Rozdział może zawierać treści obraźliwe jeśli nie lubisz tego typu słownictwa opuść tekst zaznaczony na czerwono.
-Chłopcy wygląda na to, że Sally została porwana.-powiedziałem i po moim policzku spłynęła łza.
*Sally*
Obudziłam się w jakimś ciemnym i obskurnym pomieszczeniu. Leżałam na mokrej, zimnej, betonowej podłodze. Ręce miałam związane w nadgarstkach za plecami, nogi związane w kostkach. Ust na szczęście nie miałam zaklejonych. Rozejrzałam się po pokoju. W kącie naprzeciwko mojego ktoś leżał. Miał podarte ciuchy i tak samo jak ja był związany. Miał blond włosy. Spróbowałam się poruszyć. Nie mogłam wstać, ale gdybym się postarała zapewne udałoby mi się doczołgać do tajemniczego ktosia. Położyłam się na brzuchu i zaczęłam pełzać w stronę człowieka. Gdy podeszłam bliżej rozpoznałam tą poobijaną twarz i aż krzyknęłam ze strachu. To był Charles.
-Char...Żyjesz? Nic Ci nie jest?-pytałam mimo, że widziałam, że jest nieprzytomny. Poklepałam go po policzku- Obudź się Charlie...Proszę. Nie rób mi tego.
Nagle chłopak zaczął coś mamrotać pod nosem.
-Oni...chcą mieć...mnie... nie ciebie...kochanie...bądź silna...nie daj się...-wymamrotał po czym znowu zemdlał. Położyłam go delikatnie na ziemi i odsunęłam się do mojego kąta, gdyż usłyszałam kroki za drzwiami. Udawałam, że dalej jestem nieprzytomna.
Klucz przekręcany w zamku.
Skrzypnięcie otwieranych drzwi.
Kroki.
Strzelenie stawów w kolanach przy kucaniu.
Szelest ubrań.
Szybki ruch.
Pieczenie w okolicach policzka.
Kolejne kroki.
Kolejne uderzenie w policzek.
Brak reakcji.
Ktoś podnosi mnie do góry.
Wynosi mnie z pomieszczenia.
Zamyka drzwi.
Wstrzykuje mi coś do żył.
Nie kontroluję swojego ciała.
Moje oczy same się otwierają. To co widzę przerasta mnie.
- Widzę, że nasza suka się obudziła. Teraz możemy Ci wpierdolić, tak jak jeszcze nigdy kochanie. Wiesz co zrobimy jak nie będziesz posłuszna? Mamy twojego kochasia z którym się już widziałaś ty kłamliwa dziwko.-powiedział- Możemy zniszczyć wszystko co jest dla Ciebie ważne, więc lepiej słuchaj się co mówimy i rób co każemy. Już dzisiaj zaczniesz nową pracę. Nie bój się spodoba Ci się jak każdej dziwce.-Michael zaśmiał się w głos, kopnął mnie w brzuch.-Wynieście ją z tond nie chcę na nią patrzeć. -skończył i splunął mi prosto w twarz. Ktoś mnie wziął na ręce. Nie miałam siły się sprzeciwić.
-Nie bój się szefa nic Ci nie zrobi jeśli będziesz posłuszna.-szepnął mi do ucha chłopak który mnie niósł. Poznałam ten głos. Kilka lat temu w bazie był chłopak. Kacper. Wszyscy byli pewni, że zginął na misji. Pewnie go przeciągneli na swoją stronę. Strasznie się zmienił. Wydoroślał.
-Kacper. -wychrypiałam- Co oni Ci zrobili.
I zemdlałam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz