-No dobrze, kochanie.
*Louis*
Próbowałem z kontaktować się z Sally. Na marne, ale dzisiaj coś mnie podkusiło. Skupiłem się na jednym przedmiocie, a mianowicie na krześle, i krzyknąłem w myślach-SALLY!!!!!!!!!
Conrad powiedział, że to skutkuje jeśli dana osoba ma włączony chip. Podobno słyszy, że ją się woła. Próbowałem przez półtora miesiąca, ale dzisiaj wiedziałem, że się uda
-Louis?!-usłyszałem głos po drugiej stronie naszego komunikatora
-A kto inny?
-Louis posłuchaj mnie uważnie. Za chwilę się rozłączę i zadzwonię na twój telefon. Będzie nam łatwiej rozmawiać.
-No dobrze.
Po chwili zadzwonił mój telefon. Na ekranie nie wyświetlał się żaden numer. Pisało po prostu 'dzwoni' nic więcej.Odebrałem.
-Louis to ty?-spytała dziewczyn a
-Nie, Angelina Jolie.
-Czyli ty. Czemu dzwonisz?
-Sally. Nie odzywałaś się przez trzy miesiące i nagle dzwonisz do mnie i mówisz, że już nigdy nie wrócisz. Nie powiedziałem nikomu o naszej nocnej rozmowie. Uwierz było ciężko utrzymać to w tajemnicy. Patrzyłem jak wszyscy się męczą nie wiedząc co się z Tobą dzieje i nie móc im powiedzieć, że Ty już nie wrócisz. Przynajmniej tak mówiłaś. Próbowałem się z Tobą skontaktować przez te półtora miesiąca. Na próżno. Co się wtedy działo?
- Michael przeciągnął mnie na swoją stronę. Najpierw przez te trzy miesiące zarabiał na mnie. Zrobił za mnie dziwkę czy jak to się tam mówi. Po trzech miesiącach męczenia mnie, gwałcenia, poniżania udał, że zabił Charles'a. Ja naiwna mu uwierzyłam. Jak do Ciebie zadzwoniłam dostałam chip na dziesięć minut i miałam skontaktować się z Oliwią, ale ona nie odbierała tak samo jak reszta, więc zadzwoniłam do Ciebie. Później przez półtora miesiąca wykonywałam zadania, po których miałam zostać przyjęta do Burks'ów. Podczas wykonywania ostatniego zadania, czyli metamorfozy, zabiłam Michaela. Poszłam do bazy i okazało się, że Charles żyje. Uwolniłam go. Poprosił mnie o zabranie ze sobą Kacpra. Tak też zrobiliśmy. Tylko teraz mamy problem. jesteśmy na zupełnie innym kontynencie bez pieniędzy, ubrań ogólnie rzecz biorąc jesteśmy bez niczego. Chociaż nie mamy dokumenty CIA.
-Jak to na innym kontynencie?
-Wywieźli nas do Ameryki Północnej. Okolice LA. Nie wiemy co zrobić.
-Powiedz gdzie dokładnie jesteście?
-Jesteśmy przy 7th Street. A czemu pytasz?
-Po prostu chce wiedzieć gdzie jesteście.
-Dobra Loueh. Ja kończę. Muszę jeszcze obdzwonić resztę. Nie przejmuj się nami jakoś sobie poradzimy. Pa. Jeszcze do Ciebie zadzwonię.
-No papa.-powiedziałem i usłyszałem sygnał kończącego się połączenia. Dobrze wiedziałem co teraz zrobię.
*Kacper*
Szliśmy właśnie całą trójką przez 7th Street, gdy koło nas zatrzymało się czarne auto z przyciemnionymi szybami. Drzwi się otworzyły i wyjrzał z nich jakiś koleś.
-Louis!-krzyknęła Sally.
-Chłopcy! Wsiadamy. Zaraz wam wszystko wytłumaczę.
Grzecznie posłuchaliśmy Sal i po chwili mknęliśmy głównymi ulicami LA.
-Więc tak. Kacper, Charles to jest Louis. Louis to są Kacper i Charles. Louis to członek boysbandu który miałam chronić. Kacper i Charles są moimi współlokatorami z bazy. A teraz Louis co ty tu robisz?
-Przyjechaliśmy do LA bo mamy tu koncert. Zabieram was do naszego hotelu. Odpoczniecie, później pójdziemy kupić wam jakieś ciuchy i odeślemy was do Polski. Bo zakładam, że chcecie tam wrócić.
-I to jak.
Pięć minut później Sal przedstawiała nas reszcie zespołu. Byli nawet sympatyczni. Polubiłem ich. Charles chyba zresztą też. Najbardziej zdziwiło mnie jednak to, jak bardzo opiekuńczy byli w stosunku do Sally. Położyliśmy się spać i od razu zasnęliśmy.
*Kilka godzin później*
-Dobra. To jest ostatni sklep do jakiego wchodzimy. Później idziemy na lotnisko, tak?-spytała Sal. Jak na dziewczynę wyjątkowo nie lubiła sklepów.
-Tak jest proszę pani.
*Na lotnisku*
-No cóż drogie One Direction. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy.
-Na pewno.
Po tych słowach wszyscy zrobiliśmy grupowego miśka i nasza trójka ruszyła w kierunku samolotu.
Po długiej i męczącej podróży wreszcie byliśmy w Polsce. Od razu poszliśmy do bazy 001. Sal otworzyła ją i krzyknęła na cały głos:
-Wróciłam!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz