poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział ósmy, czyli Agenci nieoficjalni.

-Ehh... No dobra.-nie byłam zachwycona tym pomysłem, ale nie chciałam by stało się coś o wiele gorszego..
*Harry*
Zostaliśmy zawołani na śniadanie. Poszliśmy za dziećmi do jadalni. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Sally z podkrążonymi i czerwonymi oczami. Na stole leżały miski wypełnione jakąś ciapą. Popatrzyliśmy z chłopakami po sobie. Dzieci rzuciły się na  "jedzenie" jak głodne lwy do mięsa. Usiadłem do stołu i powąchałem strawę. Nie miała żadnego zapachu. Spróbowałem i od razu wyplułem to co miałem w ustach. Wszyscy oprócz chłopaków którzy zrobili dokładnie to samo co ja popatrzyli się na nas.
-Jak wy to możecie jeść?-spytaliśmy razem
-Nic innego nie wolno im jeść. Na razie. Dzisiaj jedziemy do miasta na zakupy. Kończcie jeść i wsiadajcie do autobusu.
-A co tak w ogóle jest?-spytał Niall
-Płatki z mlekiem rozcieńczonym z wodą.
-O masakra.-głodomorkowi chyba po raz pierwszy w życiu coś nie smakowało. Zaczęliśmy się śmiać.
-Ale jak to jedziemy? Przecież nie możemy z tond wyjść.
-Już możecie-powiedziała i podała każdemu z nas kartę. Podobną do bankomatowej.
-To są wasze identyfikatory. Nie jesteście agentami, ale możecie tu wchodzić i wychodzić kiedy chcecie. Możecie ze sobą zabrać dwie osoby na jeden raz. Jesteście teraz nieoficjalnymi agentami. Możecie tu wchodzić, możecie oddać się jednostce, możecie przyjmować zadania, ale nie musicie. Możecie nawet zapomnieć, że istniejemy. Dobra bierzemy manatki i jedziemy. Chcecie jechać power-speedem?-spytała Sal maluszków
-Taaaaaaaaaak!
Popatrzyliśmy się na nią ze zdziwieniem.
-Zamiast ośmiu godzin w jedną stronę będziemy jechać jedną. Takie przyśpieszenie.  Czekajcie tylko pójdę do Siebie się ogarnę, wezmę dokumenty i możemy jechać. Kto idzie ze mną do pokoju poszukać jakichś ciuchów i potrzebnych rzeczy?
-My!-krzyknęliśmy razem i pobiegliśmy za nią do jej pokoju . Pokój był dziwny bo miał dwie części. Pierwszy pokój był wysoki i mało urządzony. Drugi wyglądał zupełnie inaczej. Miał niebieskie ściany, drabinkę prowadzącą do łóżek na antresoli i coś co mnie bardzo zdziwiło, a mianowicie
okno.
-Czy tu jest okno?-krzyknął Conrad
-Tak, tu jest okno.
-Jak to możliwe, przecież jesteśmy kilka metrów pod ziemią.
-Tak, to prawda, ale jednostka jest zbudowana  "w skarpie" i to jest jedyne okno w całej jednostce. Uwielbiam ten pokój szkoda, że mieszkałam w nim tylko trzy lata. Ale nikt nie przywłaszczył sobie mojego łóżka.
-Sally... Chłopaki którzy tu mieszkali nigdy nie oddali nikomu twojego łóżka. Zawsze wymyślili coś, żeby szef nikogo im nie dawał. Kilka razy nawet był tu ołtarzyk. Dla Ciebie. Wszyscy wiedzieliśmy co dla nas zrobiłaś. Walczyliśmy o Ciebie. Pamiętasz jak zostałaś wprowadzona w śpiączkę?
-Taa... A czemu?
-Bo to Charles wybłagał ich o to. Gdy ty spałaś przykuta do tej ściany jego, mnie i Olivię sprowadzono do Ciebie. Zaczęliśmy  płakać, prosić, błagać żeby nie pozwolili Ci zostać w takim stanie. Wiedzieliśmy, że gdyby nie ty na twoim miejscu mogłoby być któreś z nas. Byliśmy i nadal jesteśmy Ci wdzięczni. Gdyby nie ty teraz bylibyśmy agresywnymi masami wyszkolonymi do walczenia.
-Dobra. Koniec gadania. Jedziemy. I na przyszłość nie chcę więcej słyszeć co ja dla was zrobiłam. To bo naturalne. Każdy by tak postąpił... Jesteście gotowi?
-Tak!
-To jedziemy. 
Jechaliśmy niecałą godzinę. Atmosfera w autobusie była luźna, wszyscy się śmialiśmy i śpiewaliśmy. Gdy dojechaliśmy do Wrocławia Sal dała każdemu dziecku po 200 zł na ubrania.
-Skąd masz tyle kasy?-spytałem?
-W sejfie zawsze było dużo kasy tylko szef ją zbierał zamiast kupować coś dla dzieciaków odkładał ją. W ten sposób na koncie mamy około 3 500 000 000 zł(trzy i pół miliarda).
-Sally możemy wejść do jakiejś knajpki, kafejki? Chcielibyśmy z Tobą porozmawiać. To bardzo ważne.
-To chodźcie pojedziemy po Olivię i będziemy gadać po drodze co wy na to?
-No dobra.
Poszliśmy za nią. Byliśmy zdziwieni bo dziewczyna nie szła w stronę parkingu tylko w zupełnie innym kierunku. 
-Gdzie idziemy?
-Do bazy 001. To niedaleko. Więc o czym chcieliście porozmawiać?-spytała beztrosko
-Czytałaś to, prawda? Złamałaś kod i wiesz co się diało z tobą od 10 do 12 roku życia. Płakałaś w nocy. Rano było to po tobie widać. Miałaś podkrążone oczy. Co tam było?
Dziewczyna zaczęła płakać. Jej oczy z ciemno szarych zrobiły się lazurowe.
-Co się stało w ciągu tych dwóch lat?

-Ja kochałam. Byłam zdolna do jakichkolwiek uczuć. Oprócz tego zostałam zmuszona do złożenia tej cholernej przysięgi. I to nie były dwa lata tylko osiem. Co tydzień kasowali mi pamięć, żebym nie pamiętała tortur które mi zadali. Ja byłam normalna. Mogłam normalnie żyć. Jedyne co mnie wyróżniało to płeć. Zniszczyli mnie. Nie chcę żeby te dzieci przeżywały to samo co ja. One potrzebują miłości. Dzisiaj będziemy spać w bazie we Wrocławiu.-powiedziała ocierając łzy. -Wchodźcie.-pokazała ręką na drzewo.
Weszliśmy do środka i usłyszeliśmy krzyk.
-Olivia! To my kochanie! Nic Ci nie zrobimy. Za niedługo przyjdzie reszta. Jutro wracamy do bazy. Szefa nie ma. Warunki się polepszą. Chłopaki idźcie wybrać sobie pokoje. Jeden z was będzie musiał dzielić go z innym chłopakiem. Ja nie będę spała u siebie. Kogoś tam wepchnę a ja się legnę gdzieś na glebie.-mruczała do siebie.-Olivia!!!
-Tak!?
- Pójdziesz do sklepu na zakupy?
-Jasne.
Olivia wzięła pieniądze, założyła buty i wyszła.
-Ona nie potrzebuje listy zakupów?-spytałem
-Nie. Skontaktowałam się z nią prze chip. Nie musimy nic mówić żeby się porozumiewać. Chodźcie zrobicie obiad bo zaraz wrócą dzieciaki i trzeba je wykarmić czymś porządnym. Ja w tym czasie pójdę do biura i zmienię im dietę.
-O.K. A Sally co będziemy robić jak wrócimy do bazy głównej?
-Wy nie wrócicie bo musicie grać koncerty. Zostawię z wami parę osób, bo ja obiecałam coś Conradowi.

-Co?
-Mam pozwo... Nieważne. Za 45 minut wrócę.-powiedziała i weszła po schodach na jedno z kilku pięter. My za to zabraliśmy się za robienie obiadu.
 

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział siódmy, czyli ona nie wie co to miłość.

