Rozdział dedykuję kokienkoo za pierwszy komentarz na tym blogu. Wielkie dzięki :)
Dzieci z CIA nie mogły się dowiedzieć co się stało z Sally.
*Sally*(włącz to)
-No to już ostatnie zadanie. Tylko dla kobiet. Większość pań lubi takie rzeczy, ale domyślam się, że Ciebie to nie zadowoli. Zmienimy Ci fryzurę, kolor włosów, ciuchy i kolor oczu. Przejdziesz metamorfozę. Zaczniemy od odwiedzenia fryzjera.-Michael był tak przejęty tym wszystkim, że nie zauważył kawałka zbitej butelki który podniosłam z ziemi. Szliśmy sami. Całą swoją świtę zostawił w budynku. To było doskonała okazja do uwolnienia się. Szedł przede mną. Wystarczyło, że zrobię jeden szybki ruch i już po nim. Zastanawiałam się czy to uczciwe, ale biorąc pod uwagę to co on robił ze mną- mój czyn będzie uznany za działanie w obronie własnej. Zrobiłam jeszcze krok i cicho niczym pantera doskoczyłam do Michaela. Szkło które trzymałam w dłoni wbiłam mu w tętnicę pulsującą tuż nad moim łokciem, którym przyduszałam chłopaka. Puśiłam ciało i patrzyłam jak powoli jego oczy gasną.
-Co ty zrobiłaś?-wyszeptał na ostatnim tchu
-To za Charles'a.-odpowiedziałam i wtedy jego oczy przesłoniła mgła, klatka piersiowa przestała podnosić się i opadać.
-Zabiłam człowieka.-szepnęłam-Jestem mordercą.
Rozejrzałam się gdzie jestem. Wiedziałam tylko jak trafić z powrotem do budynku w którym byłam. Jednak teraz po zabójstwie czułaś w sobie siłę. Wiedziałaś, że jak Michael zginął to Burk'si nie będą już tak silni. Będę mogła ich pokonać. Po tym zadaniu miałam oficjalnie zostać przyjęta do gangu, miałam mieć tatuaż Burk'sów. Na szczęście nie doszłam do końca zadań. Weszłam do budynku.
-Michael nie żyje!!!-krzyknęłam-Zabiłam go. Teraz, żegnam.-powiedziałam i trzasnęłam drzwiami. Chciałam żeby myśleli, że wyszłam. Po chwili do sali wszedł pierwszy chłopak uderzyłam go w tył głowy. Zemdlał. Dwóch z głowy jeszcze tylko 98. Poszłam w stronę głównej centrali dowodzenia. Musiałam iść po mój chip. Od mojej rozmowy z Lou minęło półtora miesiąca. Od pięciu miesięcy nie widziałam się z One Direction i dziećmi. Tęsknie za nimi. Teraz nie wiem gdzie jestem i kiedy do nich wrócę, czy w ogóle wrócę. Gdziekolwiek jestem. Doszłam do centrali i otworzyłam drzwi. Dobrze wiedziałam, że nikt ich nie pilnuje. Otworzyłam pierwszą szufladę i zobaczyłam klucze. Mnóstwo kluczy. Jeden szczególnie mnie zaintrygował. Ten z podpisem Charles. Wzięłam go i schowałam do kieszeni spodni. Przeszukałam całe pomieszczenie i w końcu znalazłam to czego szukałam. Chip, ale nie jeden. Multum. Znalazłam mój. I Charlesa. Działał. To dziwne. Chip umiera razem z jego właścicielem. Czyli Charles żyje. Nie zabili go. Chcieli mnie tylko wystraszyć, załamać. Wsadziłam mój chip na miejsce i "wpisałam" kod. Po chwili wiedziałam już co i jak, ale nie kontaktowałam się z nikim. Pobiegłam do pokoju Charlesa. Ze spodni wyjęłam klucz i otworzyłam drzwi.
-Charles!-krzyknęłam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. Wyglądał o niebo lepiej niż kiedy go ostatnio widziałam.
-Masz to twój chip. Zabiłam Michael'a. Uciekajmy.
-Dobrze, ale weźmy ze sobą Kacpra. On nadal ma chip, zaraz z nim pogadam.
-No dobrze, kochanie...
czwartek, 20 czerwca 2013
wtorek, 18 czerwca 2013
Rozdział trzynasty, czyli uwolnienie... w pewnym sensie.
-DZISIAJ OSTATECZNIE ZNISZCZYŁEM NIEZNISZCZALNĄ !!!
*3 miesiące później*
*Sally*
Charles nie żyje. Zabili go. Już dawno. Miesiąc temu? Może dwa? A może tydzień temu. Nie wiem. Nie mam jak sprawdzić daty i godziny. Ostatnie słowa jakie od niego usłyszałam to czarny zeszyt TS05. Dobrze wiedziałam co to oznacza. Charles pisał piosenki. Słyszałam jedną i to tylko raz w życiu. Nigdy nie chciał mi zaśpiewać. Na pewno chciał, żebym dała te piosenki One Direction. On chciał żeby one należały do nich. Wszystkie piosenki pisał po angielsku. Kochałaś go. To Tobie chciał zaszkodzić Michael. Chciała Cię zranić tak mocno jak się da. Udało mu się.
-No suko. Postanowiliśmy Cię wypuścić, ale nie myśl, że będzie tak łatwo. Powiesz nam co oznacza TS05. Podasz hasło do swojego chipu.
-Nigdy.-powiedziałam i splunęłam Michael'owi w twarz.
-Wiem, że jesteś słaba. Charles nie żyje. Twoje życie nie ma sensu. Ten twój cały zespół ogłosił twoje poszukiwania. Twoja kariera agentki CIA się skończyła. Staniesz się rozpoznawalna. Możesz tu zostać wtedy się nad tobą zlituję. Będziesz miała to co zechcesz. Będziesz bezpieczna i zupełnie anonimowa. W tym momencie się złamałam.
-Dobrze tylko mam jedną prośbę. Chcę poinformować o czymś Olivię. Nic więcej.
-Dostaniesz chip na 10 minut. Później odbębnimy rytuały przyjęcia do gangu.
Dostałam chip. Spróbowałam skontaktować się z Olivią. Na marne. To samo z Conradem. Co się z nimi dzieje? Ile czasu mnie nie ma? Czy oni przeżyli? Stwierdziłam, że zadzwonię na komórkę któregoś z chłopaków. Wybrałam Louisa.
-Halo?-usłyszałam zaspany głos Tomlinsona po drugiej stronie.
-Louis, to ja Sally.
-Co?! Sallly?! Gdzie ty jesteś?! Czy oni Ci coś zrobili?! Rany julek co się stało.
-Louis uspokój się mam mało czasu. Kiedy mnie porwali?
-Jakieś trzy miesiące temu.
-O, matko. Dobra. Dalej. Jak sobie radzą dzieci?
-Są załamane, ale jeszcze żyją. Olivia i Conrad są w najgorzszym stanie. Mimo tęsknoty wszyscy trenują dalej.-Musicie im przekazać, że już nigdy nie wrócę. Poddałam się. Pozwoliłam żeby przeciągnęli mnie na swoją stronę. Muszą sami od nowa wszystko zrobić. Oni zabili Charles'a. Zabili cząstkę mnie. Zniszczyli niezniszczalną. Uwolnili mnie... w pewnym sensie. Dobra Loueh powiedz wszystkim, że ich kocham i, że na pewno sobie beze mnie poradzą. Żegnajcie.-powiedziałam i się rozłączyłam. Wyjęłam chip.
-Proszę. Oddaję Ci go. Macie mnie. Od teraz należę do gangu Burks'ów.
-Więc zacznijmy rytuał przejścia!!!-krzyknął Kacper
*Louis*
Smacznie sobie spałem gdy nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałem.
-Halo?-spytałem
-Louis, to ja Sally.
-Co?! Sallly?! Gdzie ty jesteś?! Czy oni Ci coś zrobili?! Rany julek co się stało.
Rozmawiałem z nią tylko chwilę. To co usłyszałem nieźle mnie wystraszyło. Jeśli Sally się poddała to sytuacja musiała być naprawdę krytyczna. Po zakończonej rozmowie wiedziałem jedno. Dzieci z CIA nie mogły się dowiedzieć co się stało z Sally.
*3 miesiące później*
*Sally*
Charles nie żyje. Zabili go. Już dawno. Miesiąc temu? Może dwa? A może tydzień temu. Nie wiem. Nie mam jak sprawdzić daty i godziny. Ostatnie słowa jakie od niego usłyszałam to czarny zeszyt TS05. Dobrze wiedziałam co to oznacza. Charles pisał piosenki. Słyszałam jedną i to tylko raz w życiu. Nigdy nie chciał mi zaśpiewać. Na pewno chciał, żebym dała te piosenki One Direction. On chciał żeby one należały do nich. Wszystkie piosenki pisał po angielsku. Kochałaś go. To Tobie chciał zaszkodzić Michael. Chciała Cię zranić tak mocno jak się da. Udało mu się.
-No suko. Postanowiliśmy Cię wypuścić, ale nie myśl, że będzie tak łatwo. Powiesz nam co oznacza TS05. Podasz hasło do swojego chipu.
-Nigdy.-powiedziałam i splunęłam Michael'owi w twarz.
-Wiem, że jesteś słaba. Charles nie żyje. Twoje życie nie ma sensu. Ten twój cały zespół ogłosił twoje poszukiwania. Twoja kariera agentki CIA się skończyła. Staniesz się rozpoznawalna. Możesz tu zostać wtedy się nad tobą zlituję. Będziesz miała to co zechcesz. Będziesz bezpieczna i zupełnie anonimowa. W tym momencie się złamałam.
-Dobrze tylko mam jedną prośbę. Chcę poinformować o czymś Olivię. Nic więcej.
-Dostaniesz chip na 10 minut. Później odbębnimy rytuały przyjęcia do gangu.
Dostałam chip. Spróbowałam skontaktować się z Olivią. Na marne. To samo z Conradem. Co się z nimi dzieje? Ile czasu mnie nie ma? Czy oni przeżyli? Stwierdziłam, że zadzwonię na komórkę któregoś z chłopaków. Wybrałam Louisa.
-Halo?-usłyszałam zaspany głos Tomlinsona po drugiej stronie.
-Louis, to ja Sally.
-Co?! Sallly?! Gdzie ty jesteś?! Czy oni Ci coś zrobili?! Rany julek co się stało.
-Louis uspokój się mam mało czasu. Kiedy mnie porwali?
-Jakieś trzy miesiące temu.
-O, matko. Dobra. Dalej. Jak sobie radzą dzieci?
-Są załamane, ale jeszcze żyją. Olivia i Conrad są w najgorzszym stanie. Mimo tęsknoty wszyscy trenują dalej.-Musicie im przekazać, że już nigdy nie wrócę. Poddałam się. Pozwoliłam żeby przeciągnęli mnie na swoją stronę. Muszą sami od nowa wszystko zrobić. Oni zabili Charles'a. Zabili cząstkę mnie. Zniszczyli niezniszczalną. Uwolnili mnie... w pewnym sensie. Dobra Loueh powiedz wszystkim, że ich kocham i, że na pewno sobie beze mnie poradzą. Żegnajcie.-powiedziałam i się rozłączyłam. Wyjęłam chip.
-Proszę. Oddaję Ci go. Macie mnie. Od teraz należę do gangu Burks'ów.
-Więc zacznijmy rytuał przejścia!!!-krzyknął Kacper
*Louis*
Smacznie sobie spałem gdy nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałem.
-Halo?-spytałem
-Louis, to ja Sally.
-Co?! Sallly?! Gdzie ty jesteś?! Czy oni Ci coś zrobili?! Rany julek co się stało.
Rozmawiałem z nią tylko chwilę. To co usłyszałem nieźle mnie wystraszyło. Jeśli Sally się poddała to sytuacja musiała być naprawdę krytyczna. Po zakończonej rozmowie wiedziałem jedno. Dzieci z CIA nie mogły się dowiedzieć co się stało z Sally.
czwartek, 13 czerwca 2013
Rozdział dwunasty, czyli ostatecznie zniszczyłem Niezniszczalną.
-Tabletka gwałtu-pomyślałam i zasnęłam.
*Sally*
-Nie!!!-krzyczałam-Zostawcie go! On wam nic nie zrobił. Macie mnie. Po co wam ten chłopiec. On jest niewinny.
-Twoje życie wymaga poświęceń innych. Będziesz cierpiała patrząc jak dziecko umiera za Ciebie.
-On nic nie zrobił.
-Sam się do tego zgłosił. Przyjrzyj mu się. Nie poznajesz go?
Przyjrzałam się chłopcu którego chcą zabić moi "znajomi". To był Samuel. Jeden z naszych najmłodszych agentów.Nie chciałam, żeby ktokolwiek za mnie umierał. W oczach chłopca widziałam przerażenie. Michael przyłożył nóż do szyi chłopca.
-Dziękuję, że nas wtedy uratowałaś.-wyczytałam z ruchu jego ust. Chłopiec zamknął oczy, żeby już nigdy więcej ich nie otworzyć.
*Niall*
Podobno policja trafiła na jakiś ślad w związku z porwaniem Sal. Ja z chłopakami chcieliśmy się zdać na policję, ale Conrad i Olivia najwyraźniej nie brali takiej opcji pod uwagę. Zaczęli śledztwo na własną rękę i nieźle im to szło. byli o wiele dalej niż policja. Właśnie ustalali gdzie leży baza Burks'ów. Conrad zaczął szkolić wszystkich włącznie z nami na agentów CIA. Jest ciężko, ale robimy to dla Sally. Mam wrażenie, że Harry się w niej zakochał, chociaż to pewnie tylko złudzenie. Boję się o tą dziewczynę. Polubiłem ją tak jak reszta chłopaków. Nie zazdroszczę jej tego co przeżyła. Na pewno było jej ciężko. Mam ochotę zabić tego ich całego szefa. Tego byłego oczywiście. Nam zostały do zagrania jeszcze trzy koncerty. Postanowiliśmy się nauczyć języka polskiego. Cała nasza piątka. Tylko robimy to w tajemnicy przed CIA. Mamy nadzieję, że coś z tego wyjdzie.
*Michael*
Dzisiaj mam zamiar ostatecznie dobić Niezniszczalną. Zabiję Charles'a mimo, że go kocham. Poświęcę się. Była zdruzgotana po tym jak ostatnio na jej oczach zabiłem tego smarkacza. Wyszedłem przed budynek, podniosłem głowę i krzyknąłem w niebo.
-DZISIAJ OSTATECZNIE ZNISZCZYŁEM NIEZNISZCZALNĄ !!!
*Sally*
-Nie!!!-krzyczałam-Zostawcie go! On wam nic nie zrobił. Macie mnie. Po co wam ten chłopiec. On jest niewinny.
-Twoje życie wymaga poświęceń innych. Będziesz cierpiała patrząc jak dziecko umiera za Ciebie.
-On nic nie zrobił.
-Sam się do tego zgłosił. Przyjrzyj mu się. Nie poznajesz go?
Przyjrzałam się chłopcu którego chcą zabić moi "znajomi". To był Samuel. Jeden z naszych najmłodszych agentów.Nie chciałam, żeby ktokolwiek za mnie umierał. W oczach chłopca widziałam przerażenie. Michael przyłożył nóż do szyi chłopca.
-Dziękuję, że nas wtedy uratowałaś.-wyczytałam z ruchu jego ust. Chłopiec zamknął oczy, żeby już nigdy więcej ich nie otworzyć.
*Niall*
Podobno policja trafiła na jakiś ślad w związku z porwaniem Sal. Ja z chłopakami chcieliśmy się zdać na policję, ale Conrad i Olivia najwyraźniej nie brali takiej opcji pod uwagę. Zaczęli śledztwo na własną rękę i nieźle im to szło. byli o wiele dalej niż policja. Właśnie ustalali gdzie leży baza Burks'ów. Conrad zaczął szkolić wszystkich włącznie z nami na agentów CIA. Jest ciężko, ale robimy to dla Sally. Mam wrażenie, że Harry się w niej zakochał, chociaż to pewnie tylko złudzenie. Boję się o tą dziewczynę. Polubiłem ją tak jak reszta chłopaków. Nie zazdroszczę jej tego co przeżyła. Na pewno było jej ciężko. Mam ochotę zabić tego ich całego szefa. Tego byłego oczywiście. Nam zostały do zagrania jeszcze trzy koncerty. Postanowiliśmy się nauczyć języka polskiego. Cała nasza piątka. Tylko robimy to w tajemnicy przed CIA. Mamy nadzieję, że coś z tego wyjdzie.
*Michael*
Dzisiaj mam zamiar ostatecznie dobić Niezniszczalną. Zabiję Charles'a mimo, że go kocham. Poświęcę się. Była zdruzgotana po tym jak ostatnio na jej oczach zabiłem tego smarkacza. Wyszedłem przed budynek, podniosłem głowę i krzyknąłem w niebo.
-DZISIAJ OSTATECZNIE ZNISZCZYŁEM NIEZNISZCZALNĄ !!!
piątek, 31 maja 2013
Rozdział jedenasty, czyli jak pegaz bez skrzydeł...
*Liam*
Dzisiaj mijają dwa dni od porwania Sal. Wczoraj wywieszaliśmy plakaty o jej zaginięciu. Domyślamy się, że to sprawka Burks'ów. Tylko oni mieli motyw. Chyba, że to szef, ale wątpię. martwimy się wszyscy, ale Olivia z Conradem są w okropnym stanie. Dzieci nie mają tego wigoru co wcześniej. Sal musiała być dla nich ogromnym wsparciem i nadzieją. Zresztą nie dziwię im się. Po tym co przeżyli. Ona poświęciła siebie, żeby oni mogli w miarę normalnie żyć, a teraz jeśli one zniknie lub umrze to będzie z nimi koniec. Nie będzie się miał kto nimi zająć. My nie możemy zostać w Polsce na zawsze. Nawet jeśli byśmy chcieli to mamy trasę. Nie mogliśmy jej szukać... Chyba, że skończylibyśmy szkolenie. Ale kto by je prowadził skoro JEJ nie ma? Conrad chyba nie będzie w stanie. W Polsce mogliśmy zostać jeszcze maksimum dwa tygodnie. To i tak bardzo dużo. Postanowiliśmy, że w tym czasie nauczymy dzieci samodzielności. To było jedyne co mogliśmy zrobić dla niej.
*Sally*
-No, dobrze się ostatnio spisałaś. Za chwilę następny klient. Masz go dobrze obsłużyć. Jasne?!
Pokiwałam głową.
-Mam nadzieję, suko. Nie licz, że ten klient będzie litościwy tak jak ten wczoraj. Już dzisiaj będziesz pieprzona. A my będziemy patrzeć jak cierpisz. Jeśli klient tego nie zrobi to zrobi to szef lub ktoś inny. Będziesz błagała o litość.-powiedział Kacper, po czym uderzył mnie z liścia w twarz kopnął w brzuch i splunął prosto w twarz. Wyszedł. Zmuszają mnie do prostytucji. To okropne. Charles jeszcze żyje, ale jeśli tak dalej pójdzie to nie długo będzie po drugiej stronie tęczowego mostku. Wyjęli mi chip. Bez niego czuję się jak... jak pegaz bez skrzydeł. Potrafię bez niego żyć, ale jest jakoś inaczej. Dziwnie. Przynajmniej przestali mnie związywać. Mogłam chodzić po niewielkim pomieszczeniu w którym byłam przetrzymywana. Nie mam żadnych informacji ze świata zewnętrznego. Boję się o dzieci. No i o to cholerne One Direction czy jak to tam. Muszę być posłuszna. Żeby tylko oni byli bezpieczni. Muszę być silna. Dla nich wszystkich. Mam nadzieję, że nie zgłoszą mojego zaginięcia policji i nie ogłoszą w prasie. Wtedy jako tajna agentka będę zrujnowana. Nie będę miała życia. Bo agencja jest moim życiem. Muszę pomyśleć jak się z tond wydostać. No i co z Charles'em? On już długo nie pociągnie. Z czego mi wiadomo to Michael go zgwałcił. To okropne bo Charles jest heteroseksualny. Boję się o niego. Ehhh... Kocham go. Myślałam, że potrafię żyć bez uczuć, ale to nie jest możliwe. To straszne, że musiałam zostać uwięziona żeby to zrozumieć. Nagle drzwi się gwałtownie otworzyły i do środka weszły trzy osoby; Michael, Kacper i jakiś obcy facet.
-No, dziwko oto twój dzisiejszy klient. Kacper! Zwiąż ją. Mocno. Ja nie będę jej dotykał. Brzydzę się. Za to twój ukochany będzie mnie dzisiaj zabawiał. Nie martw się, na razie jeszcze żyje.
Ciskałam w niego piorunami. Moje oczy musiały być teraz czarne, jak zawsze gdy byłam zdenerwowana.
