My za to zabraliśmy się za robienie obiadu...
... Byliśmy zdziwieni zachowaniem Sal. Nie powiedziała nam co musi załatwić z Conradem. Była strasznie tajemnicza. Wydawało mi się to dziwne. Miałem wrażenie, że ona nie mówi nam wszystkiego. Było coś czego się bała, mimo że może się to wydawać absurdalne. Tajna, dziecięca, agentka CIA czegoś się boi. Nie to niemożliwe. "Styles ty i te twoje omamy"-powiedział wewnętrzny głos w mojej głowie. Lubiłem te moje wewnętrzne monologi z samym sobą.
*Sally*
Poszłam w stronę gabinetu z komputerem przeznaczonym do spraw organizacyjnych. Tak, nie pospałam za dużo w nocy i z nudów zaczęłam myśleć nad hasłem i udało mi się. Przeczytałam wszystko, obejrzałam trochę wspomnień i o trochę za dużo. Już wiem czemu to było tak pilnie przede mną strzeżone. Nie chciałabym tego pamiętać. Może to głupie, ale cieszę się, że usunęli mi to z pamięci. Nie byłabym chyba w stanie normalnie żyć ze świadomością tego co się stało. Ja jednak mam namieszane we łbie. Usiadłam do komputera i zaczęłam zmieniać dzieciom dietę, informując je o tym przez chip. Po pół godziny wszystko było załatwione. Wyszłam z gabinetu i poszłam za zapachem który prowadził mnie do kuchni.
-Co tam pichcicie?-spytałam 1D
-Zupa pomidorowa. Może być?
-Jasne. Dzieci będą za 5 minut. Pójdę nakryć do stołu.
*Tydzień później*
*Louis*
Od pięciu dni próbujemy dodzwonić się do Sal. Nie odbiera ani nie odpisuje na SMS-y to do niej niepodobne. Conrad coś wie, ale nie chce powiedzieć, choć w zasadzie od trzech dni on też nie odbiera telefonów. Coś musiało się stać. Postanowiłem z chłopakami że po dzisiejszym koncercie pojedziemy do bazy i sami zobaczymy co tam się dzieje.
*po koncercie*
Jesteśmy w drodze do bazy. Udało nam się ubłagać Olivię, żeby służyła nam za GPS. MUSIMY dowiedzieć się czemu Sally przestała kontaktować się ze światem.
*godzinę później*
Właśnie dojechaliśmy do bazy. Weszliśmy pod ziemię i to co nas powitało to kurz i pustka. Żadnej żywej duszy. Poszliśmy w stronę jedynego dźwięku który przerywał tą ciszę. Ciche pojękiwanie było dość podejrzane. Wreszcie doszliśmy do pokoju w którym był ogromny panel podłączony do urządzeń znajdujących się za przeszkloną ścianą. W sąsiednim pomieszczeniu oprócz mnóstwa urządzeń stało łóżko z pasami, które było porozrywane. Na podłodze sali w której staliśmy leżał ranny Conrad.
-Co się stało?-spytałem
-Odejdźcie. Muszę mu opatrzyć rany-powiedziała Olivia
-Gdzie jest Sally?-nie dawałem za wygraną
-Wyjdźcie -krzyknęła Oli-później z nim porozmawiacie.
Po kilku długich minutach gdy wreszcie Olivia pozwoliła nam wejść do chłopaka nie wiedziałem od czego mam zacząć wypytywanie go.
-Gdzie jest Sal?
-Nie wiem.
-Co jej zrobiłeś?
Chłopak milczał. Zabiję go.
-Co jej zrobiłeś, pytam!
-Może opowiem wam wszystko od początku?
-Dawaj.
-Więc tak. Sal obiecała mi, że po zakupach w mieście pozwoli mi się wprowadzić w stan śpiączki. Zgodziła mi się dopiero jak zagroziłem jej zrzuceniem jej z miejsca szefa. Wszystko szło dobrze do momentu w którym miałem ją wybudzać. Nie mogłem jej dobudzić. Ktoś wtargnął na teren agencji i podał jej coś co ją uśpiło na dłużej. Próbowałem codziennie przez 24h na dobę. To wszystko skomplikowało. Dzisiaj wieczorem ktoś tu był. Usłyszałem jakieś głosy więc wyszedłem z laboratorium, nikogo nie znalazłem, za to gdy wróciłem Sal nie było. Usłyszałem strzał i poczułem jak kula muska mój bok, a następnie uderzenie czymś twardym w tył głowy. I ciemność. Nic więcej. Pustka.
Zapadło milczenie które nas dobijało.
-Chłopcy wygląda na to, że Sally została porwana.-powiedziałem i po moim policzku spłynęła łza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz