-DZISIAJ OSTATECZNIE ZNISZCZYŁEM NIEZNISZCZALNĄ !!!
*3 miesiące później*
*Sally*
Charles nie żyje. Zabili go. Już dawno. Miesiąc temu? Może dwa? A może tydzień temu. Nie wiem. Nie mam jak sprawdzić daty i godziny. Ostatnie słowa jakie od niego usłyszałam to czarny zeszyt TS05. Dobrze wiedziałam co to oznacza. Charles pisał piosenki. Słyszałam jedną i to tylko raz w życiu. Nigdy nie chciał mi zaśpiewać. Na pewno chciał, żebym dała te piosenki One Direction. On chciał żeby one należały do nich. Wszystkie piosenki pisał po angielsku. Kochałaś go. To Tobie chciał zaszkodzić Michael. Chciała Cię zranić tak mocno jak się da. Udało mu się.
-No suko. Postanowiliśmy Cię wypuścić, ale nie myśl, że będzie tak łatwo. Powiesz nam co oznacza TS05. Podasz hasło do swojego chipu.
-Nigdy.-powiedziałam i splunęłam Michael'owi w twarz.
-Wiem, że jesteś słaba. Charles nie żyje. Twoje życie nie ma sensu. Ten twój cały zespół ogłosił twoje poszukiwania. Twoja kariera agentki CIA się skończyła. Staniesz się rozpoznawalna. Możesz tu zostać wtedy się nad tobą zlituję. Będziesz miała to co zechcesz. Będziesz bezpieczna i zupełnie anonimowa. W tym momencie się złamałam.
-Dobrze tylko mam jedną prośbę. Chcę poinformować o czymś Olivię. Nic więcej.
-Dostaniesz chip na 10 minut. Później odbębnimy rytuały przyjęcia do gangu.
Dostałam chip. Spróbowałam skontaktować się z Olivią. Na marne. To samo z Conradem. Co się z nimi dzieje? Ile czasu mnie nie ma? Czy oni przeżyli? Stwierdziłam, że zadzwonię na komórkę któregoś z chłopaków. Wybrałam Louisa.
-Halo?-usłyszałam zaspany głos Tomlinsona po drugiej stronie.
-Louis, to ja Sally.
-Co?! Sallly?! Gdzie ty jesteś?! Czy oni Ci coś zrobili?! Rany julek co się stało.
-Louis uspokój się mam mało czasu. Kiedy mnie porwali?
-Jakieś trzy miesiące temu.
-O, matko. Dobra. Dalej. Jak sobie radzą dzieci?
-Są załamane, ale jeszcze żyją. Olivia i Conrad są w najgorzszym stanie. Mimo tęsknoty wszyscy trenują dalej.-Musicie im przekazać, że już nigdy nie wrócę. Poddałam się. Pozwoliłam żeby przeciągnęli mnie na swoją stronę. Muszą sami od nowa wszystko zrobić. Oni zabili Charles'a. Zabili cząstkę mnie. Zniszczyli niezniszczalną. Uwolnili mnie... w pewnym sensie. Dobra Loueh powiedz wszystkim, że ich kocham i, że na pewno sobie beze mnie poradzą. Żegnajcie.-powiedziałam i się rozłączyłam. Wyjęłam chip.
-Proszę. Oddaję Ci go. Macie mnie. Od teraz należę do gangu Burks'ów.
-Więc zacznijmy rytuał przejścia!!!-krzyknął Kacper
*Louis*
Smacznie sobie spałem gdy nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałem.
-Halo?-spytałem
-Louis, to ja Sally.
-Co?! Sallly?! Gdzie ty jesteś?! Czy oni Ci coś zrobili?! Rany julek co się stało.
Rozmawiałem z nią tylko chwilę. To co usłyszałem nieźle mnie wystraszyło. Jeśli Sally się poddała to sytuacja musiała być naprawdę krytyczna. Po zakończonej rozmowie wiedziałem jedno. Dzieci z CIA nie mogły się dowiedzieć co się stało z Sally.
Świetne, świetne, świetne !
OdpowiedzUsuńPisz dalej, wciągnęłam się :*