-Musisz się okropnie czuć nie mogąc nic zrobić. Niezwyciężona została pokonana. Ciekawe co by powiedzieli twoi znajomi gdyby Cię teraz zobaczyli. Ile osób zostało w bazie? Z pewnością niewiele. Kilka osób wziąłem pod swoje skrzydła. Niektórzy wykorzystali tą szansę inni niestety nie. Wspaniale było widzieć ten strach w ich oczach. A wracając do Ciebie jeszcze trochę tu popracujesz. Może odkupisz winy swoje i innych. Może wtedy Cię wypuszczę. A może nie.-powiedział i splunął mi w twarz.-Ma pan godzinę.-te słowa skierował to faceta stojącego obok. Wyszedł razem z Kacprem, a mężczyzna podszedł do mnie, uderzył w twarz, wsadził coś do ust i kazał połknąć.
-Tabletka gwałtu-pomyślałam i zasnęłam.
Dzisiaj mijają dwa dni od porwania Sal. Wczoraj wywieszaliśmy plakaty o jej zaginięciu. Domyślamy się, że to sprawka Burks'ów. Tylko oni mieli motyw. Chyba, że to szef, ale wątpię. martwimy się wszyscy, ale Olivia z Conradem są w okropnym stanie. Dzieci nie mają tego wigoru co wcześniej. Sal musiała być dla nich ogromnym wsparciem i nadzieją. Zresztą nie dziwię im się. Po tym co przeżyli. Ona poświęciła siebie, żeby oni mogli w miarę normalnie żyć, a teraz jeśli one zniknie lub umrze to będzie z nimi koniec. Nie będzie się miał kto nimi zająć. My nie możemy zostać w Polsce na zawsze. Nawet jeśli byśmy chcieli to mamy trasę. Nie mogliśmy jej szukać... Chyba, że skończylibyśmy szkolenie. Ale kto by je prowadził skoro JEJ nie ma? Conrad chyba nie będzie w stanie. W Polsce mogliśmy zostać jeszcze maksimum dwa tygodnie. To i tak bardzo dużo. Postanowiliśmy, że w tym czasie nauczymy dzieci samodzielności. To było jedyne co mogliśmy zrobić dla niej.
*Sally*
-No, dobrze się ostatnio spisałaś. Za chwilę następny klient. Masz go dobrze obsłużyć. Jasne?!
Pokiwałam głową.
-Mam nadzieję, suko. Nie licz, że ten klient będzie litościwy tak jak ten wczoraj. Już dzisiaj będziesz pieprzona. A my będziemy patrzeć jak cierpisz. Jeśli klient tego nie zrobi to zrobi to szef lub ktoś inny. Będziesz błagała o litość.-powiedział Kacper, po czym uderzył mnie z liścia w twarz kopnął w brzuch i splunął prosto w twarz. Wyszedł. Zmuszają mnie do prostytucji. To okropne. Charles jeszcze żyje, ale jeśli tak dalej pójdzie to nie długo będzie po drugiej stronie tęczowego mostku. Wyjęli mi chip. Bez niego czuję się jak... jak pegaz bez skrzydeł. Potrafię bez niego żyć, ale jest jakoś inaczej. Dziwnie. Przynajmniej przestali mnie związywać. Mogłam chodzić po niewielkim pomieszczeniu w którym byłam przetrzymywana. Nie mam żadnych informacji ze świata zewnętrznego. Boję się o dzieci. No i o to cholerne One Direction czy jak to tam. Muszę być posłuszna. Żeby tylko oni byli bezpieczni. Muszę być silna. Dla nich wszystkich. Mam nadzieję, że nie zgłoszą mojego zaginięcia policji i nie ogłoszą w prasie. Wtedy jako tajna agentka będę zrujnowana. Nie będę miała życia. Bo agencja jest moim życiem. Muszę pomyśleć jak się z tond wydostać. No i co z Charles'em? On już długo nie pociągnie. Z czego mi wiadomo to Michael go zgwałcił. To okropne bo Charles jest heteroseksualny. Boję się o niego. Ehhh... Kocham go. Myślałam, że potrafię żyć bez uczuć, ale to nie jest możliwe. To straszne, że musiałam zostać uwięziona żeby to zrozumieć. Nagle drzwi się gwałtownie otworzyły i do środka weszły trzy osoby; Michael, Kacper i jakiś obcy facet.
-No, dziwko oto twój dzisiejszy klient. Kacper! Zwiąż ją. Mocno. Ja nie będę jej dotykał. Brzydzę się. Za to twój ukochany będzie mnie dzisiaj zabawiał. Nie martw się, na razie jeszcze żyje.
Ciskałam w niego piorunami. Moje oczy musiały być teraz czarne, jak zawsze gdy byłam zdenerwowana.
-Musisz się okropnie czuć nie mogąc nic zrobić. Niezwyciężona została pokonana. Ciekawe co by powiedzieli twoi znajomi gdyby Cię teraz zobaczyli. Ile osób zostało w bazie? Z pewnością niewiele. Kilka osób wziąłem pod swoje skrzydła. Niektórzy wykorzystali tą szansę inni niestety nie. Wspaniale było widzieć ten strach w ich oczach. A wracając do Ciebie jeszcze trochę tu popracujesz. Może odkupisz winy swoje i innych. Może wtedy Cię wypuszczę. A może nie.-powiedział i splunął mi w twarz.-Ma pan godzinę.-te słowa skierował to faceta stojącego obok. Wyszedł razem z Kacprem, a mężczyzna podszedł do mnie, uderzył w twarz, wsadził coś do ust i kazał połknąć.
-Tabletka gwałtu-pomyślałam i zasnęłam.
wtorek, 21 maja 2013
Rozdział dziesiąty, czyli uwięzieni.
Rozdział może zawierać treści obraźliwe jeśli nie lubisz tego typu słownictwa opuść tekst zaznaczony na czerwono.
-Chłopcy wygląda na to, że Sally została porwana.-powiedziałem i po moim policzku spłynęła łza.
*Sally*
Obudziłam się w jakimś ciemnym i obskurnym pomieszczeniu. Leżałam na mokrej, zimnej, betonowej podłodze. Ręce miałam związane w nadgarstkach za plecami, nogi związane w kostkach. Ust na szczęście nie miałam zaklejonych. Rozejrzałam się po pokoju. W kącie naprzeciwko mojego ktoś leżał. Miał podarte ciuchy i tak samo jak ja był związany. Miał blond włosy. Spróbowałam się poruszyć. Nie mogłam wstać, ale gdybym się postarała zapewne udałoby mi się doczołgać do tajemniczego ktosia. Położyłam się na brzuchu i zaczęłam pełzać w stronę człowieka. Gdy podeszłam bliżej rozpoznałam tą poobijaną twarz i aż krzyknęłam ze strachu. To był Charles.
-Char...Żyjesz? Nic Ci nie jest?-pytałam mimo, że widziałam, że jest nieprzytomny. Poklepałam go po policzku- Obudź się Charlie...Proszę. Nie rób mi tego.
Nagle chłopak zaczął coś mamrotać pod nosem.
-Oni...chcą mieć...mnie... nie ciebie...kochanie...bądź silna...nie daj się...-wymamrotał po czym znowu zemdlał. Położyłam go delikatnie na ziemi i odsunęłam się do mojego kąta, gdyż usłyszałam kroki za drzwiami. Udawałam, że dalej jestem nieprzytomna.
Klucz przekręcany w zamku.
Skrzypnięcie otwieranych drzwi.
Kroki.
Strzelenie stawów w kolanach przy kucaniu.
Szelest ubrań.
Szybki ruch.
Pieczenie w okolicach policzka.
Kolejne kroki.
Kolejne uderzenie w policzek.
Brak reakcji.
Ktoś podnosi mnie do góry.
Wynosi mnie z pomieszczenia.
Zamyka drzwi.
Wstrzykuje mi coś do żył.
Nie kontroluję swojego ciała.
Moje oczy same się otwierają. To co widzę przerasta mnie.
- Widzę, że nasza suka się obudziła. Teraz możemy Ci wpierdolić, tak jak jeszcze nigdy kochanie. Wiesz co zrobimy jak nie będziesz posłuszna? Mamy twojego kochasia z którym się już widziałaś ty kłamliwa dziwko.-powiedział- Możemy zniszczyć wszystko co jest dla Ciebie ważne, więc lepiej słuchaj się co mówimy i rób co każemy. Już dzisiaj zaczniesz nową pracę. Nie bój się spodoba Ci się jak każdej dziwce.-Michael zaśmiał się w głos, kopnął mnie w brzuch.-Wynieście ją z tond nie chcę na nią patrzeć. -skończył i splunął mi prosto w twarz. Ktoś mnie wziął na ręce. Nie miałam siły się sprzeciwić.
-Nie bój się szefa nic Ci nie zrobi jeśli będziesz posłuszna.-szepnął mi do ucha chłopak który mnie niósł. Poznałam ten głos. Kilka lat temu w bazie był chłopak. Kacper. Wszyscy byli pewni, że zginął na misji. Pewnie go przeciągneli na swoją stronę. Strasznie się zmienił. Wydoroślał.
-Kacper. -wychrypiałam- Co oni Ci zrobili.
I zemdlałam...
-Chłopcy wygląda na to, że Sally została porwana.-powiedziałem i po moim policzku spłynęła łza.
*Sally*
Obudziłam się w jakimś ciemnym i obskurnym pomieszczeniu. Leżałam na mokrej, zimnej, betonowej podłodze. Ręce miałam związane w nadgarstkach za plecami, nogi związane w kostkach. Ust na szczęście nie miałam zaklejonych. Rozejrzałam się po pokoju. W kącie naprzeciwko mojego ktoś leżał. Miał podarte ciuchy i tak samo jak ja był związany. Miał blond włosy. Spróbowałam się poruszyć. Nie mogłam wstać, ale gdybym się postarała zapewne udałoby mi się doczołgać do tajemniczego ktosia. Położyłam się na brzuchu i zaczęłam pełzać w stronę człowieka. Gdy podeszłam bliżej rozpoznałam tą poobijaną twarz i aż krzyknęłam ze strachu. To był Charles.
-Char...Żyjesz? Nic Ci nie jest?-pytałam mimo, że widziałam, że jest nieprzytomny. Poklepałam go po policzku- Obudź się Charlie...Proszę. Nie rób mi tego.
Nagle chłopak zaczął coś mamrotać pod nosem.
-Oni...chcą mieć...mnie... nie ciebie...kochanie...bądź silna...nie daj się...-wymamrotał po czym znowu zemdlał. Położyłam go delikatnie na ziemi i odsunęłam się do mojego kąta, gdyż usłyszałam kroki za drzwiami. Udawałam, że dalej jestem nieprzytomna.
Klucz przekręcany w zamku.
Skrzypnięcie otwieranych drzwi.
Kroki.
Strzelenie stawów w kolanach przy kucaniu.
Szelest ubrań.
Szybki ruch.
Pieczenie w okolicach policzka.
Kolejne kroki.
Kolejne uderzenie w policzek.
Brak reakcji.
Ktoś podnosi mnie do góry.
Wynosi mnie z pomieszczenia.
Zamyka drzwi.
Wstrzykuje mi coś do żył.
Nie kontroluję swojego ciała.
Moje oczy same się otwierają. To co widzę przerasta mnie.
- Widzę, że nasza suka się obudziła. Teraz możemy Ci wpierdolić, tak jak jeszcze nigdy kochanie. Wiesz co zrobimy jak nie będziesz posłuszna? Mamy twojego kochasia z którym się już widziałaś ty kłamliwa dziwko.-powiedział- Możemy zniszczyć wszystko co jest dla Ciebie ważne, więc lepiej słuchaj się co mówimy i rób co każemy. Już dzisiaj zaczniesz nową pracę. Nie bój się spodoba Ci się jak każdej dziwce.-Michael zaśmiał się w głos, kopnął mnie w brzuch.-Wynieście ją z tond nie chcę na nią patrzeć. -skończył i splunął mi prosto w twarz. Ktoś mnie wziął na ręce. Nie miałam siły się sprzeciwić.
-Nie bój się szefa nic Ci nie zrobi jeśli będziesz posłuszna.-szepnął mi do ucha chłopak który mnie niósł. Poznałam ten głos. Kilka lat temu w bazie był chłopak. Kacper. Wszyscy byli pewni, że zginął na misji. Pewnie go przeciągneli na swoją stronę. Strasznie się zmienił. Wydoroślał.
-Kacper. -wychrypiałam- Co oni Ci zrobili.
I zemdlałam...
niedziela, 12 maja 2013
Rozdział dziewiąty, czyli komplikacje...
My za to zabraliśmy się za robienie obiadu...
... Byliśmy zdziwieni zachowaniem Sal. Nie powiedziała nam co musi załatwić z Conradem. Była strasznie tajemnicza. Wydawało mi się to dziwne. Miałem wrażenie, że ona nie mówi nam wszystkiego. Było coś czego się bała, mimo że może się to wydawać absurdalne. Tajna, dziecięca, agentka CIA czegoś się boi. Nie to niemożliwe. "Styles ty i te twoje omamy"-powiedział wewnętrzny głos w mojej głowie. Lubiłem te moje wewnętrzne monologi z samym sobą.
*Sally*
Poszłam w stronę gabinetu z komputerem przeznaczonym do spraw organizacyjnych. Tak, nie pospałam za dużo w nocy i z nudów zaczęłam myśleć nad hasłem i udało mi się. Przeczytałam wszystko, obejrzałam trochę wspomnień i o trochę za dużo. Już wiem czemu to było tak pilnie przede mną strzeżone. Nie chciałabym tego pamiętać. Może to głupie, ale cieszę się, że usunęli mi to z pamięci. Nie byłabym chyba w stanie normalnie żyć ze świadomością tego co się stało. Ja jednak mam namieszane we łbie. Usiadłam do komputera i zaczęłam zmieniać dzieciom dietę, informując je o tym przez chip. Po pół godziny wszystko było załatwione. Wyszłam z gabinetu i poszłam za zapachem który prowadził mnie do kuchni.
-Co tam pichcicie?-spytałam 1D
-Zupa pomidorowa. Może być?
-Jasne. Dzieci będą za 5 minut. Pójdę nakryć do stołu.
*Tydzień później*
*Louis*
Od pięciu dni próbujemy dodzwonić się do Sal. Nie odbiera ani nie odpisuje na SMS-y to do niej niepodobne. Conrad coś wie, ale nie chce powiedzieć, choć w zasadzie od trzech dni on też nie odbiera telefonów. Coś musiało się stać. Postanowiłem z chłopakami że po dzisiejszym koncercie pojedziemy do bazy i sami zobaczymy co tam się dzieje.
*po koncercie*
Jesteśmy w drodze do bazy. Udało nam się ubłagać Olivię, żeby służyła nam za GPS. MUSIMY dowiedzieć się czemu Sally przestała kontaktować się ze światem.
*godzinę później*
Właśnie dojechaliśmy do bazy. Weszliśmy pod ziemię i to co nas powitało to kurz i pustka. Żadnej żywej duszy. Poszliśmy w stronę jedynego dźwięku który przerywał tą ciszę. Ciche pojękiwanie było dość podejrzane. Wreszcie doszliśmy do pokoju w którym był ogromny panel podłączony do urządzeń znajdujących się za przeszkloną ścianą. W sąsiednim pomieszczeniu oprócz mnóstwa urządzeń stało łóżko z pasami, które było porozrywane. Na podłodze sali w której staliśmy leżał ranny Conrad.
-Co się stało?-spytałem
-Odejdźcie. Muszę mu opatrzyć rany-powiedziała Olivia
-Gdzie jest Sally?-nie dawałem za wygraną
-Wyjdźcie -krzyknęła Oli-później z nim porozmawiacie.
Po kilku długich minutach gdy wreszcie Olivia pozwoliła nam wejść do chłopaka nie wiedziałem od czego mam zacząć wypytywanie go.
-Gdzie jest Sal?
-Nie wiem.
-Co jej zrobiłeś?
Chłopak milczał. Zabiję go.
-Co jej zrobiłeś, pytam!
-Może opowiem wam wszystko od początku?
-Dawaj.
-Więc tak. Sal obiecała mi, że po zakupach w mieście pozwoli mi się wprowadzić w stan śpiączki. Zgodziła mi się dopiero jak zagroziłem jej zrzuceniem jej z miejsca szefa. Wszystko szło dobrze do momentu w którym miałem ją wybudzać. Nie mogłem jej dobudzić. Ktoś wtargnął na teren agencji i podał jej coś co ją uśpiło na dłużej. Próbowałem codziennie przez 24h na dobę. To wszystko skomplikowało. Dzisiaj wieczorem ktoś tu był. Usłyszałem jakieś głosy więc wyszedłem z laboratorium, nikogo nie znalazłem, za to gdy wróciłem Sal nie było. Usłyszałem strzał i poczułem jak kula muska mój bok, a następnie uderzenie czymś twardym w tył głowy. I ciemność. Nic więcej. Pustka.
Zapadło milczenie które nas dobijało.
-Chłopcy wygląda na to, że Sally została porwana.-powiedziałem i po moim policzku spłynęła łza.
... Byliśmy zdziwieni zachowaniem Sal. Nie powiedziała nam co musi załatwić z Conradem. Była strasznie tajemnicza. Wydawało mi się to dziwne. Miałem wrażenie, że ona nie mówi nam wszystkiego. Było coś czego się bała, mimo że może się to wydawać absurdalne. Tajna, dziecięca, agentka CIA czegoś się boi. Nie to niemożliwe. "Styles ty i te twoje omamy"-powiedział wewnętrzny głos w mojej głowie. Lubiłem te moje wewnętrzne monologi z samym sobą.
*Sally*
Poszłam w stronę gabinetu z komputerem przeznaczonym do spraw organizacyjnych. Tak, nie pospałam za dużo w nocy i z nudów zaczęłam myśleć nad hasłem i udało mi się. Przeczytałam wszystko, obejrzałam trochę wspomnień i o trochę za dużo. Już wiem czemu to było tak pilnie przede mną strzeżone. Nie chciałabym tego pamiętać. Może to głupie, ale cieszę się, że usunęli mi to z pamięci. Nie byłabym chyba w stanie normalnie żyć ze świadomością tego co się stało. Ja jednak mam namieszane we łbie. Usiadłam do komputera i zaczęłam zmieniać dzieciom dietę, informując je o tym przez chip. Po pół godziny wszystko było załatwione. Wyszłam z gabinetu i poszłam za zapachem który prowadził mnie do kuchni.
-Co tam pichcicie?-spytałam 1D
-Zupa pomidorowa. Może być?
-Jasne. Dzieci będą za 5 minut. Pójdę nakryć do stołu.
*Tydzień później*
*Louis*
Od pięciu dni próbujemy dodzwonić się do Sal. Nie odbiera ani nie odpisuje na SMS-y to do niej niepodobne. Conrad coś wie, ale nie chce powiedzieć, choć w zasadzie od trzech dni on też nie odbiera telefonów. Coś musiało się stać. Postanowiłem z chłopakami że po dzisiejszym koncercie pojedziemy do bazy i sami zobaczymy co tam się dzieje.
*po koncercie*
Jesteśmy w drodze do bazy. Udało nam się ubłagać Olivię, żeby służyła nam za GPS. MUSIMY dowiedzieć się czemu Sally przestała kontaktować się ze światem.
*godzinę później*
Właśnie dojechaliśmy do bazy. Weszliśmy pod ziemię i to co nas powitało to kurz i pustka. Żadnej żywej duszy. Poszliśmy w stronę jedynego dźwięku który przerywał tą ciszę. Ciche pojękiwanie było dość podejrzane. Wreszcie doszliśmy do pokoju w którym był ogromny panel podłączony do urządzeń znajdujących się za przeszkloną ścianą. W sąsiednim pomieszczeniu oprócz mnóstwa urządzeń stało łóżko z pasami, które było porozrywane. Na podłodze sali w której staliśmy leżał ranny Conrad.
-Co się stało?-spytałem
-Odejdźcie. Muszę mu opatrzyć rany-powiedziała Olivia
-Gdzie jest Sally?-nie dawałem za wygraną
-Wyjdźcie -krzyknęła Oli-później z nim porozmawiacie.
Po kilku długich minutach gdy wreszcie Olivia pozwoliła nam wejść do chłopaka nie wiedziałem od czego mam zacząć wypytywanie go.
-Gdzie jest Sal?
-Nie wiem.
-Co jej zrobiłeś?
Chłopak milczał. Zabiję go.
-Co jej zrobiłeś, pytam!
-Może opowiem wam wszystko od początku?
-Dawaj.
-Więc tak. Sal obiecała mi, że po zakupach w mieście pozwoli mi się wprowadzić w stan śpiączki. Zgodziła mi się dopiero jak zagroziłem jej zrzuceniem jej z miejsca szefa. Wszystko szło dobrze do momentu w którym miałem ją wybudzać. Nie mogłem jej dobudzić. Ktoś wtargnął na teren agencji i podał jej coś co ją uśpiło na dłużej. Próbowałem codziennie przez 24h na dobę. To wszystko skomplikowało. Dzisiaj wieczorem ktoś tu był. Usłyszałem jakieś głosy więc wyszedłem z laboratorium, nikogo nie znalazłem, za to gdy wróciłem Sal nie było. Usłyszałem strzał i poczułem jak kula muska mój bok, a następnie uderzenie czymś twardym w tył głowy. I ciemność. Nic więcej. Pustka.
Zapadło milczenie które nas dobijało.
-Chłopcy wygląda na to, że Sally została porwana.-powiedziałem i po moim policzku spłynęła łza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)