-No dobrze, kochanie.
*Louis*
Próbowałem z kontaktować się z Sally. Na marne, ale dzisiaj coś mnie podkusiło. Skupiłem się na jednym przedmiocie, a mianowicie na krześle, i krzyknąłem w myślach-SALLY!!!!!!!!!
Conrad powiedział, że to skutkuje jeśli dana osoba ma włączony chip. Podobno słyszy, że ją się woła. Próbowałem przez półtora miesiąca, ale dzisiaj wiedziałem, że się uda
-Louis?!-usłyszałem głos po drugiej stronie naszego komunikatora
-A kto inny?
-Louis posłuchaj mnie uważnie. Za chwilę się rozłączę i zadzwonię na twój telefon. Będzie nam łatwiej rozmawiać.
-No dobrze.
Po chwili zadzwonił mój telefon. Na ekranie nie wyświetlał się żaden numer. Pisało po prostu 'dzwoni' nic więcej.Odebrałem.
-Louis to ty?-spytała dziewczyn a
-Nie, Angelina Jolie.
-Czyli ty. Czemu dzwonisz?
-Sally. Nie odzywałaś się przez trzy miesiące i nagle dzwonisz do mnie i mówisz, że już nigdy nie wrócisz. Nie powiedziałem nikomu o naszej nocnej rozmowie. Uwierz było ciężko utrzymać to w tajemnicy. Patrzyłem jak wszyscy się męczą nie wiedząc co się z Tobą dzieje i nie móc im powiedzieć, że Ty już nie wrócisz. Przynajmniej tak mówiłaś. Próbowałem się z Tobą skontaktować przez te półtora miesiąca. Na próżno. Co się wtedy działo?
- Michael przeciągnął mnie na swoją stronę. Najpierw przez te trzy miesiące zarabiał na mnie. Zrobił za mnie dziwkę czy jak to się tam mówi. Po trzech miesiącach męczenia mnie, gwałcenia, poniżania udał, że zabił Charles'a. Ja naiwna mu uwierzyłam. Jak do Ciebie zadzwoniłam dostałam chip na dziesięć minut i miałam skontaktować się z Oliwią, ale ona nie odbierała tak samo jak reszta, więc zadzwoniłam do Ciebie. Później przez półtora miesiąca wykonywałam zadania, po których miałam zostać przyjęta do Burks'ów. Podczas wykonywania ostatniego zadania, czyli metamorfozy, zabiłam Michaela. Poszłam do bazy i okazało się, że Charles żyje. Uwolniłam go. Poprosił mnie o zabranie ze sobą Kacpra. Tak też zrobiliśmy. Tylko teraz mamy problem. jesteśmy na zupełnie innym kontynencie bez pieniędzy, ubrań ogólnie rzecz biorąc jesteśmy bez niczego. Chociaż nie mamy dokumenty CIA.
-Jak to na innym kontynencie?
-Wywieźli nas do Ameryki Północnej. Okolice LA. Nie wiemy co zrobić.
-Powiedz gdzie dokładnie jesteście?
-Jesteśmy przy 7th Street. A czemu pytasz?
-Po prostu chce wiedzieć gdzie jesteście.
-Dobra Loueh. Ja kończę. Muszę jeszcze obdzwonić resztę. Nie przejmuj się nami jakoś sobie poradzimy. Pa. Jeszcze do Ciebie zadzwonię.
-No papa.-powiedziałem i usłyszałem sygnał kończącego się połączenia. Dobrze wiedziałem co teraz zrobię.
*Kacper*
Szliśmy właśnie całą trójką przez 7th Street, gdy koło nas zatrzymało się czarne auto z przyciemnionymi szybami. Drzwi się otworzyły i wyjrzał z nich jakiś koleś.
-Louis!-krzyknęła Sally.
-Chłopcy! Wsiadamy. Zaraz wam wszystko wytłumaczę.
Grzecznie posłuchaliśmy Sal i po chwili mknęliśmy głównymi ulicami LA.
-Więc tak. Kacper, Charles to jest Louis. Louis to są Kacper i Charles. Louis to członek boysbandu który miałam chronić. Kacper i Charles są moimi współlokatorami z bazy. A teraz Louis co ty tu robisz?
-Przyjechaliśmy do LA bo mamy tu koncert. Zabieram was do naszego hotelu. Odpoczniecie, później pójdziemy kupić wam jakieś ciuchy i odeślemy was do Polski. Bo zakładam, że chcecie tam wrócić.
-I to jak.
Pięć minut później Sal przedstawiała nas reszcie zespołu. Byli nawet sympatyczni. Polubiłem ich. Charles chyba zresztą też. Najbardziej zdziwiło mnie jednak to, jak bardzo opiekuńczy byli w stosunku do Sally. Położyliśmy się spać i od razu zasnęliśmy.
*Kilka godzin później*
-Dobra. To jest ostatni sklep do jakiego wchodzimy. Później idziemy na lotnisko, tak?-spytała Sal. Jak na dziewczynę wyjątkowo nie lubiła sklepów.
-Tak jest proszę pani.
*Na lotnisku*
-No cóż drogie One Direction. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy.
-Na pewno.
Po tych słowach wszyscy zrobiliśmy grupowego miśka i nasza trójka ruszyła w kierunku samolotu.
Po długiej i męczącej podróży wreszcie byliśmy w Polsce. Od razu poszliśmy do bazy 001. Sal otworzyła ją i krzyknęła na cały głos:
-Wróciłam!!!
niedziela, 23 czerwca 2013
czwartek, 20 czerwca 2013
Rozdział czternasty, czyli no dobrze kochanie...
Rozdział dedykuję kokienkoo za pierwszy komentarz na tym blogu. Wielkie dzięki :)
Dzieci z CIA nie mogły się dowiedzieć co się stało z Sally.
*Sally*(włącz to)
-No to już ostatnie zadanie. Tylko dla kobiet. Większość pań lubi takie rzeczy, ale domyślam się, że Ciebie to nie zadowoli. Zmienimy Ci fryzurę, kolor włosów, ciuchy i kolor oczu. Przejdziesz metamorfozę. Zaczniemy od odwiedzenia fryzjera.-Michael był tak przejęty tym wszystkim, że nie zauważył kawałka zbitej butelki który podniosłam z ziemi. Szliśmy sami. Całą swoją świtę zostawił w budynku. To było doskonała okazja do uwolnienia się. Szedł przede mną. Wystarczyło, że zrobię jeden szybki ruch i już po nim. Zastanawiałam się czy to uczciwe, ale biorąc pod uwagę to co on robił ze mną- mój czyn będzie uznany za działanie w obronie własnej. Zrobiłam jeszcze krok i cicho niczym pantera doskoczyłam do Michaela. Szkło które trzymałam w dłoni wbiłam mu w tętnicę pulsującą tuż nad moim łokciem, którym przyduszałam chłopaka. Puśiłam ciało i patrzyłam jak powoli jego oczy gasną.
-Co ty zrobiłaś?-wyszeptał na ostatnim tchu
-To za Charles'a.-odpowiedziałam i wtedy jego oczy przesłoniła mgła, klatka piersiowa przestała podnosić się i opadać.
-Zabiłam człowieka.-szepnęłam-Jestem mordercą.
Rozejrzałam się gdzie jestem. Wiedziałam tylko jak trafić z powrotem do budynku w którym byłam. Jednak teraz po zabójstwie czułaś w sobie siłę. Wiedziałaś, że jak Michael zginął to Burk'si nie będą już tak silni. Będę mogła ich pokonać. Po tym zadaniu miałam oficjalnie zostać przyjęta do gangu, miałam mieć tatuaż Burk'sów. Na szczęście nie doszłam do końca zadań. Weszłam do budynku.
-Michael nie żyje!!!-krzyknęłam-Zabiłam go. Teraz, żegnam.-powiedziałam i trzasnęłam drzwiami. Chciałam żeby myśleli, że wyszłam. Po chwili do sali wszedł pierwszy chłopak uderzyłam go w tył głowy. Zemdlał. Dwóch z głowy jeszcze tylko 98. Poszłam w stronę głównej centrali dowodzenia. Musiałam iść po mój chip. Od mojej rozmowy z Lou minęło półtora miesiąca. Od pięciu miesięcy nie widziałam się z One Direction i dziećmi. Tęsknie za nimi. Teraz nie wiem gdzie jestem i kiedy do nich wrócę, czy w ogóle wrócę. Gdziekolwiek jestem. Doszłam do centrali i otworzyłam drzwi. Dobrze wiedziałam, że nikt ich nie pilnuje. Otworzyłam pierwszą szufladę i zobaczyłam klucze. Mnóstwo kluczy. Jeden szczególnie mnie zaintrygował. Ten z podpisem Charles. Wzięłam go i schowałam do kieszeni spodni. Przeszukałam całe pomieszczenie i w końcu znalazłam to czego szukałam. Chip, ale nie jeden. Multum. Znalazłam mój. I Charlesa. Działał. To dziwne. Chip umiera razem z jego właścicielem. Czyli Charles żyje. Nie zabili go. Chcieli mnie tylko wystraszyć, załamać. Wsadziłam mój chip na miejsce i "wpisałam" kod. Po chwili wiedziałam już co i jak, ale nie kontaktowałam się z nikim. Pobiegłam do pokoju Charlesa. Ze spodni wyjęłam klucz i otworzyłam drzwi.
-Charles!-krzyknęłam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. Wyglądał o niebo lepiej niż kiedy go ostatnio widziałam.
-Masz to twój chip. Zabiłam Michael'a. Uciekajmy.
-Dobrze, ale weźmy ze sobą Kacpra. On nadal ma chip, zaraz z nim pogadam.
-No dobrze, kochanie...
Dzieci z CIA nie mogły się dowiedzieć co się stało z Sally.
*Sally*(włącz to)
-No to już ostatnie zadanie. Tylko dla kobiet. Większość pań lubi takie rzeczy, ale domyślam się, że Ciebie to nie zadowoli. Zmienimy Ci fryzurę, kolor włosów, ciuchy i kolor oczu. Przejdziesz metamorfozę. Zaczniemy od odwiedzenia fryzjera.-Michael był tak przejęty tym wszystkim, że nie zauważył kawałka zbitej butelki który podniosłam z ziemi. Szliśmy sami. Całą swoją świtę zostawił w budynku. To było doskonała okazja do uwolnienia się. Szedł przede mną. Wystarczyło, że zrobię jeden szybki ruch i już po nim. Zastanawiałam się czy to uczciwe, ale biorąc pod uwagę to co on robił ze mną- mój czyn będzie uznany za działanie w obronie własnej. Zrobiłam jeszcze krok i cicho niczym pantera doskoczyłam do Michaela. Szkło które trzymałam w dłoni wbiłam mu w tętnicę pulsującą tuż nad moim łokciem, którym przyduszałam chłopaka. Puśiłam ciało i patrzyłam jak powoli jego oczy gasną.
-Co ty zrobiłaś?-wyszeptał na ostatnim tchu
-To za Charles'a.-odpowiedziałam i wtedy jego oczy przesłoniła mgła, klatka piersiowa przestała podnosić się i opadać.
-Zabiłam człowieka.-szepnęłam-Jestem mordercą.
Rozejrzałam się gdzie jestem. Wiedziałam tylko jak trafić z powrotem do budynku w którym byłam. Jednak teraz po zabójstwie czułaś w sobie siłę. Wiedziałaś, że jak Michael zginął to Burk'si nie będą już tak silni. Będę mogła ich pokonać. Po tym zadaniu miałam oficjalnie zostać przyjęta do gangu, miałam mieć tatuaż Burk'sów. Na szczęście nie doszłam do końca zadań. Weszłam do budynku.
-Michael nie żyje!!!-krzyknęłam-Zabiłam go. Teraz, żegnam.-powiedziałam i trzasnęłam drzwiami. Chciałam żeby myśleli, że wyszłam. Po chwili do sali wszedł pierwszy chłopak uderzyłam go w tył głowy. Zemdlał. Dwóch z głowy jeszcze tylko 98. Poszłam w stronę głównej centrali dowodzenia. Musiałam iść po mój chip. Od mojej rozmowy z Lou minęło półtora miesiąca. Od pięciu miesięcy nie widziałam się z One Direction i dziećmi. Tęsknie za nimi. Teraz nie wiem gdzie jestem i kiedy do nich wrócę, czy w ogóle wrócę. Gdziekolwiek jestem. Doszłam do centrali i otworzyłam drzwi. Dobrze wiedziałam, że nikt ich nie pilnuje. Otworzyłam pierwszą szufladę i zobaczyłam klucze. Mnóstwo kluczy. Jeden szczególnie mnie zaintrygował. Ten z podpisem Charles. Wzięłam go i schowałam do kieszeni spodni. Przeszukałam całe pomieszczenie i w końcu znalazłam to czego szukałam. Chip, ale nie jeden. Multum. Znalazłam mój. I Charlesa. Działał. To dziwne. Chip umiera razem z jego właścicielem. Czyli Charles żyje. Nie zabili go. Chcieli mnie tylko wystraszyć, załamać. Wsadziłam mój chip na miejsce i "wpisałam" kod. Po chwili wiedziałam już co i jak, ale nie kontaktowałam się z nikim. Pobiegłam do pokoju Charlesa. Ze spodni wyjęłam klucz i otworzyłam drzwi.
-Charles!-krzyknęłam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. Wyglądał o niebo lepiej niż kiedy go ostatnio widziałam.
-Masz to twój chip. Zabiłam Michael'a. Uciekajmy.
-Dobrze, ale weźmy ze sobą Kacpra. On nadal ma chip, zaraz z nim pogadam.
-No dobrze, kochanie...
wtorek, 18 czerwca 2013
Rozdział trzynasty, czyli uwolnienie... w pewnym sensie.
-DZISIAJ OSTATECZNIE ZNISZCZYŁEM NIEZNISZCZALNĄ !!!
*3 miesiące później*
*Sally*
Charles nie żyje. Zabili go. Już dawno. Miesiąc temu? Może dwa? A może tydzień temu. Nie wiem. Nie mam jak sprawdzić daty i godziny. Ostatnie słowa jakie od niego usłyszałam to czarny zeszyt TS05. Dobrze wiedziałam co to oznacza. Charles pisał piosenki. Słyszałam jedną i to tylko raz w życiu. Nigdy nie chciał mi zaśpiewać. Na pewno chciał, żebym dała te piosenki One Direction. On chciał żeby one należały do nich. Wszystkie piosenki pisał po angielsku. Kochałaś go. To Tobie chciał zaszkodzić Michael. Chciała Cię zranić tak mocno jak się da. Udało mu się.
-No suko. Postanowiliśmy Cię wypuścić, ale nie myśl, że będzie tak łatwo. Powiesz nam co oznacza TS05. Podasz hasło do swojego chipu.
-Nigdy.-powiedziałam i splunęłam Michael'owi w twarz.
-Wiem, że jesteś słaba. Charles nie żyje. Twoje życie nie ma sensu. Ten twój cały zespół ogłosił twoje poszukiwania. Twoja kariera agentki CIA się skończyła. Staniesz się rozpoznawalna. Możesz tu zostać wtedy się nad tobą zlituję. Będziesz miała to co zechcesz. Będziesz bezpieczna i zupełnie anonimowa. W tym momencie się złamałam.
-Dobrze tylko mam jedną prośbę. Chcę poinformować o czymś Olivię. Nic więcej.
-Dostaniesz chip na 10 minut. Później odbębnimy rytuały przyjęcia do gangu.
Dostałam chip. Spróbowałam skontaktować się z Olivią. Na marne. To samo z Conradem. Co się z nimi dzieje? Ile czasu mnie nie ma? Czy oni przeżyli? Stwierdziłam, że zadzwonię na komórkę któregoś z chłopaków. Wybrałam Louisa.
-Halo?-usłyszałam zaspany głos Tomlinsona po drugiej stronie.
-Louis, to ja Sally.
-Co?! Sallly?! Gdzie ty jesteś?! Czy oni Ci coś zrobili?! Rany julek co się stało.
-Louis uspokój się mam mało czasu. Kiedy mnie porwali?
-Jakieś trzy miesiące temu.
-O, matko. Dobra. Dalej. Jak sobie radzą dzieci?
-Są załamane, ale jeszcze żyją. Olivia i Conrad są w najgorzszym stanie. Mimo tęsknoty wszyscy trenują dalej.-Musicie im przekazać, że już nigdy nie wrócę. Poddałam się. Pozwoliłam żeby przeciągnęli mnie na swoją stronę. Muszą sami od nowa wszystko zrobić. Oni zabili Charles'a. Zabili cząstkę mnie. Zniszczyli niezniszczalną. Uwolnili mnie... w pewnym sensie. Dobra Loueh powiedz wszystkim, że ich kocham i, że na pewno sobie beze mnie poradzą. Żegnajcie.-powiedziałam i się rozłączyłam. Wyjęłam chip.
-Proszę. Oddaję Ci go. Macie mnie. Od teraz należę do gangu Burks'ów.
-Więc zacznijmy rytuał przejścia!!!-krzyknął Kacper
*Louis*
Smacznie sobie spałem gdy nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałem.
-Halo?-spytałem
-Louis, to ja Sally.
-Co?! Sallly?! Gdzie ty jesteś?! Czy oni Ci coś zrobili?! Rany julek co się stało.
Rozmawiałem z nią tylko chwilę. To co usłyszałem nieźle mnie wystraszyło. Jeśli Sally się poddała to sytuacja musiała być naprawdę krytyczna. Po zakończonej rozmowie wiedziałem jedno. Dzieci z CIA nie mogły się dowiedzieć co się stało z Sally.
*3 miesiące później*
*Sally*
Charles nie żyje. Zabili go. Już dawno. Miesiąc temu? Może dwa? A może tydzień temu. Nie wiem. Nie mam jak sprawdzić daty i godziny. Ostatnie słowa jakie od niego usłyszałam to czarny zeszyt TS05. Dobrze wiedziałam co to oznacza. Charles pisał piosenki. Słyszałam jedną i to tylko raz w życiu. Nigdy nie chciał mi zaśpiewać. Na pewno chciał, żebym dała te piosenki One Direction. On chciał żeby one należały do nich. Wszystkie piosenki pisał po angielsku. Kochałaś go. To Tobie chciał zaszkodzić Michael. Chciała Cię zranić tak mocno jak się da. Udało mu się.
-No suko. Postanowiliśmy Cię wypuścić, ale nie myśl, że będzie tak łatwo. Powiesz nam co oznacza TS05. Podasz hasło do swojego chipu.
-Nigdy.-powiedziałam i splunęłam Michael'owi w twarz.
-Wiem, że jesteś słaba. Charles nie żyje. Twoje życie nie ma sensu. Ten twój cały zespół ogłosił twoje poszukiwania. Twoja kariera agentki CIA się skończyła. Staniesz się rozpoznawalna. Możesz tu zostać wtedy się nad tobą zlituję. Będziesz miała to co zechcesz. Będziesz bezpieczna i zupełnie anonimowa. W tym momencie się złamałam.
-Dobrze tylko mam jedną prośbę. Chcę poinformować o czymś Olivię. Nic więcej.
-Dostaniesz chip na 10 minut. Później odbębnimy rytuały przyjęcia do gangu.
Dostałam chip. Spróbowałam skontaktować się z Olivią. Na marne. To samo z Conradem. Co się z nimi dzieje? Ile czasu mnie nie ma? Czy oni przeżyli? Stwierdziłam, że zadzwonię na komórkę któregoś z chłopaków. Wybrałam Louisa.
-Halo?-usłyszałam zaspany głos Tomlinsona po drugiej stronie.
-Louis, to ja Sally.
-Co?! Sallly?! Gdzie ty jesteś?! Czy oni Ci coś zrobili?! Rany julek co się stało.
-Louis uspokój się mam mało czasu. Kiedy mnie porwali?
-Jakieś trzy miesiące temu.
-O, matko. Dobra. Dalej. Jak sobie radzą dzieci?
-Są załamane, ale jeszcze żyją. Olivia i Conrad są w najgorzszym stanie. Mimo tęsknoty wszyscy trenują dalej.-Musicie im przekazać, że już nigdy nie wrócę. Poddałam się. Pozwoliłam żeby przeciągnęli mnie na swoją stronę. Muszą sami od nowa wszystko zrobić. Oni zabili Charles'a. Zabili cząstkę mnie. Zniszczyli niezniszczalną. Uwolnili mnie... w pewnym sensie. Dobra Loueh powiedz wszystkim, że ich kocham i, że na pewno sobie beze mnie poradzą. Żegnajcie.-powiedziałam i się rozłączyłam. Wyjęłam chip.
-Proszę. Oddaję Ci go. Macie mnie. Od teraz należę do gangu Burks'ów.
-Więc zacznijmy rytuał przejścia!!!-krzyknął Kacper
*Louis*
Smacznie sobie spałem gdy nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałem.
-Halo?-spytałem
-Louis, to ja Sally.
-Co?! Sallly?! Gdzie ty jesteś?! Czy oni Ci coś zrobili?! Rany julek co się stało.
Rozmawiałem z nią tylko chwilę. To co usłyszałem nieźle mnie wystraszyło. Jeśli Sally się poddała to sytuacja musiała być naprawdę krytyczna. Po zakończonej rozmowie wiedziałem jedno. Dzieci z CIA nie mogły się dowiedzieć co się stało z Sally.
czwartek, 13 czerwca 2013
Rozdział dwunasty, czyli ostatecznie zniszczyłem Niezniszczalną.
-Tabletka gwałtu-pomyślałam i zasnęłam.
*Sally*
-Nie!!!-krzyczałam-Zostawcie go! On wam nic nie zrobił. Macie mnie. Po co wam ten chłopiec. On jest niewinny.
-Twoje życie wymaga poświęceń innych. Będziesz cierpiała patrząc jak dziecko umiera za Ciebie.
-On nic nie zrobił.
-Sam się do tego zgłosił. Przyjrzyj mu się. Nie poznajesz go?
Przyjrzałam się chłopcu którego chcą zabić moi "znajomi". To był Samuel. Jeden z naszych najmłodszych agentów.Nie chciałam, żeby ktokolwiek za mnie umierał. W oczach chłopca widziałam przerażenie. Michael przyłożył nóż do szyi chłopca.
-Dziękuję, że nas wtedy uratowałaś.-wyczytałam z ruchu jego ust. Chłopiec zamknął oczy, żeby już nigdy więcej ich nie otworzyć.
*Niall*
Podobno policja trafiła na jakiś ślad w związku z porwaniem Sal. Ja z chłopakami chcieliśmy się zdać na policję, ale Conrad i Olivia najwyraźniej nie brali takiej opcji pod uwagę. Zaczęli śledztwo na własną rękę i nieźle im to szło. byli o wiele dalej niż policja. Właśnie ustalali gdzie leży baza Burks'ów. Conrad zaczął szkolić wszystkich włącznie z nami na agentów CIA. Jest ciężko, ale robimy to dla Sally. Mam wrażenie, że Harry się w niej zakochał, chociaż to pewnie tylko złudzenie. Boję się o tą dziewczynę. Polubiłem ją tak jak reszta chłopaków. Nie zazdroszczę jej tego co przeżyła. Na pewno było jej ciężko. Mam ochotę zabić tego ich całego szefa. Tego byłego oczywiście. Nam zostały do zagrania jeszcze trzy koncerty. Postanowiliśmy się nauczyć języka polskiego. Cała nasza piątka. Tylko robimy to w tajemnicy przed CIA. Mamy nadzieję, że coś z tego wyjdzie.
*Michael*
Dzisiaj mam zamiar ostatecznie dobić Niezniszczalną. Zabiję Charles'a mimo, że go kocham. Poświęcę się. Była zdruzgotana po tym jak ostatnio na jej oczach zabiłem tego smarkacza. Wyszedłem przed budynek, podniosłem głowę i krzyknąłem w niebo.
-DZISIAJ OSTATECZNIE ZNISZCZYŁEM NIEZNISZCZALNĄ !!!
*Sally*
-Nie!!!-krzyczałam-Zostawcie go! On wam nic nie zrobił. Macie mnie. Po co wam ten chłopiec. On jest niewinny.
-Twoje życie wymaga poświęceń innych. Będziesz cierpiała patrząc jak dziecko umiera za Ciebie.
-On nic nie zrobił.
-Sam się do tego zgłosił. Przyjrzyj mu się. Nie poznajesz go?
Przyjrzałam się chłopcu którego chcą zabić moi "znajomi". To był Samuel. Jeden z naszych najmłodszych agentów.Nie chciałam, żeby ktokolwiek za mnie umierał. W oczach chłopca widziałam przerażenie. Michael przyłożył nóż do szyi chłopca.
-Dziękuję, że nas wtedy uratowałaś.-wyczytałam z ruchu jego ust. Chłopiec zamknął oczy, żeby już nigdy więcej ich nie otworzyć.
*Niall*
Podobno policja trafiła na jakiś ślad w związku z porwaniem Sal. Ja z chłopakami chcieliśmy się zdać na policję, ale Conrad i Olivia najwyraźniej nie brali takiej opcji pod uwagę. Zaczęli śledztwo na własną rękę i nieźle im to szło. byli o wiele dalej niż policja. Właśnie ustalali gdzie leży baza Burks'ów. Conrad zaczął szkolić wszystkich włącznie z nami na agentów CIA. Jest ciężko, ale robimy to dla Sally. Mam wrażenie, że Harry się w niej zakochał, chociaż to pewnie tylko złudzenie. Boję się o tą dziewczynę. Polubiłem ją tak jak reszta chłopaków. Nie zazdroszczę jej tego co przeżyła. Na pewno było jej ciężko. Mam ochotę zabić tego ich całego szefa. Tego byłego oczywiście. Nam zostały do zagrania jeszcze trzy koncerty. Postanowiliśmy się nauczyć języka polskiego. Cała nasza piątka. Tylko robimy to w tajemnicy przed CIA. Mamy nadzieję, że coś z tego wyjdzie.
*Michael*
Dzisiaj mam zamiar ostatecznie dobić Niezniszczalną. Zabiję Charles'a mimo, że go kocham. Poświęcę się. Była zdruzgotana po tym jak ostatnio na jej oczach zabiłem tego smarkacza. Wyszedłem przed budynek, podniosłem głowę i krzyknąłem w niebo.
-DZISIAJ OSTATECZNIE ZNISZCZYŁEM NIEZNISZCZALNĄ !!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)