-Na razie 10 dni, potem kilka koncertów i pół roku przerwy.
-No to już dzisiaj zaczniemy szkolenie. Przez te 10 dni rozpoczniemy trening, ale podczas nieobecności będziecie musieli trenować. Anthony was przypilnuje. Później przez te pół roku nauczymy was paru sztuczek. Dobra koniec gadania. Zaczniemy od wszczepienia wam chipu. Chodźcie za mną, po drodze wytłumaczę wam o co chodzi chipem. Chip ma wielkość żyletki, zapisuje on wszystko co zobaczycie, usłyszycie, powąchacie, posmakujecie, dotkniecie. Przechowuje wasze dane. Na nim jest wszystko. Gdy tylko dostanie się do waszego organizmu zapisuje wszystko co odnajdzie w waszym organizmie. WSZYSTKO. Bez wyjątków. Dzięki niemu możecie kontaktować się bez użycia słów, zapisywać notatki w głowie, odnajdywać drogę, zawsze wiecie gdzie jesteście, jaka jest data. Nie musicie nosić telefonów. Ach, nigdy o niczym nie zapomnicie. Chip można wyjąć w każdej chwili, ale nigdy nie może on zmienić właściciela. Samo posiadanie chipu nie boli jednak jego wszczepianie może myć nieprzyjemne. Dlatego rzadko wyciągamy chipy. Później znów trzeba go wsadzać. Kiedyś wszczepiano chipy w kark jednak teraz wolimy nadgarstki lub pięty. Macie wybór. Dobra. Dotarliśmy. Kto pierwszy? Widzę, że nikt się nie pali- dodałem po chwili- No to chodź Louis. Pięta czy nadgarstek?
-Nadgarstek.
-Jesteś pewny?
-Tak, całkowicie.
Wyjąłem z szafki narzędzia które będą mi potrzebne.
-Nie martw się, dam Ci coś przeciwbólowego. Gdy skończyłem kazałem Louiemu się położyć.
-Dobrze, ale mam pytanko. Ta sala wiruje, czy to ja się obracam?
-Połóż się!-krzyknęliśmy zgodnie
Kacper zajął się Liam'em i Niall'em, a je Harrym i Zayn'em.
Właśnie skończyłem z Zayn'em gdy usłyszałem krzyk.
-Charles pomocy! Szybko! Coś jest z Sally.-usłyszałem cieniutki głosik Olivki.
Pobiegliśmy razem do jej pokoju. Sally krzyczała
-Harry! Harry! Please. Don't let me go. Harry! Please. Don't.
Chłopak stanął jak wryty, a reszta 1D pomagała mi przy wyrywającej się Sal. Zacząłem śpiewać jej piosenkę, którą sam napisałem. Często pisałem piosenki. Gdy myślałem, że umrę kazałem Sally zabrać czarny zeszyt z piosenkami. Chciałem, żeby je przeczytała. Kocham ją. Gdy śpiewałem wszyscy zamilkli.
I figured it out
I figured it out from black and white
Seconds and hours
Maybe they hide to take some time
I know how it goes
I know how it goes from wrong and right
Silence and sound
Did they ever hold each other tight like us?
Did they ever fight like us?
You and I
We don't wanna be like them
We can make it 'till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above
Can seperate the two of us
No, nothing can come between
You and I
Oh You and I
Sally zasnęła, ale nie pozwoliłem jej rozwiązać. Wszyscy się we mnie wpatrywali. No tak, pierwszy występ przed publicznością. Pokazałem chłopakom, że mamy wyjść.
-Kiedyś była kimś innym.-szepnąłem
-No to co? Zaczynamy trening-spytał Harry
wtorek, 31 grudnia 2013
niedziela, 10 listopada 2013
Rozdział dziewiętnasty, czyli kiedyś była kimś innym.
Obudziła się w połowie drogi i zaczęła krzyczeć.
-HARRY!!!
*Charles*
Sal próbowała wyswobodzić się z pasów. Płakała i krzyczała. Zatrzymałem się na poboczu i wysiadłem. Wiedziałem, że ma atak paniki. Otworzyłem drzwi, odpiąłem jej pasy i wziąłem na ręce. Była leciutka jak nigdy. Biorąc pod uwagę, że była w czwartym miesiącu ciąży, coś musiało być nie tak. Zacząłem ją uspokajać. Gdy znów zasnęła, położyłem ją z powrotem na tylnich siedzeniach. Kacper przyglądał się moim poczynaniom w milczeniu. Jechaliśmy dalej. Po kilku kilometrach zadzwonił mój telefon. Odebrałem
-Słuchaj Char, mamy problem. -usłyszałem cieniutki głos Olivii
-Co się stało, młoda?-spytałem
-No bo do bazy 001 przyjechało One Direction.
-O cholera! Dobra Oli my właśnie tam jedziemy. Za chwilę będziemy.
-Ale Charles... Anthony nas tu przywiózł. W sensie do bazy 001.-Że co?! Czy on jest poważny? Ja mu dam. Dobra za 10 minut będziemy.
-Oki- doki.-powiedziała dziewczynka i rozłączyła się.
Byłem wściekły. Jechałem coraz szybciej. 80. 90. 100. 110. 120. 130.
-Zwolnij!- usłyszałem krzyk Kacpra
Zawsze gdy się denerwuję, wyłączam się. Musiałem nie słyszeć jak krzyczał.
-Sorry.- powiedziałem i zwolniłem do 90 km/h. Znów zadzwonił mój telefon. Harry.
-Czego chcesz, durniu?-spytałem tonem pełnym wyrzutów.
-O co Ci chodzi, człowieku?
-O co mi chodzi? O CO MI CHODZI? To przez was Sal się cięła, to przez was ma zrujnowane życie, to przez was została porwana, zgwałcona i w końcu to przez was jest w ciąży. Zniszczyliście ją. Nie Michael tylko wy. Nie powinniście byli się w to wtrącać, a ona nie powinna was w to wciągać. Wy ją zniszczyliście, ale pozostaje pytanie: Czemu ona chce...-nie zdążyłem skończyć zdania bo Sally znów się obudziła.
-Harry!!!-krzyczała i płakała. Znowu.
-Jak tylko dojadę do bazy to pogadamy.- nie czekałem na odpowiedź. Miałem teraz coś ważniejszego na głowie.
Gdy po 10 minutach udało mi się uspokoić Sal, znów ruszyliśmy do bazy. Po chwili byliśmy na miejscu. Zaniosłem dziewczynę do jej pokoju.
-Olivio, zanieś jej coś do jedzenia i przypilnuj by nic sobie nie zrobiła.
-Ale...
-Żadnego ale. Już!
-Anthony i reszta CIA idziecie na zakupy, możecie też posprzątać dawno tu nikogo nie było. Ze mną zostaje tylko Kacper, a Olivia ma zostać z Sal.
Wyszli.
-Co z nią?- spytał Liam
-Nie powinno was to obchodzić. -rzuciłem
-Ależ oczywiści, że powinno. Ona jest naszą przyjaciółką. Mów nam co z nią jest albo... albo...
-Albo co? Uderzysz mnie, Haroldzie? Powalę Cię jednym ruchem. Zawrzemy układ. Opowiem wam co z Sal, może nawet pozwolę wam się z nią spotkać, ale wy musicie zostać agentami CIA. Pełnoprawnymi.
-Charles... Nie przesadzasz troszkę?-usłyszałem głos Kacpra
-Siedź cicho!-warknąłem
-Dobrze zgadzamy się. Teraz mów co wiesz.
-Sally jest w okropnym stanie. Ciągle ma napady paniki. Krzyczy wtedy "Harry". Jest w ciąży, cięła się i jest bardzo wychudzona. Była gwałcona,bita, poniżana. Zabiła Michael'a. Dobrze zrobiła, bo uratowała mnóstwo osób, ale ma wyrzuty sumienia, zabiła człowieka. To nie daje jej spokoju.To nie koniec ona zdziczała. Zachowuje się jak zwierze. To od zawsze był jej problem. Miała zwierzęce instynkty. Nie potrafi tego opanować. To wszystko co wiem. Więcej zobaczycie sami. Ile macie wolnego?
-Na razie 10 dni, potem kilka koncertów i pół roku przerwy.
c.d.n
-HARRY!!!
*Charles*
Sal próbowała wyswobodzić się z pasów. Płakała i krzyczała. Zatrzymałem się na poboczu i wysiadłem. Wiedziałem, że ma atak paniki. Otworzyłem drzwi, odpiąłem jej pasy i wziąłem na ręce. Była leciutka jak nigdy. Biorąc pod uwagę, że była w czwartym miesiącu ciąży, coś musiało być nie tak. Zacząłem ją uspokajać. Gdy znów zasnęła, położyłem ją z powrotem na tylnich siedzeniach. Kacper przyglądał się moim poczynaniom w milczeniu. Jechaliśmy dalej. Po kilku kilometrach zadzwonił mój telefon. Odebrałem
-Słuchaj Char, mamy problem. -usłyszałem cieniutki głos Olivii
-Co się stało, młoda?-spytałem
-No bo do bazy 001 przyjechało One Direction.
-O cholera! Dobra Oli my właśnie tam jedziemy. Za chwilę będziemy.
-Ale Charles... Anthony nas tu przywiózł. W sensie do bazy 001.-Że co?! Czy on jest poważny? Ja mu dam. Dobra za 10 minut będziemy.
-Oki- doki.-powiedziała dziewczynka i rozłączyła się.
Byłem wściekły. Jechałem coraz szybciej. 80. 90. 100. 110. 120. 130.
-Zwolnij!- usłyszałem krzyk Kacpra
Zawsze gdy się denerwuję, wyłączam się. Musiałem nie słyszeć jak krzyczał.
-Sorry.- powiedziałem i zwolniłem do 90 km/h. Znów zadzwonił mój telefon. Harry.
-Czego chcesz, durniu?-spytałem tonem pełnym wyrzutów.
-O co Ci chodzi, człowieku?
-O co mi chodzi? O CO MI CHODZI? To przez was Sal się cięła, to przez was ma zrujnowane życie, to przez was została porwana, zgwałcona i w końcu to przez was jest w ciąży. Zniszczyliście ją. Nie Michael tylko wy. Nie powinniście byli się w to wtrącać, a ona nie powinna was w to wciągać. Wy ją zniszczyliście, ale pozostaje pytanie: Czemu ona chce...-nie zdążyłem skończyć zdania bo Sally znów się obudziła.
-Harry!!!-krzyczała i płakała. Znowu.
-Jak tylko dojadę do bazy to pogadamy.- nie czekałem na odpowiedź. Miałem teraz coś ważniejszego na głowie.
Gdy po 10 minutach udało mi się uspokoić Sal, znów ruszyliśmy do bazy. Po chwili byliśmy na miejscu. Zaniosłem dziewczynę do jej pokoju.
-Olivio, zanieś jej coś do jedzenia i przypilnuj by nic sobie nie zrobiła.
-Ale...
-Żadnego ale. Już!
-Anthony i reszta CIA idziecie na zakupy, możecie też posprzątać dawno tu nikogo nie było. Ze mną zostaje tylko Kacper, a Olivia ma zostać z Sal.
Wyszli.
-Co z nią?- spytał Liam
-Nie powinno was to obchodzić. -rzuciłem
-Ależ oczywiści, że powinno. Ona jest naszą przyjaciółką. Mów nam co z nią jest albo... albo...
-Albo co? Uderzysz mnie, Haroldzie? Powalę Cię jednym ruchem. Zawrzemy układ. Opowiem wam co z Sal, może nawet pozwolę wam się z nią spotkać, ale wy musicie zostać agentami CIA. Pełnoprawnymi.
-Charles... Nie przesadzasz troszkę?-usłyszałem głos Kacpra
-Siedź cicho!-warknąłem
-Dobrze zgadzamy się. Teraz mów co wiesz.
-Sally jest w okropnym stanie. Ciągle ma napady paniki. Krzyczy wtedy "Harry". Jest w ciąży, cięła się i jest bardzo wychudzona. Była gwałcona,bita, poniżana. Zabiła Michael'a. Dobrze zrobiła, bo uratowała mnóstwo osób, ale ma wyrzuty sumienia, zabiła człowieka. To nie daje jej spokoju.To nie koniec ona zdziczała. Zachowuje się jak zwierze. To od zawsze był jej problem. Miała zwierzęce instynkty. Nie potrafi tego opanować. To wszystko co wiem. Więcej zobaczycie sami. Ile macie wolnego?
-Na razie 10 dni, potem kilka koncertów i pół roku przerwy.
c.d.n
niedziela, 3 listopada 2013
piątek, 27 września 2013
Rozdział osiemnasty, czyli to nie tak miało wyglądać.
-Sally... Coś ty zrobiła.-usłyszałam jego szept...
*Charles*
Usłyszałem szept Sal w mojej głowie
-Charlie miej mnie w opiece.
-Sally... Coś ty zrobiła.-pomyślałem i utraciłem z nią kontakt.
Byłem pewny, że Sal zajęli się lekarze. Nie mogłem bardziej się mylić. Tyle, że wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Byłem pewny, że psychiatrzy wyjęli Sally chip więc nie przejąłem się utratą kontaktu co było największym błędem w moim dotychczasowym życiu.
*dwa dni później*
Dzisiaj pojechaliśmy odwiedzić Sal w szpitalu.
-Dzień dobry-powiedziałem-Przyszliśmy w odwiedziny do Sally-pokazałem pielęgniarce legitymację CIA.
-Proszę za mną.-powiedziała niezadowolonym tonem
Ruszyliśmy w głąb szpitala. Mnóstwo zakrętów, schodów, drzwi. Jak w labiryncie. Co jakiś czas mijaliśmy pacjentów. Niektórzy ogłuszeni lekami inni wrzeszczący o tym, ze są tu bez powodu. Gdy wreszcie zatrzymaliśmy się przed salą lekarzy okazało się że nie możemy iść dalej. Musimy tu czekać na Sal. Po chwili weszliśmy do sali i zobaczyliśmy w niej naszą szefową. Była przywiązana pasami do łóżka, a nadgarstki miała owinięte bandażami. Pusty wzrok skierowała w ścianę przed sobą.
-Pacjentka podcięła sobie żyły dwa dni temu. Straciła dużo krwi i przy okazji pamięć. Nie wiadomo czy ją odzyska. Reaguje tylko na jedno imię - Harry. Ach, byłbym zapomniał. Pani Sally jest w ciąży. To czwarty miesiąc. Gratuluję ojcu. Który to z panów?
-Żaden z nas.- wymamrotałem
Nie wiedzieliśmy jak to się mogło stać. Chyba, że... no tak przecież Sal była gwałcona. To okropne. Nie wiem jak ona się z tego pozbiera. A właśnie co z chipem? Przecież tam jest jej pamięć. Czułem w swoim chipie, że Sal go ma, ale jeśli straciła pamięć to nie pamięta kodu dostępu. Muszę podać jej kod.
-Możemy zostać sami z pacjentką?
-Ależ oczywiście, że nie.
-To sprawy CIA nie możemy pozwolić by ktokolwiek to słyszał. To ściśle tajne.
-No dobrze. Mają panowie 10 minut- powiedziała i wyszła z sali.
-Podszedłem do Sal i powiedziałem jej do ucha: kod dostępu to- 0S0a19l6l0y904.