-Jeśli raz weszliście do bazy to nie możecie z niej wyjść do końca życia chyba, że...
*Conrad*
...zostaniecie agentami CIA.
-Jak to? Nie ma innej opcji? Musimy zostać agentami CIA?
-Jest jedna opcja ale... nie to raczej niemożliwe.
-Mów. Proszę. To może być nasza jedyna szansa.
-Ehh... Sally mnie zabije. Jest taka możliwość, że Sal zakocha się w którymś z was wtedy będzie mogła stąd wyprowadzić dziesięć osób  które nie są agentami, ale ona nie chce kochać. Rozmawiałem z nią kiedyś. Powiedziała, że jest szczęśliwa bez chłopaka, ale myślę, że ona chce kochać tylko nie pokazuje tego.  Przyzwyczaiła się do nie-kochania. Ona łatwo przystosowuje się do nowych warunków, ale nie umie zaczęć znowu kochać. Powiem wam tak do czasu przysięgi wmawiano nam, że wiemy wszystko. Jej nigdy nie przestano. Ona nie wie co to miłość, radość, znajomi, imprezy, seks. To tylko część rzeczy o których nie wie. Staraliśmy się jej opowiadać o niektórych rzeczach ale to nie takie proste. Nigdy nie zapomnę jak Charles powiedział jej co to przyjaźń. Miała wtedy 12 lat. Zaprzyjaźnili się, ale Sally się oberwało. Charles oberwał tylko słownie, ale ona. Zabrali ją do piwnic. Wszyscy wiedzieli co to oznacza i tak jak się spodziewaliśmy kilka minut później powietrze rozdarł jej przerażający krzyk. Co tam się działo wie tylko Sal i szef. Od tamtej pory widzieliśmy ją tylko trzy razy i to tylko nieliczni. Raz widziałem ją ja na oddziale szpitalnym, bo trener złamał mi rękę. Ona leżała w śpiączce, ale jej całe ciało było w ranach. Była podłączona do kilku urządzeń i trzech kroplówek. Później pielęgniarka powiedziała mi w tajemnicy, że szef kazał wprowadzić ją w śpiączkę farmakologiczną, żeby podtrzymać jej życie nigdy będzie w miarę wykurowana mają ją wybudzić. Po roku widzieliśmy ją gdy wracała z  misji. Przyprowadziła tutaj ośmioletnią Olivię. Potem trzeci i ostatni raz jak wychodziła. No i teraz. To taka jej historia, a teraz przydzielimy wam pokój i pójdziemy spać. Jutro jest ciężki dzień. Chodźcie pokażę wam waszą sypialnię.
*Louis*
Byliśmy zdziwieni tym co powiedział nam Conrad. Poszliśmy za nim do długiego korytarza. Chłopiec skręcił do pierwszych drzwi na prawo, wklepał jakiś kod i drzwi się otworzyły.

-Ten pokój jest jednoosobowy. Który tu wchodzi?
-Ja mogę-powiedział Zayn

Poszliśmy dalej. Następne drzwi prowadziły do pokoju dwuosobowego. Ten zajął Niall z Liam'em. My dostaliśmy następny pokój. Ja z Harry'm mieliśmy według mnie najgorszy pokój. Taki dziwny.
-Gdybyście czegoś chcieli to Sal ma pokój na końcu korytarza po lewej a ja następny. Jakby co to pukajcie. Tylko musicie chwilę poczekać, aż się ubierzemy. Popatrzyłem zdziwiony na Hazzę.

-Jak to ubierzecie ?-spytałem
-Normalnie. Śpimy nago od trafienia tutaj. A z czego wiem raczej nie chcecie widzieć nagiego mnie, Sal lub kogoś innego. 
-A kto jest najbardziej napakowany?-spytał mój kochany, zboczony przyjaciel.
-Wydaje mi się, że Sally. Ma boski brzuch, nogi, wszystko...
-Skąd wiesz?
-Gdybyś spędził tu całe życie też być wiedział. Wiem jak kto wygląda. Każdy wie jak wygląda reszta. To nic dziwnego. Chociaż teraz to się trochę pozmieniało i wzięliśmy sobie ciuchy jak tylko szef wyszedł. Chociaż te męskie wcale jak widać nie są jakieś masakrycznie nowoczesne. Sally pewnie kupi nam jakieś ciuchy, ale najpierw powinna odespać wszystkie nieprzespane noce, ogarnąć system i parę takich organizacyjnych spraw, ale jak ją znam to już jutro o 6 rano będziemy jechać do miasta  na zakupy całą grupą. Ona nigdy nie zwracała uwagi na siebie. Zawsze dbała o innych, jest bardzo opiekuńcza. Nie będzie chciała nawet słyszeć, że musi się wyspać. Kiedyś będzie trzeba ją wprowadzić w stan śpiączki żeby się wyspała bo jej organizm nie wytrzyma przemęczenia. Dobra teraz idźcie spać.-powiedział chłopak i w pośpiechu wyszedł z pomieszczenia. Sprawiał wrażenie bardzo rozgadanego. Zastanawiałem się jak on może być agentem CIA będąc tak wygadanym. Umyłem się, włożyłem na tyłek jakieś bokserki i zasnąłem zanim moja głowa dotknęła poduszki.
Następnego dnia obudził mnie czyjś głos nad uchem.
-Louis. Czas wstawać. Louis.-ktoś kto śmiał przerwać mój sen oberwał właśnie moją poduszką w twarz- Ała!  Louis do cholery! 
Wstawaj bo śniadania nie dostaniesz.-po tych słowach stwierdziłem, że lepiej będzie jeśli wstanę bo mój żołądek dawał wyraźne oznaki pustki.
-Już wstaję.-jęknąłem
-Nie już tylko na-pierwsze walnięcie poduszką- tych-drugie- miast- trzecie. Otworzyłem jedno oko i okazało się, że moim budzikiem jest nie kto inny jak nasza kochana Sally.
-No już wstaję.
-Dobra to idę budzić resztę. Obudź Harrego.-powiedział i wyszła skocznym krokiem. Ciekawe skąd ona bierze tyle energii?
*Sally*
Po obudzeniu Louisa poszłam do pokoju  Liam'a i Niall'a. Tam obeszło się bez większych problemów. Za to Zayn spał jak zabity. Najpierw zabrałam mu kołdrę. Tylko się poruszył, ale spał dalej. Później zaczęłam go szturchać i łaskotać. Nadal nic. Potem włączyłam klimatyzację na najwyższy stopień i wyłączyłam ogrzewanie w jego pokoju. Nadal nic. W końcu się zdenerwowałam i zaczęłam mu wrzeszczeć do ucha.
-Jeszcze pięć minut mamo.-mruknął w odpowiedzi i dalej spał.
Byłam już na maksa zdenerwowana. Do wiadra nalałam wodę i już miałam wylać ją na Malik'a gdy usłyszałam za sobą śmiechy. Za mną, w drzwiach stała reszta 1D.
-I z czego się śmiejecie?-spytałam mocno poirytowana
-Z tego jak próbujesz dobudzić tego leniwca. Jest tylko jedna rzecz która stawia go natychmiast na nogi.-zrobiłam pytającą minę.-Ehhh...popatrz.-powiedział Liam i podszedł do pryczy w której leżał ten Stwór. Chłopak zaczął czochrać przyjacielowi włosy. Ten po chwili był już na nogach.
-Co się stało?-spytał
-Ciele łoknem wyleciało.-powiedziałam po czym wylałam na niego zawartość wiadra trzymanego w ręce co wywołało lawinę śmiechu.
Poszłam do kuchni i zaczęłam szykować śniadanie dla tej dziczy. Po kilku minutach do kuchni wszedł Conrad.
-Obudziłeś resztę?
-Tak.
-Nakryjesz do stołu?
-Jasne.
Z tym chłopcem zawsze miałam dobra stosunki. Nie byliśmy sobie obcy. Niańczyłam go po tym jak trafił do jednostki. Był przerażony. Byłam pierwszą osobą której zaufał. Uważał i do tej pory uważa za siostrę i przyjaciółkę.
-Co będzie na śniadanie?
-"Płatki z mlekiem".
-Czyli to co zawsze?
-Nic innego tutaj nie ma. A po za tym jeszcze nie pozmieniałam wszystkiego w systemie. Nie ogarnęłam jeszcze wszystkiego, wiesz to nie takie proste. Jeszcze nie zmieniłam wam diety. Obiecuję,że dzisiaj to zrobię. Wiesz ile ma być wody a ile mleka do tych płatków?
-Na jedną porcję wchodzi pół szklanki mleka i szklanka wody. Plus łyżka płatków.
-Ok. Rany, już zapomniałam jak ohydnie to smakuje. Przepraszam to w ogóle nie smakuje.-powiedziałam po spróbowaniu potrawy.-Dobra Con wołaj tą hołotę na śniadanie. Potem jedziemy do miasta. Kupimy wam jakieś normalne ciuchy. Bo to-wskazałam na jego ubiór wyszło z mody jakieś 2 miliony lat temu.
-Wiedziałem, że tak będzie. Sal powinnaś się wyspać, odpocząć. Możemy tam pojechać jutro albo za kilka dni.
-Conrad. Nie możesz mi nakazać zrobienia czegoś. Ja zdecyduję co będę robić. Okej? Nie muszę się Ciebie słuchać.
-Nie mogę Ci nakazać, ale jest jeszcze inne wyjście...
-Nie zrobisz tego.-powiedziałam przerażona
-Pod jednym warunkiem. Po dzisiejszych zakupach pozwolisz  się wprowadzić w stan śpiączki, dokładnie Cię zbadamy, opatrzymy ewentualne rany i zostawimy na jakiś czas. Twój organizm odpocznie. Na pewno będzie Ci lepiej gdy Cię dobudzimy. Może być?
-Ehh... No dobra.-nie byłam zachwycona tym pomysłem, ale nie chciałam by stało się coś o wiele gorszego...

piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział szósty, czyli przysięgła rzecz niemożliwą.

Louis twoje siostry już na Ciebie czekają...
... są bardzo niecierpliwe i podekscytowane. Pamiętają Cię.  Nadal Cię kochają.-z mojego oka wypłynęła łza wzruszenia którą szybko otarłam. -Mogę je zobaczyć? Gdzie one są?-Louis oszalał. Był chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

-Chodź zaprowadzę Cię do nich.-powiedziałam i zaczęłam biec w głąb jednego z korytarzy. Reszta ekipy pobiegła za mną. Dobiegłam do pomieszczenia w którym znajdowały się dziewczynki, które gdy tylko zobaczyły Loius'a zaczęły krzyczeć i rzuciły się na niego. Chłopak najzwyczajniej w świecie się rozpłakał. Reszta 1D też. Jednak my-agenci CIA nie mogliśmy okazywać uczuć. Według starego prawa ale ja mam zamiar to zmienić. Chcę od nowa "założyć" jednostkę. Mam nadzieję, że pomoże mi to w zdobyciu nowych rekrutów. Zmienię prawo, nie będzie zmuszania, uodparniania i paru innych bolesnych doświadczeń. Ta baza była dla mnie wszystkim. Była moim życiem. Nie chciałam jej zamykać, ale chyba będę musiała. Nie ma kto walczyć. Zostawiłam wszystkich i z prędkością światła pobiegłam do już mojego gabinetu. Musiałam wprowadzić zmiany do systemu i zmienić oprogramowanie w moim chipie. Chciałam zrobić jeszcze jedną rzecz. W karcie każdego agenta było wszystko czego kiedykolwiek dokonał, co mu się przytrafiło. Chciałam sprawdzić jedną rzecz. W wieku od 10 do 12 lat coś mi się przytrafiło. Nie wiem tylko co. Najpierw otworzyłam system i zmieniłam dyrektora z Paul'a Browna na Sally 001960904. Otworzyłam swoje akta i zobaczyłam zawartość chronioną hasłem. Umiałam łamać hasła ale od kilku dni nie spałam przez co robiłam się zmęczona bo pomimo wszystko jestem człowiekiem. Skopiowałam wszystkie pliki na temat dzieciaczków. Zaczęłam wprowadzać wszelkie zmiany do systemu. Popatrzyłam na godzinę i okazało się, że jest już trzecia w nocy. Wszyscy już pewnie śpią. Zamknęłam gabinet i poszłam w stronę mojego starego pokoju. otworzyłam drzwi za pomocą kodu który znają tylko lokatorzy tego pokoju. Był pusty. Nie zdziwiłam się bo spodziewałam się tego, ale byłam zawiedziona. W tym pokoju zawsze było dużo ludzi. Byłam jedyną dziewczyną lecz nie robiło mi to różnicy. Zdjęłam z siebie ciuchy i poszłam pod prysznic. Pomieszczenia były tu tak zabezpieczone, że tylko znając kod można było się do nich dostać. Po spłukaniu z siebie brudu, położyłam się do łóżka. Nigdy nie lubiłam piżam, niezależnie od tego jak wyglądały. Gdy byłam młodsza i kazano mi je zakładać to zawsze przez sen je ściągałam. W końcu ludzie przestali zwracać na to uwagę. Nie wstydziłam się. Reszta też chodziła nago. Po prostu nie wiedzieliśmy w tym nic złego. Do 10 roku życia nawet nie mieliśmy styczności z ubraniami. W dniu 10 urodzin byliśmy przenoszeni na inny oddział gdzie dostawaliśmy ubrania. Szczerze mówiąc mój strój nie okrywał wiele więcej ciała niż strój kobiety kot. Tyle, że ja miałam krótkie spodenki. Stroje chłopaków też nie były jakoś szczególnie rozbudowane. Mieli tylko przepaski na biodra. Dużo się napatrzyłam na gołe, męskie, umięśnione klaty. Leżałam w łóżku i myślałam. Gdy gadałam z Liam'em w aucie, mówił coś o jakiś imprezach, znajomych, seksie? Ciekawa jestem co to jest będę musiała sprawdzić, lub zapytać się chłopaków. To dziwne, że czegoś nas nie uczyli w bazie... a zawsze nas zapewniali, że wiemy wszystko. Wydawało mi się to podejrzane, ale byłam tak zmęczona, że nie miałam siły myśleć. Zasnęłam.
*Harry*
Od dobrych trzech godzin szukamy Sally. Nigdzie jej nie ma. Jest już sporo po 23 a jej nadal nie ma.
-Nie macie tu jakiegoś monitoringu?-spytał Zayn
-Jest w pokoju sze...O nie!
-Co się stało?-spytałem
-Sally jest szefem. Na pewno przebywa w gabinecie i przegląda swoje dokumenty. Dobrze wie, że nie może. Znaczy nie mogła dopóki nie była dyrektorką. Pamiętam jak miałem sześć lat i była ogromna afera. Sally miała od dwóch lat chłopaka. Gdy ona miała 12 lat on umarł. Okazało się, że był chory na raka. Nie mogła się pogodzić z tym, że on umarł. Chciała się zabić. Pocięła się. Paul nasz były szef wziął ją na "czyszczenie" umysłu, czyli wyciął jej z pamięci wszystkie wspomnienia z tym chłopakiem. Ona zapomniała o nim. Jednak wiedziała, że coś się stało. Jedyna kopia tego wszystkiego została w jej aktach, w głównym komputerze. Już nie była taka sama. Była ciągle smutna. Szefuńcio z załogą zmusił ją do złożenia przysięgi przed wszystkimi, ale ona też postawiła warunek. Każde z nas znakomicie zna słowa tej przysięgi mimo, że tylko ona ją składała.Pamiętamy bo ona nas uratowała, przyjęła na siebie wszystkie nasze przewinienia, kary. Obroniła nas przed znęcaniem się nad nami. Poniosła za to konsekwencje.

Przyrzekam ,
nigdy się nie zakochać, nie okazywać uczuć,
nie znać litości.
W zamian za  wstrzymanie kar cielesnych.
Zgadzam się,
na bycie człowiekiem-robotem.
Na bycie
maszyną do wykonywania rozkazów.
I nie będę
się przeciwstawiać już nigdy podczas treningów
których liczba
wzrośnie do 70 tygodniowo.
To jest tekst tej przysięgi. To, że nas przestali maltretować nie znaczyło, że jej dadzą spokój. Wręcz przeciwnie, traktowali ją strasznie. W końcu ona nie miała siły na nic a ciągle musiała trenować. Gdy doszły inne dziewczyny chroniła je jak tylko mogła, ale nie zawsze jej się udawało. Strasznie wyglądała przed wyjściem stąd. W swojej własnej bazie trochę przytyła, zadbała o siebie. Wygląda lepiej. Jak tu była oprócz mięśni, kości i mózgu nie było nic. Ani odrobiny tłuszczu.
-Wow! Biedna Sally. Dobra jutro z nią pogadamy. Teraz musimy iść znaleźć sobie jakiś nocleg. Jak się stąd wychodzi?-spytał Liam
-Wy tu zostajecie na noc. Sal chyba by nas zabiła gdybyśmy was teraz wypuścili.
-Jak to?
-Jeśli raz weszliście do bazy to nie możecie z niej wyjść do końca życia chyba, że...

środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział piąty, czyli jak zostać agentem CIA?

Gdy wysiedliśmy z auta byliśmy na totalnym pustkowiu...
...Sally podeszła do bagażnika i wyjęła z niego jakieś małe zawiniątko. Po zdjęciu szmat okazało się, że jest to duże łopata.

-Po co Ci ta łopata?-spytaliśmy.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko podeszła dwa kroki do przodu. Przy trzecim coś ją zatrzymało. Gdy jej noga dotknęła niewidzialnej bariery po kopule rozeszła się niebieska fala. Sally przyłożyła dłoń do powietrza. Po chwili wzięła łopatę i zaczęła kopać dół. My tylko patrzyliśmy co ona robi. Nie wiedziałem co się dzieje z chłopakami. Wyglądali tak jakby mieli zaraz uciec na drugi koniec kontynentu.

-Co wy tacy przerażeni?-spytałem
-Liam, ty tego nie czujesz?
-Czego?
-To miejsce ma jakąś złą aurę. Tu coś jest nie tak. Liam musimy uciekać. Tylko ty nie spałaś i tylko ty znasz drogę powrotną.

-Chłopaki, chodźcie! Już idziemy i nie bójcie się nic się wam tutaj nie stanie. Wiem, że jesteście przerażeni ale musicie zwalczać swoje strachy.-dziewczyna najwyraźniej wiedziała czemu chłopakom tak zależało na ucieczce.
Louis, Harry, Niall i ja po chwili wahania podeszliśmy do Sally. Zayn za żadne skarby nie chciał podejść. W końcu Sal zaczęła tracić cierpliwość. Podeszła do chłopaka przerzuciła go sobie przez ramię i zaczęła iść w kierunku dziury którą przed chwilą wykopała. Wrzuciła do niej wrzeszczącego i wyrywającego się chłopaka. Pokazała, że mamy zrobić to samo. Po chwili leciałem do nikąd. Po kilkunastu sekundach znalazłem się w wielkiej podziemnej bazie. Chłopaki siedzieli związani na krzesłach. Na mnie też ktoś się rzucił z niewiarygodną prędkością, i ja też wylądowałem na krześle. Nie wiedziałem o co im wszystkim chodzi. Chwilę po mnie z tunelu wylądowała Sally. Na nią też ktoś się rzucił, ale najwyraźniej spodziewała się tego i po krótkiej walce obezwładniła chłopaka.
-Conrad. Nie atakuj swoich.-powiedziała wykręcając mu rękę
-Oni są ze mną. Nie mają broni. Ręczę za nich. Są bezbronni, dostali krępacza. Tylko na niego nie działa, ale jest nieszkodliwy.-powiedziała wskazując na mnie. Byliśmy wystraszeni. Ona taka nie była. Mówiła bez żadnych uczuć. Jej oczy zmieniły kolor na jeszcze ciemniejszy. Ubrania które miała na sobie, powodowały, że wyglądała groźniej i starzej. Nie wyglądała na osiemnaście lat a na trzydzieści. Czarna skórzana kurtka, czarne spodnie i wojskowe buty. Włosy miała związane w koński ogon. Przypomniało mi się co mi mówiła w aucie. Nie może okazywać uczuć. Widać była w tym doświadczona.
-Zaprowadźcie mnie do szefa.
-Ale...
-???
-Szef nas zostawił. Dzisiaj wyjechał i powiedział, że ty masz przejąć oddział.
-Bosko. Dobra, ludzie od teraz to ja tu żądzę. Ile was jest w jednostce w tej chwili.

-Piętnaście osób. Cztery dziewczynki i jedenastu chłopców.
-Jak to przecież Olivia jest u mnie w bazie.
-Szef wczoraj przejął jakieś dwie dziewczynki.
-Dobra potem z nimi porozmawiam.

-Ile was jest razem?
-Sześćdziesiąt osób.
-W jakim wieku są osoby w bazie?
-Od pięć do jedenaście lat.
-Szlak.
-Co się stało?-spytałem po raz pierwszy od kilku minut

-Osoby które są w bazie nie mogą iść na misje bo są za młode. Nie mam kogo wysłać na misję. Ja nie mogę bo po pierwsze muszę was pilnować, a po drugie jestem szefem i powinnam tu zostać żeby pilnować tych małych rojberów. Jak wy wyjedziecie przestanę przyjmować misje, ale nie będę miała kogo na nie wysyłać. Mamy kilku agentów w innych krajach, ale potrzebujemy ich więcej. Nie mamy nikogo w Anglii, a tam często przesiadują Burks'i. Teraz gdy Lou zabierze dziewczynki, będzie nas jeszcze mniej, ale one nie były wyznaczone do tego celu. Dobra później nad tym pomyślę. Teraz muszę wam podać antidotum po którym przestaniecie się bać przebywania tutaj, inaczej moglibyście uciec a tego nie chcemy. Od razu ostrzegam, że może to być bolesne.
-Skoro może nam to pomóc to przetrwamy. Ale może być mały problem z Zayn'em.-Dodał gdy zobaczył, że lek będzie podawany dożylnie.
-Spokojnie, mamy na to swoje sposoby. Zaciśnij pięść.-powiedziała. Zrobiłem to o co prosiła.-Uwaga może zaboleć.-powtórzyła i wbiła mi igłę w żyłę. Ból to za mało by opisać co przeżyłem bolało strasznie, ale nagle cały strach który odczuwałem, przebywając tutaj-zniknął.-Nawet nie krzyczałeś.
-Ale nie było źle-powiedziałem i mrugnąłem do niej okiem. Zrozumiała
-Da się przeżyć ten ból. Chłopcy pozwolicie, że najpierw zajmę się Zayn'em?
-Tak, jasne.
-Spoko.
-Nie ma sprawy.

*Sally*
-Zayn.-szepnęłam do ucha związanemu chłopakowi.- Zaciśnij pięści.
-Nie.
-Proszę. Zrób to dla swoich przyjaciół.-mój głos był łagodny i kojący.

-Nie.
-To spróbujemy inaczej.-pomyślałam

 -Wiem, że jesteś zły, chcesz mnie uderzyć. Mocno, tak żebym nie mogła wstać z ziemi. Gdybś tylko mógł się wyswobodzić z tych lin, o tak... gdybyś tylko mógł.-obserwowałam jak jego pięści wbrew woli chłopaka zaciskają się. wychwyciłam odpowiedni moment i zrobiłam to samo co wcześniej Liam'owi i szybko zatkałam uszy. Tak jak przewidywałam, chłopa darł się niemiłosiernie,ale po chwili uspokoił się. Jednak nadal nie pozwoliłam go rozwiązać. Wolałam to zrobić gdy do końca się uspokoi. Podeszłam do Louisa w jego oczach malowało się przerażenie, ale grzecznie zacisnął pięść. Z resztą chłopaków było tak samo.
-Możecie ich rozwiązać- powiedziałam do Conrada i brygady która nas "napadła".
-Rany co to było? Ten strach paraliżował.-chłopaki przekrzykiwali się jeden przez drugiego
-To było działanie tej "zwykłej wody" którą wam podałam na początku podróży. Dobra jesteśmy gotowi do pójścia głębiej. Louis twoje siostry już na Ciebie czekają...

 -_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
Ten rozdział jakoś mi nie wyszedł i sorry za takie troszkę drastyczne sceny ale fantazja mnie ponosi.