-O czymś co dawno temu zostało zabronione w jednostce, o czymś co nie powinno powrócić, o czymś strasznym i bolesnym, o...
*Harry*
...o przemocy wobec podopiecznych. Jeśli nie dajesz sobie z czymś rady, biją Cie tak długo dopóki nie powiesz, ze to zrobisz. Zniosłam to kilka lat temu. Zawarliśmy umowę. Jeśli oni pierwsi nie dotrzymają danego słowa, ja przejmuję oddział dziecięcy , a oni wylatują z pracy... Dobra chodźcie idziemy odebrać im bliźniaczki i resztę dzieciaków.
-Sally... a czego ty nie możesz zrobić? Umowa ma dwie strony. Ty też masz jakiś zakaz, coś czego nie możesz zrobić bo jeśli to zrobisz to...coś. Powiesz nam co to jest?-powiedział Liam
Dziewczyna zatrzymała się w pół kroku. Zgarbiła się i schyliła głowę. Na podłogę spadła łza. Jednak szybko zorientowała się co robi i nadal stojąc do nas tyłem powiedziała ocierając łzy:
-Ta umowa była jednostronna. Ja nie mam żadnych ograniczeń. Jestem wolna i niezależna. Nikt mi nie rozkazuje. Mogę się słuchać szefa ale nie muszę. Mogę pracować na własną rękę. Mogę nawet odejść. Wystarczy, że wyjmę chip. Jestem jedna z tych osób które po wyjęciu karty będą mogły dalej NORMALNIE żyć, których nie kontrolują inni ludzie. Na początku gdy byłam nieposłuszna dostawałam drewniana linijką po dłoniach z wiekiem kary stawały się coraz straszniejsze. Byłam bita, maltretowana, moja psychika była wystawiana na próbę, to samo było z siłą woli. Do tej pory mam blizny po niektórych próbach.-powiedziała i pokazała nam blizny na nadgarstku.-Te są po tym jak rozgrzanym do czerwoności prętem miałam wypalane pręgi na skórze. Nie pomagało to, ze tak strasznie się darłam to, że prosiłam, błagałam. Gdy udało mi się to znieść wszyscy stali się szczęśliwsi.Oprócz mnie bo...dobra nieważne. Teraz gdy do tego powrócono moim obowiązkiem jest przejąć oddział. Dobra koniec tego gadania. Bierzemy dupy w troki i idziemy. Wyszliśmy z domu i pobiegliśmy za Sally która biegła w stronę parkingu znajdującego się kilkaset metrów dalej. Podeszła do tego auta i powiedziała otwierając drzwi tego cacka:
-Wsiadajcie. Będziemy długo jechać. Wszystkie potrzebne rzeczy znajdziecie pod siedzeniami. Możecie się przespać. Nie zaglądajcie tylko do mojego zagłówka. A zresztą tam jest kod więc nie macie szans na otworzenie go.
Wsiedliśmy do auta. Sally wyjęła coś ze swojego zagłówka po czym wzięła to do ust i popiła wodą. Jej źrenice się rozszerzyły, usta nabrały mocno czerwonego koloru.Dziewczyna podała nam butelkę z woda.
-Każdy z was musi wypić przynajmniej jeden łyk. To jest dobre więc się nie krepujcie. Mam tego więcej.
-To zwykła woda.-powiedziałem.
-Chciałbyś żeby to była woda.-powiedziała gdy wziąłem pierwszy łyk z butelki.- Jak smakuje?
-Jak ciasto mojej mamy. Pyszne.
-Louis?-zwróciła się do chłopaka który właśnie przyssał się do butelki
-Marchewka.-powiedział gdy odczepił się od napoju
-Zayn?
-Kurczak ;)
-Liam?
-Nie ma smaku
-Ojojoj... to źle ale dobra o tyk kiedy indziej
-Niall?
-Sok jabłkowy-powiedział i nic więcej nie pamiętam bo zasnąłem tak jak reszta nie licząc Sally i Liam'a...
*Liam*
-Bierzesz na stałe jakieś leki?-spytała się mnie dziewczyna
-Nie. A czemu pytasz?
-To źle, cholernie źle.To oznacza, że albo masz bardzo silny organizm albo jesteś lub byłeś jednym z nas. Czy twoi rodzicie szczepili Cię lub uodparniali na środki nasenne?
-Z czego mi wiadomo to nie. O czym ty mówisz? Nie rozumiem. Jak to jednym z was?
-W tej wodzie był środek po którym zasypiasz dopóki nie dostaniesz "odtrutki". Jeśli jednak przed wypiciem tego weźmiesz odtrutkę to działo to jak napój energetyczny tylko mocniej. Nie czujesz tego smaku. Każdemu smakuje to inaczej.
-A mogę wiedzieć czemu uśpiłaś chłopaków?
-Po pierwsze dlatego, że będziemy długo jechać bez postoju, a po drugie nie powinni wiedzieć gdzie znajduje się agencja. Ty się dowiesz choć nie powinieneś.
Jechaliśmy już dobre osiem godzin. Chłopaki nadal spali. Bardzo dobrze rozmawiało mi się z Sally. Mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów. Dowiedziałem się, że dziewczyna nie ma pojęcia o rzeczach takich jak imprezy, znajomi czy seks. Wolałem jej tego nie uświadamiać. I ona ma osiemnaście lat. Chciałem wyciągnąć z niej info czego nie może zrobić by nie złamać umowy, jednak gdy tylko schodziłem na ten temat zaczynała milczeć. Po którymś z kolei pytaniu o umowę nie wytrzymała i powiedziała:
-Nie dasz mi spokoju, co?
-Nie masz ze mną szans.
-Nie mogę się zakochać. To jest warunek. Nie mogę nikogo pokochać całym sercem. Nie mogę się zauroczyć. Znaczy do tej pory nie mogłam, a ponieważ oni złamali umowę to mnie ona już tez nie obowiązuje. Nareszcie.
-Ale jak to nie mogłaś się zakochać? Przecież tego się nie kontroluje. To samo przychodzi.
-Ale źle zrozumiałeś. Mi nie wolno było okazywać uczuć. Miałam być człowiekiem-robotem. Miałam być najlepsza, miałam nie znać litości. To było straszne. Dobra wysiadamy. Masz daj to chłopakom.-powiedziała po czym podała mio dwie tabletki. Podeszła do Louisa i wsadziła mu jedną taką do buzi. Połknął i od razu się obudził. To samo było z pozostałymi. Gdy wysiedliśmy z auta byliśmy na totalnym pustkowiu...
piątek, 29 marca 2013
sobota, 23 marca 2013
Rozdział trzeci, czyli kim oni są?
Tak zrobiliśmy i po chwili staliśmy w ...
... największym laboratorium jakie w życiu widziałem. Zanim się zorientowaliśmy byliśmy zamknięci razem z Sally w tym pomieszczeniu.
-Nikt stąd nie wyjdzie, dopóki nie skończę. Wejdzie tu Olivia. Tylko wy możecie nam pomóc. Więc zacznę od początku. W roku 1996 zostałam podrzucona pod główną bazę tajnych agentów z karteczką na której było napisane:" 04.09.96r. Ma na imię Sally". Miałam trafić do domu dziecka, lecz szef nie miał serca i zaopiekował się mną. Od zawsze byłam wysportowana, szybko zaczęłam sama chodzić, biegać, skakać. Nie potrafili się mną opiekować wiec przenieśli mnie do bazy w której trenowali i byli wychowywani chłopcy. Na początku czułam się trochę niezręcznie bo byłam inna, ale z czasem przyzwyczaiłam się. Byłam drobniejsza od innych, ale to nie znaczy słabsza. Wiele razy walczyłam z większymi od siebie i zawsze wygrywałam. Mimo, że byłam dziewczyną, że byłam mniejsza, drobniejsza według wielu-gorsza, wygrywałam. Miałam nie wyparzony język. Dlatego w ciągu krótkiego czasu zdobyłam opinię niezniszczalnej. Ale już nie byłam jedyną dziewczyną. Doszła do nas Olivia. Musiałam się nią zająć. Ja miałam 13 lat, ona zaledwie 8. Nie mogła się przyzwyczaić, że żyje wśród samych chłopaków. Byłam dla niej wielką podporą. Jednak szybko pokazano jej, mimo moich starań, że żeby tu przeżyć nie wolno znać litości. Olivia nie jest brutalna. jest jak... Bajka z atomówek. Woli załatwiać problemy nie używając przemocy. Później gdy miałam 17 lat do bazy przyprowadzono dwie 4 letnie bliźniaczki Meggy i Ashley. Z czego wiem zostały zabrane porywaczom, ale nikt się do nich nie przyznał. Misją Olivii jest odnalezienie rodziców bliźniaczek. Minął już ponad rok a one nadal muszą żyć same. Bałam się je zostawić, ale obiecałam sobie w duchu, że wśród misji które dostaję, odnajdę ich dom. Ten w którym się urodziły i przez jakiś czas żyły. Louis! Co się stało?!-dziewczyna zwróciła naszą uwagę na Louisa
-Dwa i pół roku temu sprzed naszego domu porwano bliźniaczki, moje małe siostrzyczki. Do tej pory nie zostały odnalezione. Straciliśmy nadzieję na ich odnalezienie. Nazywały się Meggy i Ashley. Były niebieskookimi blondynkami.-Louis zaczął płakać
-Rysopis się zgadza. Muszę porozmawiać z Olivią. Louis bardzo możliwe, że je odzyskacie, ale one już chyba zaczęły szkolenie. Nie muszą go kończyć, a w takiej sytuacji wręcz nie powinny. On na pewno są już uodpornione na parę rzeczy. Będą bardziej wysportowane niż inne dziewczynki w ich wieku, ale to chyba nie będzie wam przeszkadzać?
-Nic nie będzie nam przeszkadzać. My chcemy je z powrotem.
-Da się załatwić. Jezu... Olivia będzie się jarać jak pochodnia. Jej pierwsza misja i od razu udana. Na dodatek pomoże mi w moim zadaniu. Będę musiała poszukać gaśnicy.
W tej chwili w jednej za ścian otworzyło się wejście i wyszła z niego piękna dziewczynka, Olivia jak mniemam.
-Olivia, kochanie... Mam dobre wiadomości. Po pierwsze znalazłam człowieka który jest bratem bliźniaczek. Zabierze je do domu. Po drugie możesz mi pomóc w misji... Oli co się dzieje? Czemu jesteś smutna? Mów co się stało!
-Sally... Przykro mi... Charles... Porwali go...Nie wiemy gdzie jest ani co się z nim dzieje... Wyjęli mu chip... Michael... Zdradził nas... Dołączył się do Bruks'ów ... Kim oni są?!
-To jest One Direction. Muszę ich pilnować. Louis ten w paskach jest bratem Meg i Ash. Powiedz mi, bejb czy ten debil Charles...poszedł na misję przeciw Bruks'om mimo tego, że surowo mu tego zabroniono, ze względu na jego stan psychiczny i fizyczny?!-Sally była wściekła
-Tak, zrobił to.
-Możemy się dowiedzieć o co chodzi?-spytałem
-Charles to chłopak z naszej jednostki. Jest trzy lata starszy ode mnie. Jego rodzinę na jego oczach zabili Ci sami ludzie co porwali bliźniaczki. Ci ludzie to Bruks'i. Mimo, że oni są w więzieniu, to założyli swój gang i porywają dzieci, głównie dla okupu. Charles uciekł od nich. Udało mu się. Ale żyje z poczuciem winy, że to przez niego gang istnieje. Co nie jest prawdą. Ma uraz psychiczny po śmierci rodziny. Dostał zakaz przyjmowania misji dotyczących Bruks'ów. Charles był dla mnie jak brat, pomógł mi przez pierwsze dni w jednostce i był moim współlokatorem. Teraz oddał się jednemu z najgroźniejszych gangów świata. Michael to debil który nas zdradził. Stąd gang wie gdzie mamy ukryty chip. Nasza przenośna pamięć, GPS, komunikator i parę innych gadżetów. Bez tego jesteśmy tylko silnymi masami,które nie wiedzą praktycznie nic. Zawartość chipa można odczytać mając specjalne urządzenie. Michael niestety takie posiada. On chce zniszczyć pewną osobę. Nienawidzi jej, bo zabrała mu Charle'sa. Tak, Michael jest homoseksualny. Zakochał się w Charle'sie. Dlatego chce zranić osobę dla której Char jest ważny. Chce ZNISZCZYĆ konkurencję.
-Ale o kim w tej chwili mówisz? Kto zabrał Michael'owi, Charles'a?
-Nikt ważny... Chodźcie nie przejmujcie się tym poradzimy sobie z Olivią. /musimy odzyskać bliźniaczki i przyprowadzić je tu. Wtedy skończymy oglądanie domu. Olivia? Idziesz z nami czy chcesz zostać?
-Powinnam wracać do bazy, ale nie chcę. Znowu do tego wrócili.
-Jak to... Przecież zabroniono tego.
-O czym wy mówicie?-spytał Harry
-O czymś co dawno temu zostało zabronione w jednostce, o czymś co nie powinno powrócić, o czymś strasznym i bolesnym, o...
... największym laboratorium jakie w życiu widziałem. Zanim się zorientowaliśmy byliśmy zamknięci razem z Sally w tym pomieszczeniu.
-Nikt stąd nie wyjdzie, dopóki nie skończę. Wejdzie tu Olivia. Tylko wy możecie nam pomóc. Więc zacznę od początku. W roku 1996 zostałam podrzucona pod główną bazę tajnych agentów z karteczką na której było napisane:" 04.09.96r. Ma na imię Sally". Miałam trafić do domu dziecka, lecz szef nie miał serca i zaopiekował się mną. Od zawsze byłam wysportowana, szybko zaczęłam sama chodzić, biegać, skakać. Nie potrafili się mną opiekować wiec przenieśli mnie do bazy w której trenowali i byli wychowywani chłopcy. Na początku czułam się trochę niezręcznie bo byłam inna, ale z czasem przyzwyczaiłam się. Byłam drobniejsza od innych, ale to nie znaczy słabsza. Wiele razy walczyłam z większymi od siebie i zawsze wygrywałam. Mimo, że byłam dziewczyną, że byłam mniejsza, drobniejsza według wielu-gorsza, wygrywałam. Miałam nie wyparzony język. Dlatego w ciągu krótkiego czasu zdobyłam opinię niezniszczalnej. Ale już nie byłam jedyną dziewczyną. Doszła do nas Olivia. Musiałam się nią zająć. Ja miałam 13 lat, ona zaledwie 8. Nie mogła się przyzwyczaić, że żyje wśród samych chłopaków. Byłam dla niej wielką podporą. Jednak szybko pokazano jej, mimo moich starań, że żeby tu przeżyć nie wolno znać litości. Olivia nie jest brutalna. jest jak... Bajka z atomówek. Woli załatwiać problemy nie używając przemocy. Później gdy miałam 17 lat do bazy przyprowadzono dwie 4 letnie bliźniaczki Meggy i Ashley. Z czego wiem zostały zabrane porywaczom, ale nikt się do nich nie przyznał. Misją Olivii jest odnalezienie rodziców bliźniaczek. Minął już ponad rok a one nadal muszą żyć same. Bałam się je zostawić, ale obiecałam sobie w duchu, że wśród misji które dostaję, odnajdę ich dom. Ten w którym się urodziły i przez jakiś czas żyły. Louis! Co się stało?!-dziewczyna zwróciła naszą uwagę na Louisa
-Dwa i pół roku temu sprzed naszego domu porwano bliźniaczki, moje małe siostrzyczki. Do tej pory nie zostały odnalezione. Straciliśmy nadzieję na ich odnalezienie. Nazywały się Meggy i Ashley. Były niebieskookimi blondynkami.-Louis zaczął płakać
-Rysopis się zgadza. Muszę porozmawiać z Olivią. Louis bardzo możliwe, że je odzyskacie, ale one już chyba zaczęły szkolenie. Nie muszą go kończyć, a w takiej sytuacji wręcz nie powinny. On na pewno są już uodpornione na parę rzeczy. Będą bardziej wysportowane niż inne dziewczynki w ich wieku, ale to chyba nie będzie wam przeszkadzać?
-Nic nie będzie nam przeszkadzać. My chcemy je z powrotem.
-Da się załatwić. Jezu... Olivia będzie się jarać jak pochodnia. Jej pierwsza misja i od razu udana. Na dodatek pomoże mi w moim zadaniu. Będę musiała poszukać gaśnicy.
W tej chwili w jednej za ścian otworzyło się wejście i wyszła z niego piękna dziewczynka, Olivia jak mniemam.
-Olivia, kochanie... Mam dobre wiadomości. Po pierwsze znalazłam człowieka który jest bratem bliźniaczek. Zabierze je do domu. Po drugie możesz mi pomóc w misji... Oli co się dzieje? Czemu jesteś smutna? Mów co się stało!
-Sally... Przykro mi... Charles... Porwali go...Nie wiemy gdzie jest ani co się z nim dzieje... Wyjęli mu chip... Michael... Zdradził nas... Dołączył się do Bruks'ów ... Kim oni są?!
-To jest One Direction. Muszę ich pilnować. Louis ten w paskach jest bratem Meg i Ash. Powiedz mi, bejb czy ten debil Charles...poszedł na misję przeciw Bruks'om mimo tego, że surowo mu tego zabroniono, ze względu na jego stan psychiczny i fizyczny?!-Sally była wściekła
-Tak, zrobił to.
-Możemy się dowiedzieć o co chodzi?-spytałem
-Charles to chłopak z naszej jednostki. Jest trzy lata starszy ode mnie. Jego rodzinę na jego oczach zabili Ci sami ludzie co porwali bliźniaczki. Ci ludzie to Bruks'i. Mimo, że oni są w więzieniu, to założyli swój gang i porywają dzieci, głównie dla okupu. Charles uciekł od nich. Udało mu się. Ale żyje z poczuciem winy, że to przez niego gang istnieje. Co nie jest prawdą. Ma uraz psychiczny po śmierci rodziny. Dostał zakaz przyjmowania misji dotyczących Bruks'ów. Charles był dla mnie jak brat, pomógł mi przez pierwsze dni w jednostce i był moim współlokatorem. Teraz oddał się jednemu z najgroźniejszych gangów świata. Michael to debil który nas zdradził. Stąd gang wie gdzie mamy ukryty chip. Nasza przenośna pamięć, GPS, komunikator i parę innych gadżetów. Bez tego jesteśmy tylko silnymi masami,które nie wiedzą praktycznie nic. Zawartość chipa można odczytać mając specjalne urządzenie. Michael niestety takie posiada. On chce zniszczyć pewną osobę. Nienawidzi jej, bo zabrała mu Charle'sa. Tak, Michael jest homoseksualny. Zakochał się w Charle'sie. Dlatego chce zranić osobę dla której Char jest ważny. Chce ZNISZCZYĆ konkurencję.
-Ale o kim w tej chwili mówisz? Kto zabrał Michael'owi, Charles'a?
-Nikt ważny... Chodźcie nie przejmujcie się tym poradzimy sobie z Olivią. /musimy odzyskać bliźniaczki i przyprowadzić je tu. Wtedy skończymy oglądanie domu. Olivia? Idziesz z nami czy chcesz zostać?
-Powinnam wracać do bazy, ale nie chcę. Znowu do tego wrócili.
-Jak to... Przecież zabroniono tego.
-O czym wy mówicie?-spytał Harry
-O czymś co dawno temu zostało zabronione w jednostce, o czymś co nie powinno powrócić, o czymś strasznym i bolesnym, o...
czwartek, 21 marca 2013
Rozdział drugi, czyli co ty tu do cholery robisz?
Zdjęliśmy mu kaptur i...
*Zayn*
...całej naszej trójce opadły szczęki. Przed nami na łóżku, leżała piękna dziewczyna o oczach koloru chmury burzowej. Zdjęliśmy jej bluzę, w kieszeni której znaleźliśmy legitymację CIA.W tej chwili do pokoju weszli Liam i Niall. Ze zdziwieniem popatrzyli na dziewczynę.
-Tajna, dziecięca, agentka Sally. Lat...który dzisiaj mamy 04.09 czyli już...18. Wszystkiego najlepszego.-powiedział Loui po chwili zastanowienia- To musi być jej baza.
Spojrzeliśmy na dziewczynę. Wyglądała jak normalna nastolatka. Chociaż nie, w oczach nastolatki nie widać tego smutku, bólu, żalu, upokorzenia tej rozpaczy, czegoś jeszcze... czegoś w rodzaju dzikości. Jej kasztanowe (nie znam się na kolorach włosów :P ), długie do kolan, falowane włosy, ukrywały broń schowaną za paskiem. Dziewczyna patrzyła w zupełnie inną stronę, Patrzyła przez okno swojej sypialni.
-Popatrz na mnie.-poprosił spokojnie Liam. Nic. Zero reakcji.
-Co ty tu do cholery robisz?!-krzyknąłem- Śledzisz nas?!
-Zayn! Nie krzycz, to tylko pogarsza sprawę.- powiedział Liam
Wtedy Harry podszedł do dziewczyny i szepnął jej coś na ucho. Spojrzała na niego tak smutnym wzrokiem, że aż mi się jej żal zrobiło, a Hazzie po policzku spłynęła łza.
-Tak myślałem.-szepnął-Obiecuję Ci to. Naprawdę.-powiedział już na głos.
-No dobrze...-powiedziała cicho po czym westchnęła- Nazywam się Sally 001960904. Jestem tajną,dziecięcą agentką CIA. Nie znam moich rodziców. Nie mam żadnej rodziny. Jako tygodniowe niemowlę zostałam porzucona pod drzwiami agencji. Tam się wychowałam i mieszkałam. Kilka dni temu wprowadziłam się tutaj. Do jednej z najlepszych a zarazem największych baz w tym mieście. Jest też najlepiej chroniona. Wygląda jak hotel ale pokoje które są zamknięte to różne pomieszczenia z zawartością chronioną. Chodzę do szkoły. Moją teraźniejszą misją jest chronienie jakiegoś tam brytyjsko-irlandzkiego zespołu One Dire... coś tam. Kolejne rozkapryszone gwiazdki pff... Na początku znajomości jestem nieśmiała, lecz z czasem rosną mi coraz większe rogi. Nie lubię opowiadać o sobie. Uważam, że w moim życiu nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Teraz wasza kolej. Co tu robicie? Kim jesteście? Czemu mówicie po angielsku? Czemu mnie skrępowaliście?-dopiero teraz uświadomiłem sobie, że do tej pory nie rozwiązaliśmy dziewczyny.
-Och, już Cię rozwiązuję. Więc tak One Direction to my. Ja jestem Zayn, ten którego kopnęłaś w czułe miejsce to Niall, ten lokowaty to Harry, ten w paski to Louis, i został ostatni- Liam. Wystraszyła nas gałąź która kilka dni temu została złamana właśnie pod tym drzewem. To ty nam dzisiaj usiekłaś. Jak ty to zrobiłaś. To było niesamowite. Silna jesteś jak na nastolatkę.
-To normalne u dzieci które są tajnymi agentami. Od małego jesteśmy do takich rzeczy szkoleni i trenowani. Musimy umieć posługiwać się bronią, gadżetami czy najnowszymi technologiami. To jest straszne. Ja już jestem dorosła więc mam to szczęście, że nie muszę stawiać się na szczepieniach... Biedne dziewczynki. Ach...Wy nie wiecie o co chodzi. Już wam to tłumaczę. W agencji zostało kilka dziewczynek które były dla mnie jak siostry, jednak są za młode na jakiekolwiek misje. Chociaż z czego wiem Olivia jutro ma mieć pierwszą misję. Ale dopóki są pod "opieką" mojego jakże kochanego szefa-powiedziała z ironią-są uodporniane na wszystko oprócz kokainy i najsilniejszych środków przeciwbólowych. Ja ponieważ "uciekłam" nie zostałam uodporniona jeszcze na viagrę ale młode już niestety są. Niestety dlatego, że niektóre z tych szczepień są na prawdę bolesne a trenerzy nie znają litości. Codziennie 8 godzin treningu. Chodźcie oprowadzę was po moim domu.-powiedziała po czym wstała i wyszła z pokoju biorąc z szufladki pęk kluczy.-Chodźcie zaczniemy o piwnic.
-Tu są piwnice?!-spytał zdziwiony Liam
-Jasne, że są. Tylko ukryte i zamknięte.-odpowiedziała dziewczyna po czym odsunęła dywan leżący w przedpokoju. Nie zauważyłem nic co mogłoby mnie zainteresować jednak dziewczyna złapała jeden z kilkudziesięciu kluczy i wsunęła go w małą dziurę w jednej z desek. Przekręciła go delikatnie i wstała. Po chwili klapa sama się otworzyła. Zajrzeliśmy do środka. Zawiało chłodem. Był tylko jeden problem nie było żadnych schodów ani drabinki.
-I co teraz?-spytał Niall
-No jak to co?-Sally nie rozumiała naszych obaw.-Skaczemy. Kto pierwszy?
Popatrzyliśmy na nią jak na kosmitę. Nie zwróciła na to uwagi tylko podeszła do chłopaka który stał najbliżej przejścia i wepchnęła go do środka. Biedny Louis.
-Aaaaaaaaaaaaa! WOW! Chłopaki musicie tu wejść tu jest bosko i nie bójcie się na końcu jest materac.-wrzeszczał podekscytowany Louis
-Teraz ja.-powiedziała dziewczyna i spokojnie wskoczyła do dziury robiąc przy tym salto do przodu. Ona się nie darła. Widocznie była przyzwyczajona. Później wskoczył Harry, Liam, Niall i na końcu ja. Darłem się chyba najgłośniej ze wszystkich. Gdy wylądowałem oczy mało nie wyszły mi z orbit. Stałem w sali z bronią i gadżetami. Poszliśmy wgłąb korytarza. pierwsza sala była salą do nauki strzelania do celu. W drugiej była kotłownia. Sally pokazała nam, że mamy iść za nią. Jej było najłatwiej z nas wszystkich bo była najdrobniejsza i najbardziej rozciągnięta przez co przechodzenie między rurami, tłokami i innymi tego typu było dla niej błahostką. Gdy w końcu doszliśmy do końca kotłowni zobaczyliśmy ścianę. Byliśmy zdziwieni i nie wiedzieliśmy po co nas tu przyprowadziła. Dziewczyna wyjęła z kieszeni składany scyzoryk i przecięła sobie skórę na palcu.
-Co ty żeś zrobiła?! Chodź wracamy trzeba to opatrzyć.-Harry chyba nie zrozumiał, że następne pomieszczenie które będziemy oglądać wymaga ofiary. Dziewczyna nawet nie zareagowała, a gdy chłopak złapał ją za nadgarstek warknęła(bez skojarzeń, proszę) na niego. Odsunął się przerażony. Dziewczyna patrzyła na krew wypływającą z rany. Przyłożyła skaleczenie do skały i po chwili w ścianie otworzył się długi ciemny korytarz. Weszła do niego po czym usłyszeliśmy zgrzyt klucza w zamku. Dziewczyna wyszła i powiedziała, że możemy iść za nią. Tak zrobiliśmy i po chwili staliśmy w...
*Zayn*
...całej naszej trójce opadły szczęki. Przed nami na łóżku, leżała piękna dziewczyna o oczach koloru chmury burzowej. Zdjęliśmy jej bluzę, w kieszeni której znaleźliśmy legitymację CIA.W tej chwili do pokoju weszli Liam i Niall. Ze zdziwieniem popatrzyli na dziewczynę.
-Tajna, dziecięca, agentka Sally. Lat...który dzisiaj mamy 04.09 czyli już...18. Wszystkiego najlepszego.-powiedział Loui po chwili zastanowienia- To musi być jej baza.
Spojrzeliśmy na dziewczynę. Wyglądała jak normalna nastolatka. Chociaż nie, w oczach nastolatki nie widać tego smutku, bólu, żalu, upokorzenia tej rozpaczy, czegoś jeszcze... czegoś w rodzaju dzikości. Jej kasztanowe (nie znam się na kolorach włosów :P ), długie do kolan, falowane włosy, ukrywały broń schowaną za paskiem. Dziewczyna patrzyła w zupełnie inną stronę, Patrzyła przez okno swojej sypialni.
-Popatrz na mnie.-poprosił spokojnie Liam. Nic. Zero reakcji.
-Co ty tu do cholery robisz?!-krzyknąłem- Śledzisz nas?!
-Zayn! Nie krzycz, to tylko pogarsza sprawę.- powiedział Liam
Wtedy Harry podszedł do dziewczyny i szepnął jej coś na ucho. Spojrzała na niego tak smutnym wzrokiem, że aż mi się jej żal zrobiło, a Hazzie po policzku spłynęła łza.
-Tak myślałem.-szepnął-Obiecuję Ci to. Naprawdę.-powiedział już na głos.
-No dobrze...-powiedziała cicho po czym westchnęła- Nazywam się Sally 001960904. Jestem tajną,dziecięcą agentką CIA. Nie znam moich rodziców. Nie mam żadnej rodziny. Jako tygodniowe niemowlę zostałam porzucona pod drzwiami agencji. Tam się wychowałam i mieszkałam. Kilka dni temu wprowadziłam się tutaj. Do jednej z najlepszych a zarazem największych baz w tym mieście. Jest też najlepiej chroniona. Wygląda jak hotel ale pokoje które są zamknięte to różne pomieszczenia z zawartością chronioną. Chodzę do szkoły. Moją teraźniejszą misją jest chronienie jakiegoś tam brytyjsko-irlandzkiego zespołu One Dire... coś tam. Kolejne rozkapryszone gwiazdki pff... Na początku znajomości jestem nieśmiała, lecz z czasem rosną mi coraz większe rogi. Nie lubię opowiadać o sobie. Uważam, że w moim życiu nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Teraz wasza kolej. Co tu robicie? Kim jesteście? Czemu mówicie po angielsku? Czemu mnie skrępowaliście?-dopiero teraz uświadomiłem sobie, że do tej pory nie rozwiązaliśmy dziewczyny.
-Och, już Cię rozwiązuję. Więc tak One Direction to my. Ja jestem Zayn, ten którego kopnęłaś w czułe miejsce to Niall, ten lokowaty to Harry, ten w paski to Louis, i został ostatni- Liam. Wystraszyła nas gałąź która kilka dni temu została złamana właśnie pod tym drzewem. To ty nam dzisiaj usiekłaś. Jak ty to zrobiłaś. To było niesamowite. Silna jesteś jak na nastolatkę.
-To normalne u dzieci które są tajnymi agentami. Od małego jesteśmy do takich rzeczy szkoleni i trenowani. Musimy umieć posługiwać się bronią, gadżetami czy najnowszymi technologiami. To jest straszne. Ja już jestem dorosła więc mam to szczęście, że nie muszę stawiać się na szczepieniach... Biedne dziewczynki. Ach...Wy nie wiecie o co chodzi. Już wam to tłumaczę. W agencji zostało kilka dziewczynek które były dla mnie jak siostry, jednak są za młode na jakiekolwiek misje. Chociaż z czego wiem Olivia jutro ma mieć pierwszą misję. Ale dopóki są pod "opieką" mojego jakże kochanego szefa-powiedziała z ironią-są uodporniane na wszystko oprócz kokainy i najsilniejszych środków przeciwbólowych. Ja ponieważ "uciekłam" nie zostałam uodporniona jeszcze na viagrę ale młode już niestety są. Niestety dlatego, że niektóre z tych szczepień są na prawdę bolesne a trenerzy nie znają litości. Codziennie 8 godzin treningu. Chodźcie oprowadzę was po moim domu.-powiedziała po czym wstała i wyszła z pokoju biorąc z szufladki pęk kluczy.-Chodźcie zaczniemy o piwnic.
-Tu są piwnice?!-spytał zdziwiony Liam
-Jasne, że są. Tylko ukryte i zamknięte.-odpowiedziała dziewczyna po czym odsunęła dywan leżący w przedpokoju. Nie zauważyłem nic co mogłoby mnie zainteresować jednak dziewczyna złapała jeden z kilkudziesięciu kluczy i wsunęła go w małą dziurę w jednej z desek. Przekręciła go delikatnie i wstała. Po chwili klapa sama się otworzyła. Zajrzeliśmy do środka. Zawiało chłodem. Był tylko jeden problem nie było żadnych schodów ani drabinki.
-I co teraz?-spytał Niall
-No jak to co?-Sally nie rozumiała naszych obaw.-Skaczemy. Kto pierwszy?
Popatrzyliśmy na nią jak na kosmitę. Nie zwróciła na to uwagi tylko podeszła do chłopaka który stał najbliżej przejścia i wepchnęła go do środka. Biedny Louis.
-Aaaaaaaaaaaaa! WOW! Chłopaki musicie tu wejść tu jest bosko i nie bójcie się na końcu jest materac.-wrzeszczał podekscytowany Louis
-Teraz ja.-powiedziała dziewczyna i spokojnie wskoczyła do dziury robiąc przy tym salto do przodu. Ona się nie darła. Widocznie była przyzwyczajona. Później wskoczył Harry, Liam, Niall i na końcu ja. Darłem się chyba najgłośniej ze wszystkich. Gdy wylądowałem oczy mało nie wyszły mi z orbit. Stałem w sali z bronią i gadżetami. Poszliśmy wgłąb korytarza. pierwsza sala była salą do nauki strzelania do celu. W drugiej była kotłownia. Sally pokazała nam, że mamy iść za nią. Jej było najłatwiej z nas wszystkich bo była najdrobniejsza i najbardziej rozciągnięta przez co przechodzenie między rurami, tłokami i innymi tego typu było dla niej błahostką. Gdy w końcu doszliśmy do końca kotłowni zobaczyliśmy ścianę. Byliśmy zdziwieni i nie wiedzieliśmy po co nas tu przyprowadziła. Dziewczyna wyjęła z kieszeni składany scyzoryk i przecięła sobie skórę na palcu.
-Co ty żeś zrobiła?! Chodź wracamy trzeba to opatrzyć.-Harry chyba nie zrozumiał, że następne pomieszczenie które będziemy oglądać wymaga ofiary. Dziewczyna nawet nie zareagowała, a gdy chłopak złapał ją za nadgarstek warknęła(bez skojarzeń, proszę) na niego. Odsunął się przerażony. Dziewczyna patrzyła na krew wypływającą z rany. Przyłożyła skaleczenie do skały i po chwili w ścianie otworzył się długi ciemny korytarz. Weszła do niego po czym usłyszeliśmy zgrzyt klucza w zamku. Dziewczyna wyszła i powiedziała, że możemy iść za nią. Tak zrobiliśmy i po chwili staliśmy w...
środa, 20 marca 2013
Rozdział pierwszy czyli, co tu jest grane?
*Harry*
Dzisiaj przyjechaliśmy do Polski. Jutro wieczorem gramy tu koncert. Narazie zwiedzamy Wrocław. Miasto w którym gramy aż pięć koncertów. Ładnie tu. Poszliśmy zobaczyć miejsce jutrzejszego występu. Zajezdnia. Dosyć duża, rozkładana scena, dobrze oświetlona. Jedno nas martwiło. W okół było pełno budynków mieszkalnych i park.
-Miejsce w którym się znajdujemy jest już naszykowana na wasz jutrzejszy koncert. Były tu grane koncerty heavy-metalowe (nie wiem czy dobrze napisane ale mniejsza z tym :P) i ogólnie muzyki ciężkiej.- powiedział ze znudzeniem w głosie nasz menager Paul.-Nie było żadnych doniesień na policję.
-Harruś, co ty taki zamyślony?-spytał mnie mój przyjaciel Louis.-Trzeba się cieszyć. Zapomnij o niej. Tu, w Polsce są najpiękniejsze dziewczyny. Tu nie ma brzydkich.
-Wiem i zamierzam to wykorzystać. Jednak ciągle mam wątpliwości czy znajdę dziewczynę która jest ze mną bo mnie kocha, a nie bo jestem sławny Harry Styles nadziany kasą.-odpowiedziałem.
-Myślę, że znajdziesz tylko musisz poczekać-powiedział pasiasty.
Szliśmy w stronę hotelu. Był na tyle blisko, że postanowiliśmy iść na pieszo, przez park. Słońce powoli zaczynało zbliżać się ku horyzontowi. Było tak cicho, że słyszeliśmy nasza oddechy. Nagle usłyszeliśmy trzask łamanej gałęzi i tuż przed naszymi stopami wylądował sporej wielkości konar.
-Ktoś tu jest?-krzyknął Liam
Cisza. Louis podszedł do "narzędzia zbrodni" czyli, gałęzi buku pod którym staliśmy.(buk)
-Nie jest ani odcięte, ani spróchniałe. Jest złamane. Ktoś musiał na tym usiąść lub stanąć. Ten ktoś nadal musi być na drzewie.-po tych słowach wszyscy popatrzyliśmy w stronę czubka drzewa.-Któryś z nas powinien tam wejść i to sprawdzić.
-Czemu wszyscy patrzą się na mnie?-spytałem
-Jesteś najmłodszy i najlżejszy. Jako jedyny umiesz wchodzić na takie drzewa.-powiedział Zayn wskazując na buk.
-No dobra.-powiedziałem po czym zdjąłem koszulkę i rzuciłem ją któremuś z chłopaków. Obszedłem pień dookoła szukając jakiejś dziury w gałęziach przez którą mógłbym się przecisnąć. Znalazłem jedną która wydawała się podejrzanie duża, ale nie narzekałem. Wszedłem w gęstą koronę i to co zobaczyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Zauważyłem drabinkę zwiniętą w koncie. Rzuciłem ją chłopakom. Sam zacząłem się trochę rozglądać po "domku". Mieszkanko było wysokie na około dwadzieścia metrów. Były tu wąskie schodki prowadzące na wyższe piętra. Na samym dole był wieszak na kurtki, stojak na buty i dywan. Zdjąłem buty i boso wszedłem po schodach. Wyżej zobaczyłem małą ptaszarnię, basen, łazienkę, kuchnię, 10 sypialni po dwa łóżka w każdej. Kilka pomieszczeń było zamkniętych.
-WOW!- tylko tyle byli w stanie wydusić chłopcy po wejściu tutaj.
-Chodźcie do góry tu jest jeszcze lepiej.-krzyknąłem do nich. To było dziwne. Coś jakby hotel, nie zamknięty na jakikolwiek zamek i na dodatek pusty. Ani jednej żywej duszy w środku. Obeszliśmy cały dom i nie znaleźliśmy żadnego człowieka. Było jednak widać, że ktoś tu mieszka po jedzeniu w kuchni, kosmetykach w łazience i zaścielonym łóżku w jednej z sypialń. Postanowiłem z chłopakami, że dzisiaj pójdziemy już do hotelu, ale byliśmy pewni, że jeszcze tu wrócimy.
*kilka dni później*
W Polsce znalazłem bardzo fajną kafejkę. Lubię do niej chodzić. Jest blisko naszego hotelu, lecz zawsze gdy tam idę na pobliskim wale ktoś stoi. Gdy tylko mnie zauważy, ucieka. Siadam wtedy przy stoliku pod oknem i zastanawiam się " Co tu jest grane?". Ta sprawa nie dawała mi spokoju więc powiedziałem o tym chłopakom. Razem postanowiliśmy, że kilka minut przede mną pod wał pójdą chłopcy i ustawią się w kilku miejscach wzdłuż górki. Mieli złapać NN (bo tak nazwaliśmy ktosia) gdy będzie zbiegać i wszystko poszłoby zgodnie z planem gdyby nie jeden mały szczegół. Nie wzięliśmy pod uwagę tego, że NN może być aż tak wysportowany. Nasz Ktoś przeskoczył nad chłopakami i mało się nie zabił gdyż wylądował na czubku głowy. Jakie było nasze zdziwienie gdy postać zrobiła przewrót do przodu i uciekła przed siebie, z taką prędkością, że nie zdołalibyśmy jej w żaden sposób dogonić. Postanowiliśmy udać się do parku i wejść na drzewo-dom. Rozejrzeliśmy się czy nikt nie idzie i weszliśmy na nie. Tym razem usłyszałem, że ktoś jest w kuchni. Pokazałem chłopakom, żeby byli cicho i na palcach podszedłem do otwartych drzwi kuchennych. Moi przyjaciele szli za mną. W kuchni stała postać która kilka minut temu nam uciekła. Miała na sobie czarne spodnie i za dużą bluzę z kapturem założonym na głowę, sięgającą do połowy uda. Czyli nasz NN był chłopakiem. Bez głębszego zastanowienia, rzuciłem się na ktosia. Byłem wyższy i bardziej umięśniony. Człowieczek nie miał ze mną szans. Po pięciu minutach walki, razem z chłopakami zanosiliśmy NN do jedynej pościelonej sypialni. Musieliśmy trzymać tego osobnika bo był silniejszy niż myślałem. Przez niego Liam musiał zostać z cierpiącym Niall'em w kuchni przez to, że nasz Irlandczyk został kopnięty w przyrodzenie. Natomiast ja, Louis i Zayn, który dzięki buteleczce gazu łzawiącego powstrzymał przeciwnika, obezwładniliśmy NN w jego własnej sypialni. Zdjęliśmy mu kaptur i...
---------------------
Co będzie dalej?
Kim okaże się NN?
Co będzie miał wspólnego z chłopakami?
Tego dowiecie się w następnym rozdziale.
Dzisiaj przyjechaliśmy do Polski. Jutro wieczorem gramy tu koncert. Narazie zwiedzamy Wrocław. Miasto w którym gramy aż pięć koncertów. Ładnie tu. Poszliśmy zobaczyć miejsce jutrzejszego występu. Zajezdnia. Dosyć duża, rozkładana scena, dobrze oświetlona. Jedno nas martwiło. W okół było pełno budynków mieszkalnych i park.
-Miejsce w którym się znajdujemy jest już naszykowana na wasz jutrzejszy koncert. Były tu grane koncerty heavy-metalowe (nie wiem czy dobrze napisane ale mniejsza z tym :P) i ogólnie muzyki ciężkiej.- powiedział ze znudzeniem w głosie nasz menager Paul.-Nie było żadnych doniesień na policję.
-Harruś, co ty taki zamyślony?-spytał mnie mój przyjaciel Louis.-Trzeba się cieszyć. Zapomnij o niej. Tu, w Polsce są najpiękniejsze dziewczyny. Tu nie ma brzydkich.
-Wiem i zamierzam to wykorzystać. Jednak ciągle mam wątpliwości czy znajdę dziewczynę która jest ze mną bo mnie kocha, a nie bo jestem sławny Harry Styles nadziany kasą.-odpowiedziałem.
-Myślę, że znajdziesz tylko musisz poczekać-powiedział pasiasty.
Szliśmy w stronę hotelu. Był na tyle blisko, że postanowiliśmy iść na pieszo, przez park. Słońce powoli zaczynało zbliżać się ku horyzontowi. Było tak cicho, że słyszeliśmy nasza oddechy. Nagle usłyszeliśmy trzask łamanej gałęzi i tuż przed naszymi stopami wylądował sporej wielkości konar.
-Ktoś tu jest?-krzyknął Liam
Cisza. Louis podszedł do "narzędzia zbrodni" czyli, gałęzi buku pod którym staliśmy.(buk)
-Nie jest ani odcięte, ani spróchniałe. Jest złamane. Ktoś musiał na tym usiąść lub stanąć. Ten ktoś nadal musi być na drzewie.-po tych słowach wszyscy popatrzyliśmy w stronę czubka drzewa.-Któryś z nas powinien tam wejść i to sprawdzić.
-Czemu wszyscy patrzą się na mnie?-spytałem
-Jesteś najmłodszy i najlżejszy. Jako jedyny umiesz wchodzić na takie drzewa.-powiedział Zayn wskazując na buk.
-No dobra.-powiedziałem po czym zdjąłem koszulkę i rzuciłem ją któremuś z chłopaków. Obszedłem pień dookoła szukając jakiejś dziury w gałęziach przez którą mógłbym się przecisnąć. Znalazłem jedną która wydawała się podejrzanie duża, ale nie narzekałem. Wszedłem w gęstą koronę i to co zobaczyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Zauważyłem drabinkę zwiniętą w koncie. Rzuciłem ją chłopakom. Sam zacząłem się trochę rozglądać po "domku". Mieszkanko było wysokie na około dwadzieścia metrów. Były tu wąskie schodki prowadzące na wyższe piętra. Na samym dole był wieszak na kurtki, stojak na buty i dywan. Zdjąłem buty i boso wszedłem po schodach. Wyżej zobaczyłem małą ptaszarnię, basen, łazienkę, kuchnię, 10 sypialni po dwa łóżka w każdej. Kilka pomieszczeń było zamkniętych.
-WOW!- tylko tyle byli w stanie wydusić chłopcy po wejściu tutaj.
-Chodźcie do góry tu jest jeszcze lepiej.-krzyknąłem do nich. To było dziwne. Coś jakby hotel, nie zamknięty na jakikolwiek zamek i na dodatek pusty. Ani jednej żywej duszy w środku. Obeszliśmy cały dom i nie znaleźliśmy żadnego człowieka. Było jednak widać, że ktoś tu mieszka po jedzeniu w kuchni, kosmetykach w łazience i zaścielonym łóżku w jednej z sypialń. Postanowiłem z chłopakami, że dzisiaj pójdziemy już do hotelu, ale byliśmy pewni, że jeszcze tu wrócimy.
*kilka dni później*
W Polsce znalazłem bardzo fajną kafejkę. Lubię do niej chodzić. Jest blisko naszego hotelu, lecz zawsze gdy tam idę na pobliskim wale ktoś stoi. Gdy tylko mnie zauważy, ucieka. Siadam wtedy przy stoliku pod oknem i zastanawiam się " Co tu jest grane?". Ta sprawa nie dawała mi spokoju więc powiedziałem o tym chłopakom. Razem postanowiliśmy, że kilka minut przede mną pod wał pójdą chłopcy i ustawią się w kilku miejscach wzdłuż górki. Mieli złapać NN (bo tak nazwaliśmy ktosia) gdy będzie zbiegać i wszystko poszłoby zgodnie z planem gdyby nie jeden mały szczegół. Nie wzięliśmy pod uwagę tego, że NN może być aż tak wysportowany. Nasz Ktoś przeskoczył nad chłopakami i mało się nie zabił gdyż wylądował na czubku głowy. Jakie było nasze zdziwienie gdy postać zrobiła przewrót do przodu i uciekła przed siebie, z taką prędkością, że nie zdołalibyśmy jej w żaden sposób dogonić. Postanowiliśmy udać się do parku i wejść na drzewo-dom. Rozejrzeliśmy się czy nikt nie idzie i weszliśmy na nie. Tym razem usłyszałem, że ktoś jest w kuchni. Pokazałem chłopakom, żeby byli cicho i na palcach podszedłem do otwartych drzwi kuchennych. Moi przyjaciele szli za mną. W kuchni stała postać która kilka minut temu nam uciekła. Miała na sobie czarne spodnie i za dużą bluzę z kapturem założonym na głowę, sięgającą do połowy uda. Czyli nasz NN był chłopakiem. Bez głębszego zastanowienia, rzuciłem się na ktosia. Byłem wyższy i bardziej umięśniony. Człowieczek nie miał ze mną szans. Po pięciu minutach walki, razem z chłopakami zanosiliśmy NN do jedynej pościelonej sypialni. Musieliśmy trzymać tego osobnika bo był silniejszy niż myślałem. Przez niego Liam musiał zostać z cierpiącym Niall'em w kuchni przez to, że nasz Irlandczyk został kopnięty w przyrodzenie. Natomiast ja, Louis i Zayn, który dzięki buteleczce gazu łzawiącego powstrzymał przeciwnika, obezwładniliśmy NN w jego własnej sypialni. Zdjęliśmy mu kaptur i...
---------------------
Co będzie dalej?
Kim okaże się NN?
Co będzie miał wspólnego z chłopakami?
Tego dowiecie się w następnym rozdziale.
Prolog, czyli początek
-Ale czemu ja? Wiesz, że nienawidzę robić za ochronę gwiazd!-krzyczałam
-Ich menager prosił o młodą, wysportowaną, zabawną osobę. Najlepiej dziewczynę
-Przecież masz jeszcze Olivię, Ashley, Meggy. One nie mogą?
-Dobrze wiesz, że one są za młode na taką misję Oliwia ma dopiero 13 lat, a Ash i Meg mają po 5 lat. Nie są na to gotowe. Nie ukończyły szkolenia.
-Ja pierdziele
-Coś ty powiedziała?
-Powiedziałam, że pierdziele tą robotę.
-Po pierwsze nie pierdziel bo Ci się rodzina powiększy.
Po drugie wywaliłbym Cię już dawno ale jesteś najlepsza w tym co robisz i nie masz gdzie się udać a dom dziecka nie wchodzi w grę.
Po trecie oni nie są tacy jak inne gwiazdy. Sodówa im do głowy nie uderzyła.
Po czwarte od kiedy ty przeklinasz?
-Przeklinam od kiedy wysłałeś mnie do szkoły.
-Ty?! I szkoła?! To w ogóle możliwe?
-Jak widzisz. A wracając do tematu. Do bazy doprowadzasz mi wodę, prąd i gaz. Zamieszkam tam. Wtedy będę ich chronić i obserwować. Raz w miesiącu kontrola jak sobie radzę. Co ty na to? Umowa stoi?
-Stoi. Ale przemyśl to. Na prawdę chcesz zostawić dziewczynki. Myślisz, że nie wiem o tym, że są dla Ciebie jak siostry? Głupi nie jestem. Wiem, że je kochasz.
-Jutro o 12:00 baza001 ma być gotowa. Raz w tygodniu, będę je odwiedzała.
-Okej. Jutro możesz się wprowadzić. Masz tu kluczyki i kody do sal.
-One Direction...Wyślij mi szczegółowe dane na ich temat ze zdjęciami. I tak tego nie przejrzę ale cóż. Pa do jutra.-powiedziałam i poszłam się pakować. Jutro czeka mnie wspaniały dzień, mimo, że będę musiała opuścić dziewczynki na własną korzyść. No i jeszcze będę musiała pilnować kolejnych gwiazd. Jak ja ich nienawidzę.
---------------------
Hejo! To mój pierwszy blog. Na razie nie ma tu zbyt wiele informacji ale z czasem to wszystko się rozkręci. Mam nadzieję, że ktoś będzie to czytał. Z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy :D
-Ich menager prosił o młodą, wysportowaną, zabawną osobę. Najlepiej dziewczynę
-Przecież masz jeszcze Olivię, Ashley, Meggy. One nie mogą?
-Dobrze wiesz, że one są za młode na taką misję Oliwia ma dopiero 13 lat, a Ash i Meg mają po 5 lat. Nie są na to gotowe. Nie ukończyły szkolenia.
-Ja pierdziele
-Coś ty powiedziała?
-Powiedziałam, że pierdziele tą robotę.
-Po pierwsze nie pierdziel bo Ci się rodzina powiększy.
Po drugie wywaliłbym Cię już dawno ale jesteś najlepsza w tym co robisz i nie masz gdzie się udać a dom dziecka nie wchodzi w grę.
Po trecie oni nie są tacy jak inne gwiazdy. Sodówa im do głowy nie uderzyła.
Po czwarte od kiedy ty przeklinasz?
-Przeklinam od kiedy wysłałeś mnie do szkoły.
-Ty?! I szkoła?! To w ogóle możliwe?
-Jak widzisz. A wracając do tematu. Do bazy doprowadzasz mi wodę, prąd i gaz. Zamieszkam tam. Wtedy będę ich chronić i obserwować. Raz w miesiącu kontrola jak sobie radzę. Co ty na to? Umowa stoi?
-Stoi. Ale przemyśl to. Na prawdę chcesz zostawić dziewczynki. Myślisz, że nie wiem o tym, że są dla Ciebie jak siostry? Głupi nie jestem. Wiem, że je kochasz.
-Jutro o 12:00 baza001 ma być gotowa. Raz w tygodniu, będę je odwiedzała.
-Okej. Jutro możesz się wprowadzić. Masz tu kluczyki i kody do sal.
-One Direction...Wyślij mi szczegółowe dane na ich temat ze zdjęciami. I tak tego nie przejrzę ale cóż. Pa do jutra.-powiedziałam i poszłam się pakować. Jutro czeka mnie wspaniały dzień, mimo, że będę musiała opuścić dziewczynki na własną korzyść. No i jeszcze będę musiała pilnować kolejnych gwiazd. Jak ja ich nienawidzę.
---------------------
Hejo! To mój pierwszy blog. Na razie nie ma tu zbyt wiele informacji ale z czasem to wszystko się rozkręci. Mam nadzieję, że ktoś będzie to czytał. Z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)