piątek, 20 listopada 2015

Dodatek drugi: Nastolatki

To zdarzyło się pewnego dnia gdy miałem 39 lat. Moje córki były już nastolatkami, a ja ciągle trenowałem dzieci w bazie. Olivia często się z nami kontaktowała. Wyszła za mąż za Anthon'ego. Raz w tygodniu szedłem z dziewczynkami na grób Sally. Ich matki, mojej niedoszłej żony. Nigdy nie opowiedziałem im jej historii. To za bardzo bolało. Nawet po tylu latach. Robiłem obiad dla bliźniaczek gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Było o wiele za wcześnie na Ever i Another, a rzadko kiedy przychodził tu ktoś obcy. Olivia miała swoje klucze, a nie spodziewałem się gości. Mieszkaliśmy w bazie001. Tej samej, którą przez tyle lat zajmowała Sal. Była ona tylko trochę przerobiona. Za drzwiami stało pięciu mężczyzn. Mogli być mniej więcej w moim wieku, może trochę młodsi. Skądś ich kojarzyłem, ale nie miałem bladego pojęcia skąd.
-Charles?
Na dodatek znają moje imię. To dziwne.
-Przepraszam, kim panowie są i skąd mnie znają?
Zaczęli się śmiać.
-Horan.
-Malik.
-Payne.
-Tomlinson.
-Styles.
I wtedy mnie oświeciło.
-Nie wierzę. To wy. Przyjechaliście na stare śmieci?
-W końcu mam tu chrześnicę. Muszę o nią zadbać.-roześmiał się Harry
Weszliśmy do środka. Wypiliśmy herbatę i poszliśmy na spacer. Gdy wróciliśmy moje córki już były w domu. Nie chciałem im przeszkadzać więc ich nie wołałem. Jak będą chciały to przyjdą. Rozmawialiśmy o tym co się działo przez te piętnaście lat. Dowiedziałem się, że nadal występują, ale już mniej niż kiedyś. Nie chcą jeszcze rezygnować z kariery. Była godzina siedemnasta gdy usłyszałem kroki na schodach. O tej porze to może być tylko Another.
-Wychodzę.-rzuciła nawet na mnie nie patrząc
-Pozwól tu młoda damo.-powiedziałem.-To zajmie tylko chwilę.
Zatrzymała się zaraz po wejściu do kuchni i przyglądała się gościom.
-Another to są przyjaciele waszej matki i moi. Poznaliśmy się ponad siedemnaście lat temu, ale przez długi czas się nie kontaktowaliśmy.
-A co mnie to obchodzi?-spytała
-Jeden z nich jest ojcem chrzestnym Ever.
-Tato, dobrze wiesz, że nie wierzę w te bzdety. Nie wrócę do kościoła za żadne skarby. Teraz pozwól, że wyjdę. Jestem umówiona z Dannym. - chciała wyjść, ale ją zatrzymałem.
-Z Dannym jesteś umówiona na dziewiętnastą. Zanim wyjdziesz proszę nakarmić zwierzęta i potrenować co najmniej pół godziny. No i miałaś pomóc siostrze. Znów dostała jedynkę.
Dziewczyna odwróciła się na pięcie i walnęła w ścianę robiąc w niej kolejną dziurę. Przymknąłem oczy. Dobrze radzę sobie z dziećmi. W domu i w pracy, jednak Another jest wyjątkiem. Nigdy nie chciała się mnie słuchać. Jeszcze chwilę słyszę tupot jej kroków, potem trzaśnięcie drzwiami. Odwracam się do chłopców z One Direction.
-Właśnie poznaliście Another, pierwszą z moich córek. Jak pewnie zauważyliście przechodzi okres buntu. Odziedziczyła po matce nadzwyczajną siłę, fizyczną i psychiczną. Jest raczej aspołeczna, na szczęście dobrze dogaduje się z siostrą. Często pomagają sobie nawzajem. W zasadzie Ever jest jedną z dwóch osób, których słucha. Drugą jest Danny. Dobry z niego chłopak.
-Czy Ever jest taka sama?
-Nie... Są do siebie podobne tylko z wyglądu. Mają zupełnie różne charaktery. Ever jest spokojna i delikatna.-wstałem z krzesła i zacząłem rozrabiać masę do załatania dziur.-Kocha zwierzęta i świetnie się z nimi dogaduje. Ma rzesze znajomych... O właśnie idzie na trening. Ever! Pozwól na chwilę. Muszę ci kogoś przedstawić.
-Już idę tatusiu!
Do pokoju weszła moja druga córka.
-Tato? Skąd znasz One Direction?
-Znasz nas?-spytał ją Zayn
-No jasne. Jesteście następcami The Beatles. Jesteście zespołem wszech czasów. Kocham wasze piosenki, szczególnie te z początków waszej kariery. Szczególnie I Want, Loved You First i You & I i...i...i... Story Of My Life, a Fireproof jest już w ogóle -cudna. No i nie wspomniałam o They Don't Know About Us czy Steal My Girl. A FOUR to już w ogóle fenomen. Szczególnie singiel Where Do Broken Hearts Go. To najpiękniejsze co w życiu słyszałam. Sami piszecie teksty piosenek?
-Nie powiedziałeś im?! -spytało mnie na raz całe One Direction
-No tak jakoś wyszło.
-O czym miałeś nam powiedzieć?
-Zawołaj Another. Czas byście dowiedziały się całej prawdy o waszej matce.
Pięć minut później całą ósemką siedzieliśmy w naszym salonie. Wiedziałem, że ta rozmowa będzie jedną z tych cięższych.
-Poznałem waszą matkę w bazie CIA. Oboje byliśmy tam agentami na oddziale dziecięcym. Opiekowałem się nią. Była tam pierwszą dziewczyną. Przez osiemnaście lat wszystko było dobrze, ale coś musiało się zepsuć. Tamtego dnia Sally dostała nowe zadanie. Miała chronić One Direction na ich koncertach w Polsce. Nienawidziła takich zajęć, ale zrobiła to. Przez kilka dni była dla chłopaków niewiadomą. Nie mieli o niej pojęcia. Dowiedzieli się o niej przez przypadek. Zaprzyjaźniła się z nimi. Ja przyjąłem misję przeciw pewnemu gangu, który porywał dzieci. Złapali mnie i powiedzieli Sally, że mnie zabili. Była tak zrozpaczona, że dała im się złapać. Przez kilka miesięcy była gwałcona, bita i poniżana. Później chcieli ją wciągnąć do gangu i prawie im się udało. Podczas wykonywania ostatniego zadania zabiła głównego szefa. Uciekła i znalazła mnie żywego. Uciekliśmy i wróciliśmy do bazy. Sally była w ciąży. Tak. Nie jestem waszym prawdziwym ojcem. Nie wiadomo kto nim jest. Wasza matka przez pewien czas była w szpitalu psychiatrycznym. Później udało nam się ją uzdrowić. I gdy wszystko było już dobrze zaczął się poród. Urodziłyście się wy, ale serce waszej matki nie wytrzymało. Umarła. Miała być moją żoną. Kochałem ją. Połowa piosenek One Direction została napisana przeze mnie. Są to piosenki o mojej miłości do niej. Ever. Harry jest twoim ojcem chrzestnym.
-Nie wierzę.-powiedziały na raz bliźniaczki i się rozbiegły. Another poszła do sali ćwiczeniowej z bronią, a Ever do zwierząt. Jak zawsze.
Westchnąłem.
-Harry pójdziesz porozmawiać z Ever? Myślę, że będzie chciała porozmawiać ze swoim wujkiem. Przez tyle lat nie miała o niczym pojęcia.
Chłopak skinął głową i zszedł do piwnicy. Zadzwoniłem po Ollivię, która była u nas dziesięć minut później i zajęła się gośćmi. Była zaskoczona ich obecnością. Poszedłem do Another. Z sali ćwiczeniowej od kilku minut dobiegał ciężki i bardzo głośny rock.
Gdy tylko otworzyłem drzwi tuż obok mnie przeleciała strzała z czarną lotką.
-Wyjdź!-krzyknęła moja córka.
Pokręciłem głową i wyłączyłem muzykę.

sobota, 20 września 2014

Dodatek pierwszy, czyli chrzciny.

Olivia pomagała mi ubrać dziewczynki. Była matką chrzestną jednej z moich córek. Miała już ponad szesnaście lat. Wyrosła na piękną i mądrą kobietę. Dokładnie rok temu ostatni raz widziałem One Direction. Nie kontaktowaliśmy się zbyt często. Nie dostałem nawet potwierdzenia czy będą na chrzcinach. Musiałem poprosić jednego z chłopców by zgodził się być w razie wypadku chrzestnym. Zostałem przyjęty na posadę nauczyciela dzieci. Na razie szło mi bardzo dobrze.
Ever i Another rosły jak na drożdżach. Już zaczynały chodzić. Nie mogłem ich upilnować. Gdy tylko nie patrzyłem od razu coś zbroiły. I nigdy nie wiedziałem, która to. Ciągle były do siebie podobne.
O godzinie jedenastej zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie miałem pojęcia kto to. Gdy zobaczyłem One Direction oczy mało nie wyszły mi z orbit. Wyglądali o wiele doroślej niż kiedy ich ostatnio widziałem.
-Charles.-powitał mnie Harry.
-Harry.-odpowiedziałem mu po czym wpadliśmy sobie w ramiona.
Do przedpokoju weszła Olivia z dziewczynkami na rękach. Harry puścił mnie i spytał nastolatki.
-Która z nich to Ever?
Olivia nie odzywając się podała mu chrześnicę.
-Jest taka śliczna.-powiedział i połaskotał małą po brzuchu. Moje dziecko zaczęło się śmiać.- Są do siebie bardzo podobne.-stwierdził mężczyzna przyglądając się bliźniaczkom.
-Tak. Nawet ja mam problem żeby je rozróżnić. Tylko Oli daje radę.
Chwilę rozmawiałem z chłopakami. Wykorzystali kilka moich piosenek, rozkręcili karierę. Żyli pełnią życia. Poszliśmy do kościoła. Chrzestnymi Ever był Harry i Diana- moja wspólniczka, a drugimi rodzicami Another została Olivia i Anthony. Wiedziałem, że mogę im powierzyć moje skarby. Po ceremonii jeszcze kilkanaście godzin rozmawiałem z One Direction. Chłopcy pokochali bliźniaczki. Niestety musieli wyjechać następnego dnia rano. I nie miałem z nimi kontaktu przez kolejne piętnaście lat.

piątek, 27 czerwca 2014

Kolejna część.

Hej! Wiem, że właśnie dodałam epilog(miałam mega wenę, choć nie wiem co z tego wyszło), ale chyba nie myślicie, że tak to się kończy? Oczywiście, że ta historia ma dalszy ciąg. Jest tylko pytanie czy chcecie go czytać? Wiem, że rzadko cokolwiek dodaję, ale staram się jak mogę. Miałam strasznie dużo nauki. Teraz są wakacje więc jeśli tylko chcecie mogę napisać drugą część. Wiem, że Sal nie żyje i tak dalej i szczerze wam powiem, że na początku nie miałam zamiaru jej zabijać, ale tak wyszło. Jednak żyją jej dwa małe klony. Ever i Another. No i jest Charles, Olivia, Anthony i całe One Direction. Oni też przecież żyją. Więc jak chcecie kolejną część? Od razu mówię, że będzie ona działała na innych zasadach. W pierwszej części nie wymagałam komentarzy, ale teraz chyba zacznę bo zaczęłam w siebie wątpić. Jeśli chcesz next to skomentuj ten post.

Epilog, czyli koniec.

Dzisiaj pogrzeb Sally. Ever i Another są już w domu. Dzieci bardzo dobrze się nimi zajmują. Uczą się w ten sposób odpowiedzialności. Zapisałem ich do pobliskiej szkoły i od września zaczną naukę. Gdy oni będą w szkole, ja będę zajmował się moimi dziećmi. Wszyscy byliśmy ubrani na czarno. Staliśmy właśnie na cmentarzu. Olivia pchała wózek. Jako chyba jedyna potrafiła rozróżnić, która z bliźniaczek jest która. Nawet ja miałem z tym kłopoty. Musiałem się wiele nauczyć, ale Olivia mi pomagała. Często robiła za opiekunkę. Znała się na tym.
Ksiądz prawił jakieś naprawdę nudne kazanie. Gdy skończył do JEJ grobu wrzuciłem krwisto czerwoną różę i garść ziemi. Zacząłem płakać dopiero gdy grabarze zasypali jej trumnę. Padłem na kolana. Harry i Louis mnie podnieśli i zaprowadzili do auta. Gdy ochłonąłem i gdy wszyscy wrócili z cmentarza pojechaliśmy na stypę. Nic ciekawego, oprócz tego, że zrobiłem z siebie ogromnego idiotę. Rozpłakałem się przed wszystkimi, a potem upiłem. Obudziłem się następnego dnia nie pamiętając nic. Kompletna pustka.
-Spiłeś się. -usłyszałem głos Nialla
-Na to wygląda. A co z dziewczynkami?
-Nie martw się. Olivia się nimi zajęła. Jak się czujesz-spytał po chwili niezręcznej ciszy
-Pusty. -powiedziałem krótko.- Jak dziurawy dzbanek, jak pegaz bez skrzydeł, jak narkoman na odwyku...-zacząłem się nakręcać gdy chłopak mi przerwał
-Dobra, ogarnąłem. Czujesz się samotny.-zamilkł.
Przez chwilę siedzieliśmy cicho.
-Podziwiam cię.-powiedział nagle
-Za co?
-Jesteś odważny. Jesteś silny. Gdyby umarła miłość mojego życia, zabiłbym się z tęsknoty. Nie patrzyłbym na to, że mam dzieci do wychowania. A ty dajesz radę. Jesteś moim bohaterem Charles. Szkoda, że niedługo i my będziemy musieli cię opuścić. Ale obiecuję ci, że cię odwiedzimy. W końcu Harry jest chrzestnym Ever.
-Dziękuję- powiedziałem i go przytuliłem.
Potem zostawił mnie samego. Poszedłem do jej pokoju. Usiadłem na jej ulubionym oknie i patrzyłem w dół na ulicę pełną samochodów i ludzi pędzących donikąd. Już jutro wyjeżdża One Direction. Muszę im coś dać. Tylko co? Rozejrzałem się po Jej pokoju i mój wzrok spoczął na Jej czarnym zeszycie. Ja miałem identyczny. I już wiedziałem co dam chłopcom.
Następnego dnia, gdy moi przyjaciele szykowali się do wyjazdu poprosiłem ich do salonu. Kiedy wszyscy już byli na miejscu zacząłem mówić.
-Dzisiaj już wyjeżdżacie. Będzie mi was cholernie brakować. Szczególnie teraz. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli takiego pecha w życiu jak ja. Szukajcie swoich dróg, róbcie karierę, a nami się nie przejmujcie. Poradzimy sobie sami. Tak na koniec chciałbym wam coś dać. Coś co miała dać wam Sal gdybym umarł, w trakcie porwania. Nigdy do tego nie doszło bo Sal oszalało, ja przeżyłem i cała reszta. Więc daję wam to teraz. Mój czarny zeszyt. Każdy taki dostawał. Sally wciąż leży w jej pokoju. Zapisywaliśmy tam to co chcieliśmy. To była nasza jedyna prywatna rzecz. Nikt inny nie mógł tam zajrzeć. Teraz chciałbym wam go dać. -podałem zeszyt Liam'owi.
-Co tam jest?-spytał Zayn
Liam otworzył zeszyt z którego powypadały kartki i wszyscy krzyknęli ze zdziwienia.
-Nuty, teksty? Piszesz piosenki i my nic o tym nie wiemy?
-Tak jakoś wyszło.-podałem im jeszcze jedną kartkę- To najnowsze co napisałem.
Po tych słowach poszedłem do swojego pokoju. Przebrałem się zapakowałem córeczki do wózka i poszedłem na cmentarz. Musiałem porozmawiać z Sally. Miała tylko dwadzieścia lat. Po godzinie wróciłem do domu. Nikogo nie było w środku. Na stole leżały dwie koperty. Jedna podpisana od One Direction, a druga od szefa. Otworzyłem najpierw tą od One Direction.
Drogi Charlesie!
Przepraszamy, ze tak bez pożegnania, ale wyszedłeś, a nie chcieliśmy ci przeszkadzać. Jesteś dla nas jak brat. Dziękujemy ci. Musisz być silny dla swoich córek. Nie pozwól nikomu sobą pomiatać. Pamiętaj, że zawsze będziemy. Możesz dzwonić kiedy zechcesz. Przy nas możesz być sobą. Dziękujemy ci za piosenki. Na pewno je wykorzystamy. Są świetne. Szkoda, że nie mogliśmy usłyszeć ich w twoim wykonaniu. Przyjedziemy cię odwiedzić za około pół roku. To będą akurat święta. Co ty na to? Odpisz nam na mejla. Jeśli będziesz miał jakąś misję to pisz. Z chęcią ją wykonamy. Jeszcze raz dziękujemy. 
One Direction xoxo
Drugi list najpierw przez kilka godzin trzymałem w rękach lub po prostu przyglądałem mu się. Nie chciałem go otwierać. Doskonale wiedziałem co się w nim znajduje. Nakarmiłem dziewczynki i położyłem spać. Umyłem się, wziąłem list i poszedłem do Jej pokoju. Rozdarłem kopertę szybkim ruchem. Wyjąłem list i zacząłem czytać.
Szanowny Panie!
Mamy zaszczyt poinformować pana, że niestety ze względów braku odpowiedniego wykształcenia nie może Pan sprawować opieki nad zamieszkałymi tu dziećmi. Musieliśmy je zabrać do bazy głównej. W najbliższym czasie mamy zamiar zatrudnić nowego opiekuna. Jeśli jest Pan chętny na to stanowisko może Pan oczywiście kandydować. Zapewnimy Panu odpowiednie wykształcenie i wszystko co potrzebne jest do sprawowania tego stanowiska.
Z poważaniem
Główny dyrektor CIA
Wojciech Wrona
Zabrali mi wszystko. Teraz mam tylko córki, ale będę silny. Tak jak Ona w najgorszych momentach. Zrobię to dla Niej. Odzyskam dzieci choćbym miał to zrobić siłą. Popatrzyłem przez okno. Po szybie spłynęła moja łza, a Another zaczęła płakać.

Rozdział dwudziesty trzeci, czyli Ever & Another.

*3,5 miesiąca później. Sally.*
Właśnie uczyłam Hazzę jak rozbroić bardzo skomplikowany zamek gdy się zaczęło.
-Harry. To już - powiedziałam.
-Co mówiłaś?-spytał, odrywając się od pracy.
-Rodzę! -krzyknęłam i wtedy do sali wpadł Charles. Wziął mnie na ręce i zaniósł do auta. Ruszyliśmy do szpitala. Szybko dotarliśmy na miejsce.
*Charles*
Kazano mi zostać w poczekalni. Chodziłem od ściany do ściany. Niedługo później do holu wbiegło całe One Direction.
-I co z nią?- spytał Harry.
-Jeszcze nic nie wiem.
Wtedy do pomieszczenia weszła pielęgniarka. Miała dziwną minę. Zacząłem się martwić.
-Który z panów jest ojcem?-spytała poważnie
-Ja. -podniosłem rękę
-Został pan ojcem dwóch zdrowych dziewczynek.
-Dwóch?!
-Bliźniaki.-powiedziała kobieta
-A co z nią? Co z Sally?
-Tu niestety nie ma dobrych informacji...
-Nie, nie, nie... - zacząłem powtarzać w kółko
-Pańska narzeczona nie żyje. Jej serce nie wytrzymało. Nie udało nam się jej uratować.
Padłem na kolana. Płakałem już dawno. Sally, Sally moja kochana.
-NIE!
Moją rozpacz słyszało chyba pół szpitala. Widziałem, że chłopcy też płaczą. Podszedł do mnie Zayn.
-Musisz byś silny.
-Nie, nie, nie...
-Masz dwie córki. Musisz im powiedzieć o tym jak cudowna była ich matka. Bądź silny dla nich. Będą cię potrzebowały. Chłopcy już zawiadomili wszystkich. Źle to przyjęli. Im też jesteś potrzebny.
Wstałem z podłogi i przytuliłem się do Zayna.
-Mogę iść ją zobaczyć?-spytałem pielęgniarkę.
-Tak, proszę za mną.
Kobieta zaprowadziła mnie do sali w której leżała ona. Miłość mojego życia. Matka dzieci, które tak właściwie są sierotami. Nie jestem ich biologicznym ojcem. Będę je kochał jak własne i dobrze wychowam.
-Oh, ukochana. Czemu mi to robisz?-rozpaczałem.-Kochałem cię, kocham i zawsze kochać będę.
Pocałowałem Sally po raz ostatni i wyszedłem z sali. Pielęgniarka zaprowadziła mnie do córek.
-Jakie imiona pan dla nich wybierze?
-Ever i Another.
-Nietypowe imiona.
-Nie pochodzę z Polski.
-Oh. Mogę pana poprosić o podpis?
-Tak.-podpisałem nie patrząc na kobietę. Przyglądałem się moim córkom. Były cudowne. Malutkie, ale śliczne. Takie delikatne. Moje małe aniołki. Zajmę się wami. Gdy wreszcie napatrzyłem się na córki wróciłem do 1D. Cały czas płakali więc ja też zacząłem. Nie to żebym nie rozpaczał. W środku rozrywało mnie na strzępy, ale przez wiele lat nie okazywałem uczuć, a po za tym w bazie ciągle ktoś umierał. Podszedłem do Harr'ego i spytałem:
-Zostaniesz ojcem chrzestnym Ever?
Zrobiłem to bo wiedziałem, że kochał Sal.
-Tak. Zostanę.
Wróciliśmy do bazy. Zapłakana Olivia od razu wpadła mi w ramiona. Długo płakaliśmy. Nigdy nie widziałem tak zrozpaczonych ludzi jak oni. To miał być koniec tego o co do tej pory walczyliśmy.
Tak mamy skończyć? Nie mogę zostawić tych dzieci na pastwę losu. Zajmę się nimi tak jak swoimi własnymi. Zostaniemy tutaj, we Wrocławiu. Zapiszę dzieci do najbliższej szkoły. Pozwolę im normalnie żyć. Tak to będzie najlepsze rozwiązanie.

piątek, 28 lutego 2014

Hej! Ktosiu który to właśnie czytasz. Tak, do Ciebie mówię.

Hej wszystkim. Więc tak to jest chyba pierwsza taka notka na tym blogu.  Chciałam tylko powiedzieć, że jeśli już czytasz rozdział to skomentuj go. Nie chcę być jak inni i zmuszać was do tego pod groźbą, że nie dodam nowego rozdziału. Nie jestem taka. Chcę tylko powiedzieć, że byłoby mi miło gdybym wiedziała, że ktoś to czyta. No i jeśli macie jakieś pytania to piszcie w kom. Zawsze je czytam :)

czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział dwudziesty drugi, czyli pierścionek na lotnisku.

- Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
Dziewczyna trzepnęła głową i spytała:
-Czemu mnie trzymacie?

*miesiąc później*
*Charles*
Sally wróciła. Przejęła prowadzenie razem ze mną. Dzisiaj ma przyjechać do nas One Direction na dalsze szkolenie. Potrzebujemy ich. Ostatnio dołączyło do nas kilkoro dzieci. Trzech chłopców w wieku 15 lat i osiem dziewczyn w wieku od 7 do 14 lat. Teraz w bazie jest nas czterdzieści osób. Powiększyliśmy bazę we Wrocławiu i teraz mieszkamy tam wszyscy. Są pokoje jedno i dwu osobowe. Chłopcy z 1D mają swoją własną bazę oddaloną o niecałe 500 metrów od naszej. Dzięki temu będziemy mieli ich pod kontrolą, a oni będą mieli własny kąt. Wszystko byłoby cudownie gdyby nie ciąża mojej ukochanej. Ach, właśnie zapomniałem powiedzieć. Jesteśmy oficjalnie zaręczeni. Ja i Sally. Kupiłem jej pierścionek z topazem. Wiem, że uwielbia niebieski. Postanowiłem wychować dziecko mimo, że nie jest moje. Wszyscy wspieramy Sal w tym trudnym momencie. Gdy przyjedzie One Direction Sally będzie uczyła ich rozbrajania zamków i zabezpieczeń, łamania kodów i różnych tego typu. Normalnie uczyłaby ich samoobrony, ataku lub robiła z nimi ćwiczenia ogólno-usprawniające, ale cóż. To już dwudziesty drugi tydzień. Jeszcze tylko czternaście i będę ojcem. Zastanawialiśmy się ostatnio nad imieniem dla malucha. Jeśli będzie to chłopiec nazwiemy go Jeremi, a jeśli dziewczynka to Nathalie. Nie podobało nam się żadne polskie imię. Chociaż Natalia nie było złe, ale Sal powiedziała, że nie chce by imię jej córki kończyło się na a. Tak więc teraz czekamy na lotnisku, na prywatny samolot One Direction. Ma wylądować za dwie minuty.
-Charles, idę do łazienki.
-Dobrze, ale weź z sobą Olivię.
-Okej.-powiedziała i poszła z dziewczyną w stronę toalet.
Patrzyłem w stronę gdzie zniknęły w tłumie gdy usłyszałem, że dzieci krzyczą w euforii. Odwróciłem się i zobaczyłem piątkę chłopaków okrążoną przez maluchy.
-Charlie, a kto to jest?- spytała mnie swoim słodkim głosikiem malutka Maggie. Była wystraszona tak bardzo, że nie chciała puścić moich nóg.
-To są tacy panowie którzy nam często pomagają, ale jeszcze mało umieją. Przyjeżdżają do nas raz na jakiś czas i my ich wtedy uczymy. Są bardzo mili. Zobaczysz polubisz ich. I wiesz co?
-Co?
-Harry, to ten z takimi fajnymi lokami. Niall to ten w blond włosach. Ten z czarnymi włosami to Zayn. Szatyn z krótkimi włosami to Liam, a ten ostatni to Louis. Myślę, że Harry bardzo Cię polubi idź do niego.
-Dobrze, Charlie.
Już przywykłem do tego, że większość osób mówi do mnie Charlie, a nie Charles. Tak było łatwiej.
Po chwili podszedł do mnie Liam.
-Siema, stary.-powiedział
-Hej młody!-odpowiedialem po czym przytuliłem chłopaka i poklepałem go po plecach?
-Gdzie masz dziewczynę?-spytał.
Odkaszlnąłem.
-Chciałeś powiedzieć narzyczoną. W toalecie.
-Och... Gratulacje. Czemu nic nie mówiłeś?
-Sally nie chciała. Jej życzenie jest moim rozkazem. Kocham ją najbardziej na świecie.
-A jak tam dziecko? Wszystko z nim dobrze?
-Tak. Jest bardzo dobrze. Sal już chyba pogodziła się z tym że będzie matką. Dziecko rośnie jak na drożdżach, a to dopiero połowa piątego miesiąca. Poprosiliśmy lekarza, żeby nie zdradzał nam szczegółów.
-Charles! -Louis rzucił się na mnie.- Tyle czasu, brachu! Jak tam? Co u Sally? Gdzie ona jest? Miała tu być. Nie mów, że już urodziła.
-Spokojnie Lou. Sal jest w toalecie zaraz wróci. Liam opowie Ci resztę. Ja muszę ogarnąć dzieci bo Harry, Zayn i Niall zostali z tymi małpkami sami.-powiedziałem i poszedłem w stronę zbiegowiska.
Gdy większość dzieci zachowywała się już w miarę cywilizowanie, ja walczyłem z małą Maggie, która za nic nie chciała puścić Harr'ego.
-Wcześniej nawet nie chciała do ciebie podejść.-powiedziałem
-Maggie puść Hazzę. Daj mu odpocząć.- usłyszałem aksamitny głos mojej ukochanej.
-Dobrze Sally.-moja narzyczoną miała większy posłuch wśród dzieci niż ja
-SALLY!!!- krzyknęli chłopcy
-Ej, ale pojedyńczo.-ostrzegła dziewczyna- Muszę jeszcze pożyć.
Wszyscy chłopcy po kolei podeszli do niej się przywitać.
-No widzę, że Charlie miał rację mówiąc, że dziecko rośnie jak na drożdżach.-powiedział Liam.- Właśnie Sal pokaż swój pierścionek.
-Jaki poerścionek? Czy my o czymś nie wiemy, Liam?-spytał zdziwiony Harry.
-Och, myślałem że wiecie. Mogę im powiedzieć?-zwrócił się do nas
-Tak, jasne.
-Nie uwierzycie...
-No mów rzesz.-Loui zaczął się denerwować
-Sally i Charles są zaręczeni.
I zaczęły się gratulacje. Wszyscy po kolei nam gratulowali. Widziałem, że moja ukochana jest już zmęczona. Pokierowałem grupę do naszego autobusu. Wysadziłem 1D pod ich bazą.
-Za godzinę w naszej bazie.-powiedziałem na pożegnanie i pojechaliśmy do nas.