Nic. Żadnej reakcji. Już mieliśmy wyjść gdy usłyszałem "To nie tak jak myślisz, kotku". Rozwiązaliśmy Sal i pozwoliliśmy jej prowadzić. Wyszliśmy innymi drzwiami niż te którymi wchodziliśmy. Gdy wreszcie Sally się zatrzymała doznaliśmy szoku. Jej sala nie wglądała jak ta w której przed chwilą byliśmy. Dziewczyna usiadła na swoim stelażu łóżka. Nie było na nim materaca. Ściany były poobdzierane z farby.
-To nie tak miało wyglądać-powiedziałem w myślach do Kacpra, który do tej pory siedział cicho.
-Taaa...
-Sal my już musimy iść. Jutro zabierzemy Cię do domu.-powiedziałem na głos
-Harry.-usłyszałem odpowiedź.
*następnego dnia*
-Zabieramy dzisiaj panią Sally do domu. To ważne. Bardzo ważne. Nie ma sprzeciwu.
Poszliśmy do jej pokoju. Wziąłem ją na ręce. Jeszcze spała. Wsadziłem ją do auta i ruszyłem. Obudziła się w połowie drogi i zaczęła krzyczeć.
-HARRY!!!
*Charles*
Usłyszałem szept Sal w mojej głowie
-Charlie miej mnie w opiece.
-Sally... Coś ty zrobiła.-pomyślałem i utraciłem z nią kontakt.
Byłem pewny, że Sal zajęli się lekarze. Nie mogłem bardziej się mylić. Tyle, że wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Byłem pewny, że psychiatrzy wyjęli Sally chip więc nie przejąłem się utratą kontaktu co było największym błędem w moim dotychczasowym życiu.
*dwa dni później*
Dzisiaj pojechaliśmy odwiedzić Sal w szpitalu.
-Dzień dobry-powiedziałem-Przyszliśmy w odwiedziny do Sally-pokazałem pielęgniarce legitymację CIA.
-Proszę za mną.-powiedziała niezadowolonym tonem
Ruszyliśmy w głąb szpitala. Mnóstwo zakrętów, schodów, drzwi. Jak w labiryncie. Co jakiś czas mijaliśmy pacjentów. Niektórzy ogłuszeni lekami inni wrzeszczący o tym, ze są tu bez powodu. Gdy wreszcie zatrzymaliśmy się przed salą lekarzy okazało się że nie możemy iść dalej. Musimy tu czekać na Sal. Po chwili weszliśmy do sali i zobaczyliśmy w niej naszą szefową. Była przywiązana pasami do łóżka, a nadgarstki miała owinięte bandażami. Pusty wzrok skierowała w ścianę przed sobą.
-Pacjentka podcięła sobie żyły dwa dni temu. Straciła dużo krwi i przy okazji pamięć. Nie wiadomo czy ją odzyska. Reaguje tylko na jedno imię - Harry. Ach, byłbym zapomniał. Pani Sally jest w ciąży. To czwarty miesiąc. Gratuluję ojcu. Który to z panów?
-Żaden z nas.- wymamrotałem
Nie wiedzieliśmy jak to się mogło stać. Chyba, że... no tak przecież Sal była gwałcona. To okropne. Nie wiem jak ona się z tego pozbiera. A właśnie co z chipem? Przecież tam jest jej pamięć. Czułem w swoim chipie, że Sal go ma, ale jeśli straciła pamięć to nie pamięta kodu dostępu. Muszę podać jej kod.
-Możemy zostać sami z pacjentką?
-Ależ oczywiście, że nie.
-To sprawy CIA nie możemy pozwolić by ktokolwiek to słyszał. To ściśle tajne.
-No dobrze. Mają panowie 10 minut- powiedziała i wyszła z sali.
-Podszedłem do Sal i powiedziałem jej do ucha: kod dostępu to- 0S0a19l6l0y904.
Nic. Żadnej reakcji. Już mieliśmy wyjść gdy usłyszałem "To nie tak jak myślisz, kotku". Rozwiązaliśmy Sal i pozwoliliśmy jej prowadzić. Wyszliśmy innymi drzwiami niż te którymi wchodziliśmy. Gdy wreszcie Sally się zatrzymała doznaliśmy szoku. Jej sala nie wglądała jak ta w której przed chwilą byliśmy. Dziewczyna usiadła na swoim stelażu łóżka. Nie było na nim materaca. Ściany były poobdzierane z farby.
-To nie tak miało wyglądać-powiedziałem w myślach do Kacpra, który do tej pory siedział cicho.
-Taaa...
-Sal my już musimy iść. Jutro zabierzemy Cię do domu.-powiedziałem na głos
-Harry.-usłyszałem odpowiedź.
*następnego dnia*
-Zabieramy dzisiaj panią Sally do domu. To ważne. Bardzo ważne. Nie ma sprzeciwu.
Poszliśmy do jej pokoju. Wziąłem ją na ręce. Jeszcze spała. Wsadziłem ją do auta i ruszyłem. Obudziła się w połowie drogi i zaczęła krzyczeć.
-HARRY!!!
poniedziałek, 22 lipca 2013
poniedziałek, 15 lipca 2013
Rozdział siedemnasty, czyli co myśmy zrobili.
-Ha-arry! Sa-ally zabra-ali do psychiatryka!-krzyknął dziewczęcy głos. Był pełen bólu i rozpaczy.
Po tym co usłyszałem z ust Olivii nie wiedziałem co zrobić. Zacząć płakać? Histeryzować? Krzyczeć? Na pewno musiałem o tym powiedzieć chłopakom.
-Sally wylądowała w wariatkowie.-powiedziałem krótko i na temat.
-O matko. To okropne. Dopiero co ją odzyskali i znów ją stracili. Musi być z nią naprawdę źle.
-Po tym koncercie mamy kilka dni przerwy. Jedziemy do nich?-spytałem
-Tak.-odpowiedzieli z posępnymi minami.
Zagraliśmy ten koncert i staraliśmy się nie pokazywać po sobie, że coś jest nie tak. I chyba nam to wyszło. Fanki były zachwycone. Po koncercie rozdaliśmy trochę autografów i ruszyliśmy do hotelu. Szybko się spakowaliśmy. Nawet nie składałem ciuchów. Po prostu wrzucałem je do walizki. W wirze zajęcia nie zauważyłem nawet, że zrzuciłem z szafki zdjęcie. Moje i Sally. Niosłem ją na barana. Śmiałem się tak jak ona. Wyglądała na normalną dziewczynę, która po prostu jest szczęśliwa. Nic więcej. Nie musiała nikogo udawać. Była sobą. Jeszcze chwile przyglądałem się zdjęciu i schowałem je do walizki. Zastanawiałem się czy jeszcze kiedyś będę mógł z nią normalnie porozmawiać. Nie w szpitalu. Normalnie jak dwójka zwykłych ludzi. Wiele razy zastanawiałem się czy dobrze zrobiliśmy dając do gazet jej zdjęcie. Przez to stanie się rozpoznawalna. Nie będzie mogła już być tajną agentką. Przecież to było jej życie. Co myśmy zrobili. Zrujnowaliśmy ją. To przez nas. Nawet nie zauważyłem kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Skuliłem się pod ścianą i płakałem.
-Harruś. Co jest młody. Czemu płaczesz?
-To przez nas Loueh. T-To przez nas Sal wylądowała w wariatkowie.-powiedziałem łkając.-Zrujnowaliśmy jej karierę. Stała się rozpoznawalna, a co za tym idzie nie będzie mogła już być TAJNĄ agentką. To przez nas. Rozumiesz?
-O matko. Rzeczywiście o tym nie pomyśleliśmy. Co my zrobiliśmy. Musimy to naprawić.-powiedział mój przyjaciel podrywając się z klęczek.- Spieprzyliśmy to więc musimy to naprawić. Na co jeszcze czekasz? Wstawaj, jedziemy. Misję 'Wybacz nam Sal' uważam za otwartą.
*Sally*
-Rozwiążcie mnie! Nic mi nie jest! Jestem całkowicie zdrowa!-darłam się w niebo głosy. Conrad ten zdrajca zadzwonił do wariatkowa i kazał mnie zabrać. Powiedział, że jestem tajną agentką, ale i tak wie już o tym cały świat. Przez to cholerne One Direction. Siłowałam się z kaftanem bezpieczeństwa w który byłam ubrana. Zaczęłam gryźć materiał. Siedziałam w karetce i zastanawiałam się jak ugryźć ratownika medycznego, żeby najbardziej go zabolało. Wreszcie zdecydowałam się na biceps który był odkryty i miałam do niego łatwy dostęp. Ratownik siedział tuż obok mnie. Obróciłam głowę i najszybciej jak umiałam złapałam zębami rękę mężczyzny. Wbijałam zęby tak głęboko jak tylko było to możliwe. Na początku nawet nie zwrócił na to uwagi. Chyba był przyzwyczajony, ale nie wziął pod uwagę tego, że jestem a raczej byłam tajną agentką. Miałam wyszlifowane zęby co oznaczało, że mogę z łatwością przegryźć ludzką skórę. Tak też zrobiłam. Wbijałam zęby coraz mocniej. Przestałam dopiero gdy poczułam, że całe moje usta wypełnia krew mężczyzny. Dopiero gdy go puściłam zauważyłam, że dojechaliśmy do szpitala i, że trzyma mnie kilku mężczyzn.
-Uważajcie ma bardzo ostre zęby. Jest groźna.
-No co ty nie powiesz. Widać po tym co zrobiła Kubie.
A więc człowiek którego pogryzłam nazywa się Jakub. Postanowiłam się na chwilę uspokoić, żeby zebrać siły. Właśnie chciałam znów "zaatakować" gdy zostałam wsadzona do pokoju w którym podobno miałam sobie nic nie zrobić.
-To twoje tymczasowe lokum, ślicznotko.-powiedział jeden z tych mięśniaków którzy mnie tu przynieśli.-Nie bój się krzywda Ci się tu nie stanie. Za chwilę przyjdzie do Ciebie jakaś pielęgniarka umyć Ci twarz z krwi. Popatrzyłam się na niego wzrokiem który powinien zabijać. Mężczyzna zamknął drzwi. Usiadłam spokojnie pod ścianą i zaczęłam myśleć. Doszłam do kilku wniosków.
-Charlie miej mnie w opiece!-chciałam krzyknąć, lecz wyszło mi to dość cicho.
-Sally... Coś ty zrobiła.-usłyszałam jego szept...
To takie moje wyobrażeni jak mniej więcej wyglądała wtedy Sally.
A to druga połowa jej sali.
Po tym co usłyszałem z ust Olivii nie wiedziałem co zrobić. Zacząć płakać? Histeryzować? Krzyczeć? Na pewno musiałem o tym powiedzieć chłopakom.
-Sally wylądowała w wariatkowie.-powiedziałem krótko i na temat.
-O matko. To okropne. Dopiero co ją odzyskali i znów ją stracili. Musi być z nią naprawdę źle.
-Po tym koncercie mamy kilka dni przerwy. Jedziemy do nich?-spytałem
-Tak.-odpowiedzieli z posępnymi minami.
Zagraliśmy ten koncert i staraliśmy się nie pokazywać po sobie, że coś jest nie tak. I chyba nam to wyszło. Fanki były zachwycone. Po koncercie rozdaliśmy trochę autografów i ruszyliśmy do hotelu. Szybko się spakowaliśmy. Nawet nie składałem ciuchów. Po prostu wrzucałem je do walizki. W wirze zajęcia nie zauważyłem nawet, że zrzuciłem z szafki zdjęcie. Moje i Sally. Niosłem ją na barana. Śmiałem się tak jak ona. Wyglądała na normalną dziewczynę, która po prostu jest szczęśliwa. Nic więcej. Nie musiała nikogo udawać. Była sobą. Jeszcze chwile przyglądałem się zdjęciu i schowałem je do walizki. Zastanawiałem się czy jeszcze kiedyś będę mógł z nią normalnie porozmawiać. Nie w szpitalu. Normalnie jak dwójka zwykłych ludzi. Wiele razy zastanawiałem się czy dobrze zrobiliśmy dając do gazet jej zdjęcie. Przez to stanie się rozpoznawalna. Nie będzie mogła już być tajną agentką. Przecież to było jej życie. Co myśmy zrobili. Zrujnowaliśmy ją. To przez nas. Nawet nie zauważyłem kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Skuliłem się pod ścianą i płakałem.
-Harruś. Co jest młody. Czemu płaczesz?
-To przez nas Loueh. T-To przez nas Sal wylądowała w wariatkowie.-powiedziałem łkając.-Zrujnowaliśmy jej karierę. Stała się rozpoznawalna, a co za tym idzie nie będzie mogła już być TAJNĄ agentką. To przez nas. Rozumiesz?
-O matko. Rzeczywiście o tym nie pomyśleliśmy. Co my zrobiliśmy. Musimy to naprawić.-powiedział mój przyjaciel podrywając się z klęczek.- Spieprzyliśmy to więc musimy to naprawić. Na co jeszcze czekasz? Wstawaj, jedziemy. Misję 'Wybacz nam Sal' uważam za otwartą.
*Sally*
-Rozwiążcie mnie! Nic mi nie jest! Jestem całkowicie zdrowa!-darłam się w niebo głosy. Conrad ten zdrajca zadzwonił do wariatkowa i kazał mnie zabrać. Powiedział, że jestem tajną agentką, ale i tak wie już o tym cały świat. Przez to cholerne One Direction. Siłowałam się z kaftanem bezpieczeństwa w który byłam ubrana. Zaczęłam gryźć materiał. Siedziałam w karetce i zastanawiałam się jak ugryźć ratownika medycznego, żeby najbardziej go zabolało. Wreszcie zdecydowałam się na biceps który był odkryty i miałam do niego łatwy dostęp. Ratownik siedział tuż obok mnie. Obróciłam głowę i najszybciej jak umiałam złapałam zębami rękę mężczyzny. Wbijałam zęby tak głęboko jak tylko było to możliwe. Na początku nawet nie zwrócił na to uwagi. Chyba był przyzwyczajony, ale nie wziął pod uwagę tego, że jestem a raczej byłam tajną agentką. Miałam wyszlifowane zęby co oznaczało, że mogę z łatwością przegryźć ludzką skórę. Tak też zrobiłam. Wbijałam zęby coraz mocniej. Przestałam dopiero gdy poczułam, że całe moje usta wypełnia krew mężczyzny. Dopiero gdy go puściłam zauważyłam, że dojechaliśmy do szpitala i, że trzyma mnie kilku mężczyzn.
-Uważajcie ma bardzo ostre zęby. Jest groźna.
-No co ty nie powiesz. Widać po tym co zrobiła Kubie.
A więc człowiek którego pogryzłam nazywa się Jakub. Postanowiłam się na chwilę uspokoić, żeby zebrać siły. Właśnie chciałam znów "zaatakować" gdy zostałam wsadzona do pokoju w którym podobno miałam sobie nic nie zrobić.
-To twoje tymczasowe lokum, ślicznotko.-powiedział jeden z tych mięśniaków którzy mnie tu przynieśli.-Nie bój się krzywda Ci się tu nie stanie. Za chwilę przyjdzie do Ciebie jakaś pielęgniarka umyć Ci twarz z krwi. Popatrzyłam się na niego wzrokiem który powinien zabijać. Mężczyzna zamknął drzwi. Usiadłam spokojnie pod ścianą i zaczęłam myśleć. Doszłam do kilku wniosków.
- Uczyli mnie w bazie jak się wyswobadzać z kaftanów bezpieczeństwa.
- Nie zdjęli mi moich ciuchów a w spodniach mam żyletkę.
- Tu nie ma kamer.
- Mogę grozić pielęgniarce.
- Będę twarda i nie dam sobą pomiatać.
- Ukatrupię One Direction i Conrad'a.
- Nie wyjęli mi chip-u.
-Charlie miej mnie w opiece!-chciałam krzyknąć, lecz wyszło mi to dość cicho.
-Sally... Coś ty zrobiła.-usłyszałam jego szept...
To takie moje wyobrażeni jak mniej więcej wyglądała wtedy Sally.
A to druga połowa jej sali.
środa, 3 lipca 2013
Rozdział szesnasty, czyli Proszę Cię, pomóż.
-Wróciłam!!!
*Conrad*
Właśnie ćwiczyłem z dziećmi sztukę samoobrony, gdy usłyszałem tak dobrze znany mi głos, krzyczący 'wróciłam!!!'. Pokazałem maluchom, że mają iść za mną. Wbiegłem do holu i zobaczyłem tam Sally. Całą i zdrową. Obok niej stał mój dawny kumpel Kacper i Charles. Czyli udało jej się. Rzuciłem się jej na szyję. Chwilę później to samo zrobiła Olivia.
-Tak strasznie tęskniłam-powiedziała i się rozpłakała.
Pierwszy raz w życiu widziałem jak Niezniszczalna płacze. To do niej nie podobne. Coś się zmieniło. Ona się zmieniła. Nie była taka. Czułem, że z tego będą kłopoty.
-Idę się położyć. Opowiem wam wszystko jak się obudzę. -powiedziała.
-Dobrze.-odpowiedziałem.
-Sally! Poczekaj-krzyknął Charles, ale było już za późno.
Sal zamknęła się w swoim pokoju. Chłopak walił w drzwi
-Sally! Otwórz! Proszę-wyszeptał, lecz na nic się to zdało. Dziewczyna zamknęła się w swojej sypialni w bazie 001 i nic nie było tego w stanie zmienić.
*3 dni później*
*Harry*
Smacznie sobie spałem w naszym hotelu w LA gdy obudził mnie dzwonek mojego telefonu.
-Halo?-spytałem zaspanym głosem
-H-he-hej Ha-arry tu O-Oli-wia- wyjąkała dziewczynka pomiędzy spazmami płaczu.
-Co się stało?
-Sally. Zamknęła się u siebie. Nie wychodzi od trzech dni. Nie jadła nie piła. Chłopaki nie pozwoliły mi o tym mówić, ale oni nie dają sobie rady. Musiałam do kogoś zadzwonić. Ty pierwszy przyszedłeś mi do głowy. Proszę Cię, pomóż. Boję się o nią. -ledwo rozumiałem słowa trzynastolatki przez jej ciągły płacz.
-Olivia, nie płacz. Będzie dobrze. Postaram się chłopakami przyjechać do was jak najszybciej, dobrze?
-Tak, Harry. Dziękuję.-powiedziała cichutko i się rozłączyła.
Mimo wielu prób i starań nie mogłem zasnąć już do samego rana.
Poszedłem do pokoju Niall'a i krzyknąłem:
-Śniadanie!!!
-Co? Gdzie? Jak?
-Witaj w Los Angeles, a teraz wstawaj. Za pół godziny u mnie.-powiedziałem i ruszyłem do następnego pokoju. Zastałem w nim nie śpiącego już Liam'a:
-Przyszedłem Cię obudzić, ale widzę, że już nie śpisz. Za pół godziny zbiórka u mnie w pokoju.
-W następnym pokoju zastałem śpiącego jak kamień Zayn'a. Wiedziałam, że na niego poskutkuje tylko jedno. Poszedłem do jego łazienki i do miski nalałem wody i wróciłem do pokoju mulata. Wylałem całą wodę na chłopaka.
-Nie mogłeś normalnie mnie obudzić, Haroldzie?
-Za pół godziny u mnie w pokoju, i nie mów do mnie Harold!
Został mi już ostatni pokój. Pokój Loui'ego.
-Marchewko! Śpisz?!
Cisza
-Boo Bear! To ja Harruś!
Cisza. Podszedłem do łóżka Lou i zacząłem po nim skakać.
-Co chcesz?-dobiegł mnie stłumiony głos z pod kołdry
-Wstawaj muszę Ci powiedzieć coś ważnego, ale to z pół godziny w moim pokoju.-powiedziałem w stronę głowy Louisa i wyszedłem z pokoju.
Pół godziny potem całą piątką siedzieliśmy u mnie w pokoju.
-Więc tak zebraliśmy się tu po to by... Dobra walnę prosto z mostu. Sally się załamała i chłopaki nie dają sobie z nią rady. Od trzech dni nie wynurzyła się z pokoju. Zadzwoniła do mnie Olivia i poprosiła o pomoc. Powiedziałem, że postaramy się przyjechać jak najszybciej. Boją się, że Sal chce sobie coś zrobić.
-Nie dziwię się po tym co przeszła- szepnął Louis myśląc, że nikt go nie słyszy
-Co powiedziałeś?-spytałem
-Nic, nic.
-Loueh, wiem, że kłamiesz. Co ona przeszła?
-Michael ją porwał. Zrobił z niej dziwkę, później przeciągnął na swoją stronę. Musiała wykonać zadania po których miała dołączyć do Burks'ów. Podczas ostatniego zadania zabiła go. Uwolnił Charles'a i Kacpra i uciekli, ale to ją zmieniło. Ona już nigdy nie będzie taka jak kiedyś.
Nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałem bez patrzenia kto to.
-Ha-arry! Sa-ally zabra-ali do psychiatryka!-krzyknął dziewczęcy głos. Był pełen bólu i rozpaczy.
*Conrad*
Właśnie ćwiczyłem z dziećmi sztukę samoobrony, gdy usłyszałem tak dobrze znany mi głos, krzyczący 'wróciłam!!!'. Pokazałem maluchom, że mają iść za mną. Wbiegłem do holu i zobaczyłem tam Sally. Całą i zdrową. Obok niej stał mój dawny kumpel Kacper i Charles. Czyli udało jej się. Rzuciłem się jej na szyję. Chwilę później to samo zrobiła Olivia.
-Tak strasznie tęskniłam-powiedziała i się rozpłakała.
Pierwszy raz w życiu widziałem jak Niezniszczalna płacze. To do niej nie podobne. Coś się zmieniło. Ona się zmieniła. Nie była taka. Czułem, że z tego będą kłopoty.
-Idę się położyć. Opowiem wam wszystko jak się obudzę. -powiedziała.
-Dobrze.-odpowiedziałem.
-Sally! Poczekaj-krzyknął Charles, ale było już za późno.
Sal zamknęła się w swoim pokoju. Chłopak walił w drzwi
-Sally! Otwórz! Proszę-wyszeptał, lecz na nic się to zdało. Dziewczyna zamknęła się w swojej sypialni w bazie 001 i nic nie było tego w stanie zmienić.
*3 dni później*
*Harry*
Smacznie sobie spałem w naszym hotelu w LA gdy obudził mnie dzwonek mojego telefonu.
-Halo?-spytałem zaspanym głosem
-H-he-hej Ha-arry tu O-Oli-wia- wyjąkała dziewczynka pomiędzy spazmami płaczu.
-Co się stało?
-Sally. Zamknęła się u siebie. Nie wychodzi od trzech dni. Nie jadła nie piła. Chłopaki nie pozwoliły mi o tym mówić, ale oni nie dają sobie rady. Musiałam do kogoś zadzwonić. Ty pierwszy przyszedłeś mi do głowy. Proszę Cię, pomóż. Boję się o nią. -ledwo rozumiałem słowa trzynastolatki przez jej ciągły płacz.
-Olivia, nie płacz. Będzie dobrze. Postaram się chłopakami przyjechać do was jak najszybciej, dobrze?
-Tak, Harry. Dziękuję.-powiedziała cichutko i się rozłączyła.
Mimo wielu prób i starań nie mogłem zasnąć już do samego rana.
Poszedłem do pokoju Niall'a i krzyknąłem:
-Śniadanie!!!
-Co? Gdzie? Jak?
-Witaj w Los Angeles, a teraz wstawaj. Za pół godziny u mnie.-powiedziałem i ruszyłem do następnego pokoju. Zastałem w nim nie śpiącego już Liam'a:
-Przyszedłem Cię obudzić, ale widzę, że już nie śpisz. Za pół godziny zbiórka u mnie w pokoju.
-W następnym pokoju zastałem śpiącego jak kamień Zayn'a. Wiedziałam, że na niego poskutkuje tylko jedno. Poszedłem do jego łazienki i do miski nalałem wody i wróciłem do pokoju mulata. Wylałem całą wodę na chłopaka.
-Nie mogłeś normalnie mnie obudzić, Haroldzie?
-Za pół godziny u mnie w pokoju, i nie mów do mnie Harold!
Został mi już ostatni pokój. Pokój Loui'ego.
-Marchewko! Śpisz?!
Cisza
-Boo Bear! To ja Harruś!
Cisza. Podszedłem do łóżka Lou i zacząłem po nim skakać.
-Co chcesz?-dobiegł mnie stłumiony głos z pod kołdry
-Wstawaj muszę Ci powiedzieć coś ważnego, ale to z pół godziny w moim pokoju.-powiedziałem w stronę głowy Louisa i wyszedłem z pokoju.
Pół godziny potem całą piątką siedzieliśmy u mnie w pokoju.
-Więc tak zebraliśmy się tu po to by... Dobra walnę prosto z mostu. Sally się załamała i chłopaki nie dają sobie z nią rady. Od trzech dni nie wynurzyła się z pokoju. Zadzwoniła do mnie Olivia i poprosiła o pomoc. Powiedziałem, że postaramy się przyjechać jak najszybciej. Boją się, że Sal chce sobie coś zrobić.
-Nie dziwię się po tym co przeszła- szepnął Louis myśląc, że nikt go nie słyszy
-Co powiedziałeś?-spytałem
-Nic, nic.
-Loueh, wiem, że kłamiesz. Co ona przeszła?
-Michael ją porwał. Zrobił z niej dziwkę, później przeciągnął na swoją stronę. Musiała wykonać zadania po których miała dołączyć do Burks'ów. Podczas ostatniego zadania zabiła go. Uwolnił Charles'a i Kacpra i uciekli, ale to ją zmieniło. Ona już nigdy nie będzie taka jak kiedyś.
Nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałem bez patrzenia kto to.
-Ha-arry! Sa-ally zabra-ali do psychiatryka!-krzyknął dziewczęcy głos. Był pełen bólu i rozpaczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



