała z  misji. Przyprowadziła tutaj ośmioletnią Olivię. Potem trzeci i ostatni raz jak wychodziła. No i teraz. To taka jej historia, a teraz przydzielimy wam pokój i pójdziemy spać. Jutro jest ciężki dzień. Chodźcie pokażę wam waszą sypialnię.
*Louis*
Byliśmy zdziwieni tym co powiedział nam Conrad. Poszliśmy za nim do długiego korytarza. Chłopiec skręcił do pierwszych drzwi na prawo, wklepał jakiś kod i drzwi się otworzyły.

-Ten pokój jest jednoosobowy. Który tu wchodzi?
-Ja mogę-powiedział Zayn

Poszliśmy dalej. Następne drzwi prowadziły do pokoju dwuosobowego. Ten zajął Niall z Liam'em. My dostaliśmy następny pokój. Ja z Harry'm mieliśmy według mnie najgorszy pokój. Taki dziwny.
-Gdybyście czegoś chcieli to Sal ma pokój na końcu korytarza po lewej a ja następny. Jakby co to pukajcie. Tylko musicie chwilę poczekać, aż się ubierzemy. Popatrzyłem zdziwiony na Hazzę.

-Jak to ubierzecie ?-spytałem
-Normalnie. Śpimy nago od trafienia tutaj. A z czego wiem raczej nie chcecie widzieć nagiego mnie, Sal lub kogoś innego. 
-A kto jest najbardziej napakowany?-spytał mój kochany, zboczony przyjaciel.
-Wydaje mi się, że Sally. Ma boski brzuch, nogi, wszystko...
-Skąd wiesz?
-Gdybyś spędził tu całe życie też być wiedział. Wiem jak kto wygląda. Każdy wie jak wygląda reszta. To nic dziwnego. Chociaż teraz to się trochę pozmieniało i wzięliśmy sobie ciuchy jak tylko szef wyszedł. Chociaż te męskie wcale jak widać nie są jakieś masakrycznie nowoczesne. Sally pewnie kupi nam jakieś ciuchy, ale najpierw powinna odespać wszystkie nieprzespane noce, ogarnąć system i parę takich organizacyjnych spraw, ale jak ją znam to już jutro o 6 rano będziemy jechać do miasta  na zakupy całą grupą. Ona nigdy nie zwracała uwagi na siebie. Zawsze dbała o innych, jest bardzo opiekuńcza. Nie będzie chciała nawet słyszeć, że musi się wyspać. Kiedyś będzie trzeba ją wprowadzić w stan śpiączki żeby się wyspała bo jej organizm nie wytrzyma przemęczenia. Dobra teraz idźcie spać.-powiedział chłopak i w pośpiechu wyszedł z pomieszczenia. Sprawiał wrażenie bardzo rozgadanego. Zastanawiałem się jak on może być agentem CIA będąc tak wygadanym. Umyłem się, włożyłem na tyłek jakieś bokserki i zasnąłem zanim moja głowa dotknęła poduszki.
Następnego dnia obudził mnie czyjś głos nad uchem.
-Louis. Czas wstawać. Louis.-ktoś kto śmiał przerwać mój sen oberwał właśnie moją poduszką w twarz- Ała!  Louis do cholery! 
Wstawaj bo śniadania nie dostaniesz.-po tych słowach stwierdziłem, że lepiej będzie jeśli wstanę bo mój żołądek dawał wyraźne oznaki pustki.
-Już wstaję.-jęknąłem
-Nie już tylko na-pierwsze walnięcie poduszką- tych-drugie- miast- trzecie. Otworzyłem jedno oko i okazało się, że moim budzikiem jest nie kto inny jak nasza kochana Sally.
-No już wstaję.
-Dobra to idę budzić resztę. Obudź Harrego.-powiedział i wyszła skocznym krokiem. Ciekawe skąd ona bierze tyle energii?
*Sally*
Po obudzeniu Louisa poszłam do pokoju  Liam'a i Niall'a. Tam obeszło się bez większych problemów. Za to Zayn spał jak zabity. Najpierw zabrałam mu kołdrę. Tylko się poruszył, ale spał dalej. Później zaczęłam go szturchać i łaskotać. Nadal nic. Potem włączyłam klimatyzację na najwyższy stopień i wyłączyłam ogrzewanie w jego pokoju. Nadal nic. W końcu się zdenerwowałam i zaczęłam mu wrzeszczeć do ucha.
-Jeszcze pięć minut mamo.-mruknął w odpowiedzi i dalej spał.
Byłam już na maksa zdenerwowana. Do wiadra nalałam wodę i już miałam wylać ją na Malik'a gdy usłyszałam za sobą śmiechy. Za mną, w drzwiach stała reszta 1D.
-I z czego się śmiejecie?-spytałam mocno poirytowana
-Z tego jak próbujesz dobudzić tego leniwca. Jest tylko jedna rzecz która stawia go natychmiast na nogi.-zrobiłam pytającą minę.-Ehhh...popatrz.-powiedział Liam i podszedł do pryczy w której leżał ten Stwór. Chłopak zaczął czochrać przyjacielowi włosy. Ten po chwili był już na nogach.
-Co się stało?-spytał
-Ciele łoknem wyleciało.-powiedziałam po czym wylałam na niego zawartość wiadra trzymanego w ręce co wywołało lawinę śmiechu.
Poszłam do kuchni i zaczęłam szykować śniadanie dla tej dziczy. Po kilku minutach do kuchni wszedł Conrad.
-Obudziłeś resztę?
-Tak.
-Nakryjesz do stołu?
-Jasne.
Z tym chłopcem zawsze miałam dobra stosunki. Nie byliśmy sobie obcy. Niańczyłam go po tym jak trafił do jednostki. Był przerażony. Byłam pierwszą osobą której zaufał. Uważał i do tej pory uważa za siostrę i przyjaciółkę.
-Co będzie na śniadanie?
-"Płatki z mlekiem".
-Czyli to co zawsze?
-Nic innego tutaj nie ma. A po za tym jeszcze nie pozmieniałam wszystkiego w systemie. Nie ogarnęłam jeszcze wszystkiego, wiesz to nie takie proste. Jeszcze nie zmieniłam wam diety. Obiecuję,że dzisiaj to zrobię. Wiesz ile ma być wody a ile mleka do tych płatków?
-Na jedną porcję wchodzi pół szklanki mleka i szklanka wody. Plus łyżka płatków.
-Ok. Rany, już zapomniałam jak ohydnie to smakuje. Przepraszam to w ogóle nie smakuje.-powiedziałam po spróbowaniu potrawy.-Dobra Con wołaj tą hołotę na śniadanie. Potem jedziemy do miasta. Kupimy wam jakieś normalne ciuchy. Bo to-wskazałam na jego ubiór wyszło z mody jakieś 2 miliony lat temu.
-Wiedziałem, że tak będzie. Sal powinnaś się wyspać, odpocząć. Możemy tam pojechać jutro albo za kilka dni.
-Conrad. Nie możesz mi nakazać zrobienia czegoś. Ja zdecyduję co będę robić. Okej? Nie muszę się Ciebie słuchać.
-Nie mogę Ci nakazać, ale jest jeszcze inne wyjście...
-Nie zrobisz tego.-powiedziałam przerażona
-Pod jednym warunkiem. Po dzisiejszych zakupach pozwolisz  się wprowadzić w stan śpiączki, dokładnie Cię zbadamy, opatrzymy ewentualne rany i zostawimy na jakiś czas. Twój organizm odpocznie. Na pewno będzie Ci lepiej gdy Cię dobudzimy. Może być?
-Ehh... No dobra.-nie byłam zachwycona tym pomysłem, ale nie chciałam by stało się coś o wiele gorszego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz