piątek, 14 lutego 2014

Rozdział dwudziesty pierwszy, czyli 65A02863BA9B1A14

Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
I pustka.
Pustka.
Pustka
Pustka
*Harry*
Trenowałem właśnie ataki gdy usłyszeliśmy krzyki Sally. Pobiegliśmy tam. Nurtowało mnie to czemu nie mówi ona nic więcej. Całą noc myślałem jak to jest. Skoro agenci mogą czytać w naszych myślach tylko dlatego, że mamy chip, a nie chronimy swoich myśli, to czemu nie mogą tego samego zrobić z nieświadomą Sally? Przecież ona już nie chroni swoich myśli.
-Anthony?
-Tak?
-Czy nie możecie wniknąć lub odczytać myśli Sal tak jak robicie to z naszymi?
-Próbowaliśmy. Coś jest nie tak z jej chipem, ale jeśli go wyjmiemy Sal nie będzie pamiętała nic, a tylko ona ma kod do systemu. A bez systemu nie będziemy mogli zdobyć chipu. Kuba już próbuje rozpracować zabezpieczenia, ale musi jeszcze z wami trenować. Chłopak nie sypia po nocach. Nie wiemy co mamy robić.- westchnął.
Dopiero teraz, tak naprawdę zdałem sobie sprawę jak bardzo oni są bezradni gdy jej nie ma.
-Mogę objąć nocną wartę przy niej?-spytałem.
-Jasne, wyręczysz Olivię. Kolejna która się poświęca dla dobra ogółu.
Wieczorem, zaraz po kolacji poszedłem do pokoju Sally. Na tacy niosłem kolacje dla Olivii.
-Przyniosłem Ci kolację. Zjedz i idź się połóż. Tej nocy ja ją popilnuję.-dziewczyna się wahała.-Oliwia, idź przy mnie nic jej się nie stanie.
Poszła. Wczułem się w otoczenie. Czułem Sally. Sięgnąłem ku niej.
-Sally to ja, Harry.
Nie zostawiaj mnie.
Tylko ty możesz rozwiązać zagadkę.

Nie ma wspomnień.
Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.

Tył to przód, przód to tył.
Cyfry pierwsze, litery to pył.
System binarny to nie jest to.
Dwanaście, piętnaście a może sto?
-Sally o czym mówisz?
HaQ07ro3hs9m695Ghi34dIc2903yX61hYha
I nagle nic pustka.
-Sally! Już nie mogłem dostrzec jej umysłu. Żyła, widziałem to. Była nawet troszkę bardziej rumiana.
-Liam!- krzyknąłem w myślach
-Tak?
-Możesz przyjść do Sally. Chyba będę umiał jej pomóc. Tylko szybko, proszę!
-Dobra, zaraz będę.
Chwilę później biegłem do Kuby. Znalazłem go śpiącego w sali systemowej. Nie budziłem go. Niech śpi, dawno tego nie robił. Przypomniałem sobie co mówiła Sal.Ominąłem dwie pierwsze linijki.
Nie ma wspomnień.
Zapomniała o wszystkim. Nie pamięta nic jej chip jest zepsuty. To zrozumiałe.
Strzaskane jaja, zniszczone gniazda. 
Do tego nie mam żadnego pomysłu. Co to może oznaczać? Dobra zostawię to na później.
Tył to przód, przód to tył. 
No to oczywiste, że mam czytać od tyłu.
Cyfry pierwsze, litery to pył.
Czyli z tego co potem powiedziała mam wybrać tylko cyfry i przeczytać od tyłu.
HaQ07ro3hs9m695Ghi34dIc2903yX61hYha
Czyli wyszło 163092435969370
Sally mówi potem coś o systemie, ale nie binarny. Z czego wiem jest system dwunastkowy, ale nie ma piętnastkowego, ani setnego... czy jak on by się tam nazywał. Wziąłem kalkulator i obliczyłem liczbę 163092435969370 w systemie dwunastkowym. Wyszło mi 65A02863BA9B1A14. Wpisałem wreszcie to jako hasło systemowe i ... udało się. Rozgryzłem zabezpieczenia. Teraz będziemy mogli uratować Sally. Znalazłem przycisk którego mieliśmy używać tylko w nagłych sytuacjach. Ta była nagła. Nawet bardzo. Po chwili byli tu już wszyscy łącznie z Liam'em.
-Udało mi się!-krzyknąłem.- Otworzyłem system. Możemy uratować Sally, możemy naprawić jej chip.
-Kuba. Siadaj do komputera i zobacz co się zepsuło. Dzieci idźcie spać. Rano się dowiecie o co chodzi.
-Dobrze Charlie.
-Ugrh... Szkraby kiedy wy się nauczycie, że mam na imię Charles, nie Charlie. Dobra do łóżek.
-Charles. Mamy problem. Ten chip nie należy do Sally. Jej został zniszczony.
-Jak to?
-Michael domyśliłsię, że Sally może chcieć odzyskać swój chip i zmienił ustawienia w dwóch urządzeniach. Sally myślała, że ma swój chip, a miała niejakiego Damen'a Sykes. A wy zniszczyliście pozostałe w tym jej prawdziwy.
-To dlatego ona tak się zachowywała. To małe urządzenie ją niszczyło, a my na to patrzyliśmy i niczego nie podejrzewaliśmy.
Dobra. Zgraj to co masz na komputerze, a część weźmiemy z tego chipu i będziemy mieli wszystko co powinna pamiętać Sal. Wreszcie odzyskamy Sal.
-Ej, a ktoś jej w ogóle pilnuje?
-Olivia, tam poszła.
-Robimy to wszystko teraz czy rano?
-Lepiej teraz, żeby miała całą noc na przyzwyczajenie się do wszystkiego.
Pół godziny później było już po wszystkim.
-Sally, żyjesz?
Dziewczyna nie odpowiedziała. Patrzyła się na nas dzikim wzrokiem. Stanęła na czworakach. Miała taką pozę jakby miała zaraz się na nas rzucić. Zawarczała. Spięła mięśnie ud, jakby przygotowywała się do skoku. W zasadzie jakby nie było tu potrzebne.
-Chłopaki, kocham was. Jeśli to jest mój koniec pochowajcie moje zwłoki w Anglii. Powiedzcie całej mojej rodzinie, że ich kocham i w ogóle.-powiedział Louis który stał najbliżej Sally. Już miała skoczyć gdy się zawahała. Ta sekunda wystarczyła Charlesowi by ją zaatakować. Bili się przez dłuższą chwilę, jednak w pewnym momencie Char odsunął się od niej w pewnej siebie pozie. Jego ubranie było podarte.
-Co zrobiłeś?
-Ugryzłem ją w ucho. U wilków to znak, że jest się wyżej postawionym niż poszkodowany. Weźcie ją i zamknijcie w piwnicach.
-Czekajcie!-krzyknąłem do Kacpra i Kuby którzy już trzymali dziewczynę pod ramiona
-Co?
- Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
Dziewczyna trzepnęła głową i spytała:
-Czemu mnie trzymacie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz