Zdjęliśmy mu kaptur i...
*Zayn*
...całej naszej trójce opadły szczęki. Przed nami na łóżku, leżała piękna dziewczyna o oczach koloru chmury burzowej. Zdjęliśmy jej bluzę, w kieszeni której znaleźliśmy legitymację CIA.W tej chwili do pokoju weszli Liam i Niall. Ze zdziwieniem popatrzyli na dziewczynę.
-Tajna, dziecięca, agentka Sally. Lat...który dzisiaj mamy 04.09 czyli już...18. Wszystkiego najlepszego.-powiedział Loui po chwili zastanowienia- To musi być jej baza.
Spojrzeliśmy na dziewczynę. Wyglądała jak normalna nastolatka. Chociaż nie, w oczach nastolatki nie widać tego smutku, bólu, żalu, upokorzenia tej rozpaczy, czegoś jeszcze... czegoś w rodzaju dzikości. Jej kasztanowe (nie znam się na kolorach włosów :P ), długie do kolan, falowane włosy, ukrywały broń schowaną za paskiem. Dziewczyna patrzyła w zupełnie inną stronę, Patrzyła przez okno swojej sypialni.
-Popatrz na mnie.-poprosił spokojnie Liam. Nic. Zero reakcji.
-Co ty tu do cholery robisz?!-krzyknąłem- Śledzisz nas?!
-Zayn! Nie krzycz, to tylko pogarsza sprawę.- powiedział Liam
Wtedy Harry podszedł do dziewczyny i szepnął jej coś na ucho. Spojrzała na niego tak smutnym wzrokiem, że aż mi się jej żal zrobiło, a Hazzie po policzku spłynęła łza.
-Tak myślałem.-szepnął-Obiecuję Ci to. Naprawdę.-powiedział już na głos.
-No dobrze...-powiedziała cicho po czym westchnęła- Nazywam się Sally 001960904. Jestem tajną,dziecięcą agentką CIA. Nie znam moich rodziców. Nie mam żadnej rodziny. Jako tygodniowe niemowlę zostałam porzucona pod drzwiami agencji. Tam się wychowałam i mieszkałam. Kilka dni temu wprowadziłam się tutaj. Do jednej z najlepszych a zarazem największych baz w tym mieście. Jest też najlepiej chroniona. Wygląda jak hotel ale pokoje które są zamknięte to różne pomieszczenia z zawartością chronioną. Chodzę do szkoły. Moją teraźniejszą misją jest chronienie jakiegoś tam brytyjsko-irlandzkiego zespołu One Dire... coś tam. Kolejne rozkapryszone gwiazdki pff... Na początku znajomości jestem nieśmiała, lecz z czasem rosną mi coraz większe rogi. Nie lubię opowiadać o sobie. Uważam, że w moim życiu nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Teraz wasza kolej. Co tu robicie? Kim jesteście? Czemu mówicie po angielsku? Czemu mnie skrępowaliście?-dopiero teraz uświadomiłem sobie, że do tej pory nie rozwiązaliśmy dziewczyny.
-Och, już Cię rozwiązuję. Więc tak One Direction to my. Ja jestem Zayn, ten którego kopnęłaś w czułe miejsce to Niall, ten lokowaty to Harry, ten w paski to Louis, i został ostatni- Liam. Wystraszyła nas gałąź która kilka dni temu została złamana właśnie pod tym drzewem. To ty nam dzisiaj usiekłaś. Jak ty to zrobiłaś. To było niesamowite. Silna jesteś jak na nastolatkę.
-To normalne u dzieci które są tajnymi agentami. Od małego jesteśmy do takich rzeczy szkoleni i trenowani. Musimy umieć posługiwać się bronią, gadżetami czy najnowszymi technologiami. To jest straszne. Ja już jestem dorosła więc mam to szczęście, że nie muszę stawiać się na szczepieniach... Biedne dziewczynki. Ach...Wy nie wiecie o co chodzi. Już wam to tłumaczę. W agencji zostało kilka dziewczynek które były dla mnie jak siostry, jednak są za młode na jakiekolwiek misje. Chociaż z czego wiem Olivia jutro ma mieć pierwszą misję. Ale dopóki są pod "opieką" mojego jakże kochanego szefa-powiedziała z ironią-są uodporniane na wszystko oprócz kokainy i najsilniejszych środków przeciwbólowych. Ja ponieważ "uciekłam" nie zostałam uodporniona jeszcze na viagrę ale młode już niestety są. Niestety dlatego, że niektóre z tych szczepień są na prawdę bolesne a trenerzy nie znają litości. Codziennie 8 godzin treningu. Chodźcie oprowadzę was po moim domu.-powiedziała po czym wstała i wyszła z pokoju biorąc z szufladki pęk kluczy.-Chodźcie zaczniemy o piwnic.
-Tu są piwnice?!-spytał zdziwiony Liam
-Jasne, że są. Tylko ukryte i zamknięte.-odpowiedziała dziewczyna po czym odsunęła dywan leżący w przedpokoju. Nie zauważyłem nic co mogłoby mnie zainteresować jednak dziewczyna złapała jeden z kilkudziesięciu kluczy i wsunęła go w małą dziurę w jednej z desek. Przekręciła go delikatnie i wstała. Po chwili klapa sama się otworzyła. Zajrzeliśmy do środka. Zawiało chłodem. Był tylko jeden problem nie było żadnych schodów ani drabinki.
-I co teraz?-spytał Niall
-No jak to co?-Sally nie rozumiała naszych obaw.-Skaczemy. Kto pierwszy?
Popatrzyliśmy na nią jak na kosmitę. Nie zwróciła na to uwagi tylko podeszła do chłopaka który stał najbliżej przejścia i wepchnęła go do środka. Biedny Louis.
-Aaaaaaaaaaaaa! WOW! Chłopaki musicie tu wejść tu jest bosko i nie bójcie się na końcu jest materac.-wrzeszczał podekscytowany Louis
-Teraz ja.-powiedziała dziewczyna i spokojnie wskoczyła do dziury robiąc przy tym salto do przodu. Ona się nie darła. Widocznie była przyzwyczajona. Później wskoczył Harry, Liam, Niall i na końcu ja. Darłem się chyba najgłośniej ze wszystkich. Gdy wylądowałem oczy mało nie wyszły mi z orbit. Stałem w sali z bronią i gadżetami. Poszliśmy wgłąb korytarza. pierwsza sala była salą do nauki strzelania do celu. W drugiej była kotłownia. Sally pokazała nam, że mamy iść za nią. Jej było najłatwiej z nas wszystkich bo była najdrobniejsza i najbardziej rozciągnięta przez co przechodzenie między rurami, tłokami i innymi tego typu było dla niej błahostką. Gdy w końcu doszliśmy do końca kotłowni zobaczyliśmy ścianę. Byliśmy zdziwieni i nie wiedzieliśmy po co nas tu przyprowadziła. Dziewczyna wyjęła z kieszeni składany scyzoryk i przecięła sobie skórę na palcu.
-Co ty żeś zrobiła?! Chodź wracamy trzeba to opatrzyć.-Harry chyba nie zrozumiał, że następne pomieszczenie które będziemy oglądać wymaga ofiary. Dziewczyna nawet nie zareagowała, a gdy chłopak złapał ją za nadgarstek warknęła(bez skojarzeń, proszę) na niego. Odsunął się przerażony. Dziewczyna patrzyła na krew wypływającą z rany. Przyłożyła skaleczenie do skały i po chwili w ścianie otworzył się długi ciemny korytarz. Weszła do niego po czym usłyszeliśmy zgrzyt klucza w zamku. Dziewczyna wyszła i powiedziała, że możemy iść za nią. Tak zrobiliśmy i po chwili staliśmy w...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz