piątek, 28 lutego 2014
Hej! Ktosiu który to właśnie czytasz. Tak, do Ciebie mówię.
Hej wszystkim. Więc tak to jest chyba pierwsza taka notka na tym blogu. Chciałam tylko powiedzieć, że jeśli już czytasz rozdział to skomentuj go. Nie chcę być jak inni i zmuszać was do tego pod groźbą, że nie dodam nowego rozdziału. Nie jestem taka. Chcę tylko powiedzieć, że byłoby mi miło gdybym wiedziała, że ktoś to czyta. No i jeśli macie jakieś pytania to piszcie w kom. Zawsze je czytam :)
czwartek, 20 lutego 2014
Rozdział dwudziesty drugi, czyli pierścionek na lotnisku.
- Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
Dziewczyna trzepnęła głową i spytała:
-Czemu mnie trzymacie?
*miesiąc później*
*Charles*
Sally wróciła. Przejęła prowadzenie razem ze mną. Dzisiaj ma przyjechać do nas One Direction na dalsze szkolenie. Potrzebujemy ich. Ostatnio dołączyło do nas kilkoro dzieci. Trzech chłopców w wieku 15 lat i osiem dziewczyn w wieku od 7 do 14 lat. Teraz w bazie jest nas czterdzieści osób. Powiększyliśmy bazę we Wrocławiu i teraz mieszkamy tam wszyscy. Są pokoje jedno i dwu osobowe. Chłopcy z 1D mają swoją własną bazę oddaloną o niecałe 500 metrów od naszej. Dzięki temu będziemy mieli ich pod kontrolą, a oni będą mieli własny kąt. Wszystko byłoby cudownie gdyby nie ciąża mojej ukochanej. Ach, właśnie zapomniałem powiedzieć. Jesteśmy oficjalnie zaręczeni. Ja i Sally. Kupiłem jej pierścionek z topazem. Wiem, że uwielbia niebieski. Postanowiłem wychować dziecko mimo, że nie jest moje. Wszyscy wspieramy Sal w tym trudnym momencie. Gdy przyjedzie One Direction Sally będzie uczyła ich rozbrajania zamków i zabezpieczeń, łamania kodów i różnych tego typu. Normalnie uczyłaby ich samoobrony, ataku lub robiła z nimi ćwiczenia ogólno-usprawniające, ale cóż. To już dwudziesty drugi tydzień. Jeszcze tylko czternaście i będę ojcem. Zastanawialiśmy się ostatnio nad imieniem dla malucha. Jeśli będzie to chłopiec nazwiemy go Jeremi, a jeśli dziewczynka to Nathalie. Nie podobało nam się żadne polskie imię. Chociaż Natalia nie było złe, ale Sal powiedziała, że nie chce by imię jej córki kończyło się na a. Tak więc teraz czekamy na lotnisku, na prywatny samolot One Direction. Ma wylądować za dwie minuty.
Dziewczyna trzepnęła głową i spytała:
-Czemu mnie trzymacie?
*miesiąc później*
*Charles*
Sally wróciła. Przejęła prowadzenie razem ze mną. Dzisiaj ma przyjechać do nas One Direction na dalsze szkolenie. Potrzebujemy ich. Ostatnio dołączyło do nas kilkoro dzieci. Trzech chłopców w wieku 15 lat i osiem dziewczyn w wieku od 7 do 14 lat. Teraz w bazie jest nas czterdzieści osób. Powiększyliśmy bazę we Wrocławiu i teraz mieszkamy tam wszyscy. Są pokoje jedno i dwu osobowe. Chłopcy z 1D mają swoją własną bazę oddaloną o niecałe 500 metrów od naszej. Dzięki temu będziemy mieli ich pod kontrolą, a oni będą mieli własny kąt. Wszystko byłoby cudownie gdyby nie ciąża mojej ukochanej. Ach, właśnie zapomniałem powiedzieć. Jesteśmy oficjalnie zaręczeni. Ja i Sally. Kupiłem jej pierścionek z topazem. Wiem, że uwielbia niebieski. Postanowiłem wychować dziecko mimo, że nie jest moje. Wszyscy wspieramy Sal w tym trudnym momencie. Gdy przyjedzie One Direction Sally będzie uczyła ich rozbrajania zamków i zabezpieczeń, łamania kodów i różnych tego typu. Normalnie uczyłaby ich samoobrony, ataku lub robiła z nimi ćwiczenia ogólno-usprawniające, ale cóż. To już dwudziesty drugi tydzień. Jeszcze tylko czternaście i będę ojcem. Zastanawialiśmy się ostatnio nad imieniem dla malucha. Jeśli będzie to chłopiec nazwiemy go Jeremi, a jeśli dziewczynka to Nathalie. Nie podobało nam się żadne polskie imię. Chociaż Natalia nie było złe, ale Sal powiedziała, że nie chce by imię jej córki kończyło się na a. Tak więc teraz czekamy na lotnisku, na prywatny samolot One Direction. Ma wylądować za dwie minuty.
-Charles, idę do łazienki.
-Dobrze, ale weź z sobą Olivię.
-Okej.-powiedziała i poszła z dziewczyną w stronę toalet.
Patrzyłem w stronę gdzie zniknęły w tłumie gdy usłyszałem, że dzieci krzyczą w euforii. Odwróciłem się i zobaczyłem piątkę chłopaków okrążoną przez maluchy.
-Charlie, a kto to jest?- spytała mnie swoim słodkim głosikiem malutka Maggie. Była wystraszona tak bardzo, że nie chciała puścić moich nóg.
-To są tacy panowie którzy nam często pomagają, ale jeszcze mało umieją. Przyjeżdżają do nas raz na jakiś czas i my ich wtedy uczymy. Są bardzo mili. Zobaczysz polubisz ich. I wiesz co?
-Co?
-Harry, to ten z takimi fajnymi lokami. Niall to ten w blond włosach. Ten z czarnymi włosami to Zayn. Szatyn z krótkimi włosami to Liam, a ten ostatni to Louis. Myślę, że Harry bardzo Cię polubi idź do niego.
-Dobrze, Charlie.
Już przywykłem do tego, że większość osób mówi do mnie Charlie, a nie Charles. Tak było łatwiej.
Po chwili podszedł do mnie Liam.
-Siema, stary.-powiedział
-Hej młody!-odpowiedialem po czym przytuliłem chłopaka i poklepałem go po plecach?
-Gdzie masz dziewczynę?-spytał.
Odkaszlnąłem.
-Chciałeś powiedzieć narzyczoną. W toalecie.
-Och... Gratulacje. Czemu nic nie mówiłeś?
-Sally nie chciała. Jej życzenie jest moim rozkazem. Kocham ją najbardziej na świecie.
-A jak tam dziecko? Wszystko z nim dobrze?
-Tak. Jest bardzo dobrze. Sal już chyba pogodziła się z tym że będzie matką. Dziecko rośnie jak na drożdżach, a to dopiero połowa piątego miesiąca. Poprosiliśmy lekarza, żeby nie zdradzał nam szczegółów.
-Charles! -Louis rzucił się na mnie.- Tyle czasu, brachu! Jak tam? Co u Sally? Gdzie ona jest? Miała tu być. Nie mów, że już urodziła.
-Spokojnie Lou. Sal jest w toalecie zaraz wróci. Liam opowie Ci resztę. Ja muszę ogarnąć dzieci bo Harry, Zayn i Niall zostali z tymi małpkami sami.-powiedziałem i poszedłem w stronę zbiegowiska.
Gdy większość dzieci zachowywała się już w miarę cywilizowanie, ja walczyłem z małą Maggie, która za nic nie chciała puścić Harr'ego.
-Wcześniej nawet nie chciała do ciebie podejść.-powiedziałem
-Maggie puść Hazzę. Daj mu odpocząć.- usłyszałem aksamitny głos mojej ukochanej.
-Dobrze Sally.-moja narzyczoną miała większy posłuch wśród dzieci niż ja
-SALLY!!!- krzyknęli chłopcy
-Ej, ale pojedyńczo.-ostrzegła dziewczyna- Muszę jeszcze pożyć.
Wszyscy chłopcy po kolei podeszli do niej się przywitać.
-No widzę, że Charlie miał rację mówiąc, że dziecko rośnie jak na drożdżach.-powiedział Liam.- Właśnie Sal pokaż swój pierścionek.
-Jaki poerścionek? Czy my o czymś nie wiemy, Liam?-spytał zdziwiony Harry.
-Och, myślałem że wiecie. Mogę im powiedzieć?-zwrócił się do nas
-Tak, jasne.
-Nie uwierzycie...
-No mów rzesz.-Loui zaczął się denerwować
-Sally i Charles są zaręczeni.
I zaczęły się gratulacje. Wszyscy po kolei nam gratulowali. Widziałem, że moja ukochana jest już zmęczona. Pokierowałem grupę do naszego autobusu. Wysadziłem 1D pod ich bazą.
-Za godzinę w naszej bazie.-powiedziałem na pożegnanie i pojechaliśmy do nas.
piątek, 14 lutego 2014
Rozdział dwudziesty pierwszy, czyli 65A02863BA9B1A14
Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
I pustka.
Pustka.
Pustka
Pustka
*Harry*
Trenowałem właśnie ataki gdy usłyszeliśmy krzyki Sally. Pobiegliśmy tam. Nurtowało mnie to czemu nie mówi ona nic więcej. Całą noc myślałem jak to jest. Skoro agenci mogą czytać w naszych myślach tylko dlatego, że mamy chip, a nie chronimy swoich myśli, to czemu nie mogą tego samego zrobić z nieświadomą Sally? Przecież ona już nie chroni swoich myśli.
-Anthony?
-Tak?
-Czy nie możecie wniknąć lub odczytać myśli Sal tak jak robicie to z naszymi?
-Próbowaliśmy. Coś jest nie tak z jej chipem, ale jeśli go wyjmiemy Sal nie będzie pamiętała nic, a tylko ona ma kod do systemu. A bez systemu nie będziemy mogli zdobyć chipu. Kuba już próbuje rozpracować zabezpieczenia, ale musi jeszcze z wami trenować. Chłopak nie sypia po nocach. Nie wiemy co mamy robić.- westchnął.
Dopiero teraz, tak naprawdę zdałem sobie sprawę jak bardzo oni są bezradni gdy jej nie ma.
-Mogę objąć nocną wartę przy niej?-spytałem.
-Jasne, wyręczysz Olivię. Kolejna która się poświęca dla dobra ogółu.
Wieczorem, zaraz po kolacji poszedłem do pokoju Sally. Na tacy niosłem kolacje dla Olivii.
-Przyniosłem Ci kolację. Zjedz i idź się połóż. Tej nocy ja ją popilnuję.-dziewczyna się wahała.-Oliwia, idź przy mnie nic jej się nie stanie.
Poszła. Wczułem się w otoczenie. Czułem Sally. Sięgnąłem ku niej.
-Sally to ja, Harry.
Nie zostawiaj mnie.
Tylko ty możesz rozwiązać zagadkę.
Nie ma wspomnień.
Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
Tył to przód, przód to tył.
Cyfry pierwsze, litery to pył.
System binarny to nie jest to.
Dwanaście, piętnaście a może sto?
-Sally o czym mówisz?
HaQ07ro3hs9m695Ghi34dIc2903yX61hYha
I nagle nic pustka.
-Sally! Już nie mogłem dostrzec jej umysłu. Żyła, widziałem to. Była nawet troszkę bardziej rumiana.
-Liam!- krzyknąłem w myślach
-Tak?
-Możesz przyjść do Sally. Chyba będę umiał jej pomóc. Tylko szybko, proszę!
-Dobra, zaraz będę.
Chwilę później biegłem do Kuby. Znalazłem go śpiącego w sali systemowej. Nie budziłem go. Niech śpi, dawno tego nie robił. Przypomniałem sobie co mówiła Sal.Ominąłem dwie pierwsze linijki.
Nie ma wspomnień.
Zapomniała o wszystkim. Nie pamięta nic jej chip jest zepsuty. To zrozumiałe.
Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
Do tego nie mam żadnego pomysłu. Co to może oznaczać? Dobra zostawię to na później.
Tył to przód, przód to tył.
No to oczywiste, że mam czytać od tyłu.
Cyfry pierwsze, litery to pył.
Czyli z tego co potem powiedziała mam wybrać tylko cyfry i przeczytać od tyłu.
HaQ07ro3hs9m695Ghi34dIc2903yX61hYha
Czyli wyszło 163092435969370
Sally mówi potem coś o systemie, ale nie binarny. Z czego wiem jest system dwunastkowy, ale nie ma piętnastkowego, ani setnego... czy jak on by się tam nazywał. Wziąłem kalkulator i obliczyłem liczbę 163092435969370 w systemie dwunastkowym. Wyszło mi 65A02863BA9B1A14. Wpisałem wreszcie to jako hasło systemowe i ... udało się. Rozgryzłem zabezpieczenia. Teraz będziemy mogli uratować Sally. Znalazłem przycisk którego mieliśmy używać tylko w nagłych sytuacjach. Ta była nagła. Nawet bardzo. Po chwili byli tu już wszyscy łącznie z Liam'em.
-Udało mi się!-krzyknąłem.- Otworzyłem system. Możemy uratować Sally, możemy naprawić jej chip.
-Kuba. Siadaj do komputera i zobacz co się zepsuło. Dzieci idźcie spać. Rano się dowiecie o co chodzi.
-Dobrze Charlie.
-Ugrh... Szkraby kiedy wy się nauczycie, że mam na imię Charles, nie Charlie. Dobra do łóżek.
-Charles. Mamy problem. Ten chip nie należy do Sally. Jej został zniszczony.
-Jak to?
-Michael domyśliłsię, że Sally może chcieć odzyskać swój chip i zmienił ustawienia w dwóch urządzeniach. Sally myślała, że ma swój chip, a miała niejakiego Damen'a Sykes. A wy zniszczyliście pozostałe w tym jej prawdziwy.
-To dlatego ona tak się zachowywała. To małe urządzenie ją niszczyło, a my na to patrzyliśmy i niczego nie podejrzewaliśmy.
Dobra. Zgraj to co masz na komputerze, a część weźmiemy z tego chipu i będziemy mieli wszystko co powinna pamiętać Sal. Wreszcie odzyskamy Sal.
-Ej, a ktoś jej w ogóle pilnuje?
-Olivia, tam poszła.
-Robimy to wszystko teraz czy rano?
-Lepiej teraz, żeby miała całą noc na przyzwyczajenie się do wszystkiego.
Pół godziny później było już po wszystkim.
-Sally, żyjesz?
Dziewczyna nie odpowiedziała. Patrzyła się na nas dzikim wzrokiem. Stanęła na czworakach. Miała taką pozę jakby miała zaraz się na nas rzucić. Zawarczała. Spięła mięśnie ud, jakby przygotowywała się do skoku. W zasadzie jakby nie było tu potrzebne.
-Chłopaki, kocham was. Jeśli to jest mój koniec pochowajcie moje zwłoki w Anglii. Powiedzcie całej mojej rodzinie, że ich kocham i w ogóle.-powiedział Louis który stał najbliżej Sally. Już miała skoczyć gdy się zawahała. Ta sekunda wystarczyła Charlesowi by ją zaatakować. Bili się przez dłuższą chwilę, jednak w pewnym momencie Char odsunął się od niej w pewnej siebie pozie. Jego ubranie było podarte.
-Co zrobiłeś?
-Ugryzłem ją w ucho. U wilków to znak, że jest się wyżej postawionym niż poszkodowany. Weźcie ją i zamknijcie w piwnicach.
-Czekajcie!-krzyknąłem do Kacpra i Kuby którzy już trzymali dziewczynę pod ramiona
-Co?
- Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
Dziewczyna trzepnęła głową i spytała:
-Czemu mnie trzymacie?
I pustka.
Pustka.
Pustka
Pustka
*Harry*
Trenowałem właśnie ataki gdy usłyszeliśmy krzyki Sally. Pobiegliśmy tam. Nurtowało mnie to czemu nie mówi ona nic więcej. Całą noc myślałem jak to jest. Skoro agenci mogą czytać w naszych myślach tylko dlatego, że mamy chip, a nie chronimy swoich myśli, to czemu nie mogą tego samego zrobić z nieświadomą Sally? Przecież ona już nie chroni swoich myśli.
-Anthony?
-Tak?
-Czy nie możecie wniknąć lub odczytać myśli Sal tak jak robicie to z naszymi?
-Próbowaliśmy. Coś jest nie tak z jej chipem, ale jeśli go wyjmiemy Sal nie będzie pamiętała nic, a tylko ona ma kod do systemu. A bez systemu nie będziemy mogli zdobyć chipu. Kuba już próbuje rozpracować zabezpieczenia, ale musi jeszcze z wami trenować. Chłopak nie sypia po nocach. Nie wiemy co mamy robić.- westchnął.
Dopiero teraz, tak naprawdę zdałem sobie sprawę jak bardzo oni są bezradni gdy jej nie ma.
-Mogę objąć nocną wartę przy niej?-spytałem.
-Jasne, wyręczysz Olivię. Kolejna która się poświęca dla dobra ogółu.
Wieczorem, zaraz po kolacji poszedłem do pokoju Sally. Na tacy niosłem kolacje dla Olivii.
-Przyniosłem Ci kolację. Zjedz i idź się połóż. Tej nocy ja ją popilnuję.-dziewczyna się wahała.-Oliwia, idź przy mnie nic jej się nie stanie.
Poszła. Wczułem się w otoczenie. Czułem Sally. Sięgnąłem ku niej.
-Sally to ja, Harry.
Nie zostawiaj mnie.
Tylko ty możesz rozwiązać zagadkę.
Nie ma wspomnień.
Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
Tył to przód, przód to tył.
Cyfry pierwsze, litery to pył.
System binarny to nie jest to.
Dwanaście, piętnaście a może sto?
-Sally o czym mówisz?
HaQ07ro3hs9m695Ghi34dIc2903yX61hYha
I nagle nic pustka.
-Sally! Już nie mogłem dostrzec jej umysłu. Żyła, widziałem to. Była nawet troszkę bardziej rumiana.
-Liam!- krzyknąłem w myślach
-Tak?
-Możesz przyjść do Sally. Chyba będę umiał jej pomóc. Tylko szybko, proszę!
-Dobra, zaraz będę.
Chwilę później biegłem do Kuby. Znalazłem go śpiącego w sali systemowej. Nie budziłem go. Niech śpi, dawno tego nie robił. Przypomniałem sobie co mówiła Sal.Ominąłem dwie pierwsze linijki.
Nie ma wspomnień.
Zapomniała o wszystkim. Nie pamięta nic jej chip jest zepsuty. To zrozumiałe.
Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
Do tego nie mam żadnego pomysłu. Co to może oznaczać? Dobra zostawię to na później.
Tył to przód, przód to tył.
No to oczywiste, że mam czytać od tyłu.
Cyfry pierwsze, litery to pył.
Czyli z tego co potem powiedziała mam wybrać tylko cyfry i przeczytać od tyłu.
Czyli wyszło 163092435969370
Sally mówi potem coś o systemie, ale nie binarny. Z czego wiem jest system dwunastkowy, ale nie ma piętnastkowego, ani setnego... czy jak on by się tam nazywał. Wziąłem kalkulator i obliczyłem liczbę 163092435969370 w systemie dwunastkowym. Wyszło mi 65A02863BA9B1A14. Wpisałem wreszcie to jako hasło systemowe i ... udało się. Rozgryzłem zabezpieczenia. Teraz będziemy mogli uratować Sally. Znalazłem przycisk którego mieliśmy używać tylko w nagłych sytuacjach. Ta była nagła. Nawet bardzo. Po chwili byli tu już wszyscy łącznie z Liam'em.
-Udało mi się!-krzyknąłem.- Otworzyłem system. Możemy uratować Sally, możemy naprawić jej chip.
-Kuba. Siadaj do komputera i zobacz co się zepsuło. Dzieci idźcie spać. Rano się dowiecie o co chodzi.
-Dobrze Charlie.
-Ugrh... Szkraby kiedy wy się nauczycie, że mam na imię Charles, nie Charlie. Dobra do łóżek.
-Charles. Mamy problem. Ten chip nie należy do Sally. Jej został zniszczony.
-Jak to?
-Michael domyśliłsię, że Sally może chcieć odzyskać swój chip i zmienił ustawienia w dwóch urządzeniach. Sally myślała, że ma swój chip, a miała niejakiego Damen'a Sykes. A wy zniszczyliście pozostałe w tym jej prawdziwy.
-To dlatego ona tak się zachowywała. To małe urządzenie ją niszczyło, a my na to patrzyliśmy i niczego nie podejrzewaliśmy.
Dobra. Zgraj to co masz na komputerze, a część weźmiemy z tego chipu i będziemy mieli wszystko co powinna pamiętać Sal. Wreszcie odzyskamy Sal.
-Ej, a ktoś jej w ogóle pilnuje?
-Olivia, tam poszła.
-Robimy to wszystko teraz czy rano?
-Lepiej teraz, żeby miała całą noc na przyzwyczajenie się do wszystkiego.
Pół godziny później było już po wszystkim.
-Sally, żyjesz?
Dziewczyna nie odpowiedziała. Patrzyła się na nas dzikim wzrokiem. Stanęła na czworakach. Miała taką pozę jakby miała zaraz się na nas rzucić. Zawarczała. Spięła mięśnie ud, jakby przygotowywała się do skoku. W zasadzie jakby nie było tu potrzebne.
-Chłopaki, kocham was. Jeśli to jest mój koniec pochowajcie moje zwłoki w Anglii. Powiedzcie całej mojej rodzinie, że ich kocham i w ogóle.-powiedział Louis który stał najbliżej Sally. Już miała skoczyć gdy się zawahała. Ta sekunda wystarczyła Charlesowi by ją zaatakować. Bili się przez dłuższą chwilę, jednak w pewnym momencie Char odsunął się od niej w pewnej siebie pozie. Jego ubranie było podarte.
-Co zrobiłeś?
-Ugryzłem ją w ucho. U wilków to znak, że jest się wyżej postawionym niż poszkodowany. Weźcie ją i zamknijcie w piwnicach.
-Czekajcie!-krzyknąłem do Kacpra i Kuby którzy już trzymali dziewczynę pod ramiona
-Co?
- Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
Dziewczyna trzepnęła głową i spytała:
-Czemu mnie trzymacie?
czwartek, 13 lutego 2014
Rozdział dwudziesty, czyli strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
-No to co? Zaczynamy trening-spytał Harry
*Olivia*
Martwię się o Sal. Kocham ją. Zaopiekowała się mną gdy tego potrzebowałam. Poświęciła się żeby nam było lepiej. Jak to mówią nie potrzeba super mocy żeby być super bohaterem. Na dodatek ciąża. Ehh... Nie wiem jak ona sobie poradzi. Będzie musiała pokochać swoje dziecko. To będzie dla niej nie lada wyzwanie. Będzie jej ciężko, a my będziemy musieli jej pomagać. Trochę się tego boje, ale sprostać temu zadaniu. Pobiegłam do sali łuczniczej. Ja, Charles, Anthony, Kacper i Kuba trenowaliśmy osobiście z każdym członkiem One Direction. Ja uczyłam łucznictwa i posługiwania się bronią, Char obrony, Anthony ataku, Ka wszystkich rodzajów skoków a Kuba rozbrajania zabezpieczeń, zamków itp... Czyli wszystkiego co było im potrzebne. Dzisiaj miałam zajęcia z Louisem. Gdy chłopak mnie zobaczył oczy mało nie wyskoczyła mu z orbit.
-Ty będziesz mnie uczyć łucznictwa i wkładania bronią?
Nie odzywając się ani słowem, zdjęłam z pleców luk. W ciagu sześciu sekund wystrzeliłam sześć strzał. Po trzy z każdej ręki.
-Idź po tarczę.-powiedziałam.
Posłusznie poszedł, a gdy wrócił spytałam
-Masz jeszcze jakieś wątpliwości?
-Nie.-burknął zmieszany
Pierwsza strzała trafiła w sam środek tarczy. Tak jak każda kolejna. Pierwsza była rozłupana na pół przez drugą, druga przez trzecią i tak do sześciu. Zawsze trafiałam w to co chciałam. Nic nie mogło mnie rozproszyć. Potrafiłam się skupić bez względu na wszystko. Dlatego to ja tutaj uczyłam innych jak używa się broni. No to trening łucznictwa z Louisem czas zacząć.
*Charles*
Trening z Zaynem zacząłem od pokazania mu obrony gdy zarówno przeciwnik jak i my sami nie mamy broni.
-Zay. Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nie mogę ci zdradzić kto będzie cię uczył łucznictwa i wkładania bronią, ale mogę cię ostrzec. Nie podważaj dumy tego człowieka. Może ten ktoś na takiego nie wygląda, ale jest świetny w tym co robi. Osoba która dzisiaj miała łucznictwo nie powie wam kto to. Zbyt mocno się boi. Nie wyciągajcie z niego kto to był. I tak wam nie powie.- powiedziałem i wróciłem do treningu.Zay. Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nie mogę ci zdradzić kto będzie cię uczył łucznictwa i wkładania bronią, ale mogę cię ostrzec. Nie podważaj dumy tego człowieka. Może ten ktoś na takiego nie wygląda, ale jest świetny w tym co robi. Osoba która dzisiaj miała łucznictwo nie powie wam kto to. Zbyt mocno się boi. Nie wyciągajcie z niego kto to był. I tak wam nie powie.- powiedziałem i wróciłem do treningu.
Chłopak był zaskoczony, ale nie odezwał się ani słowem. Musiałem go ostrzec przed Olivią. To dziecko potrafi zrobić z bronią wszystko. Najbardziej lubi strzelać z łuku, ale inna bronią nie pogardzi. Jest przy tym tak szybka, zwinna, dostojna, że nikt nie potrafi jej się oprzeć. Tylko dzięki kilku sztuczką jest w stanie odpędzić od siebie większość płci przeciwnej. Z charakteru jest podobna do Sal, różni je tylko jedna rzecz. Olivia jest zbyt nieśmiała by być taka jak Sally, a Sally jest zbyt lekkomyślna by być taka jak Olivia. Są doskonałymi partnerkami. Dopełniają się.
*Zayn*
Gdy wróciłem do pokoju moja uwagę zwróciło dziwne zachowanie Louisa. Był podenerwowany, spięty i nie miał ochoty do żartów. Coś było nie tak. On nigdy się tak nie zachowuje.
-Ej, Lou co Ci jest?-gdy nie zareagował, potrząsnąłem nim.- Chłopie, żyjesz?
-Nie nic. To było... Wow. Nie wierzcie w pozory. Nic nie jest takie jak się wydaje.-powiedział i zamilkł. Bardzo szybko poszedł spać.
Gdy obudziłem się następnego dnia rano, byłem spóźniony na trening. Akurat dzisiaj miałem łucznictwo. Gdy wbiegłem do sali byłem nieźle zdziwiony. Przede mną stała mocno zdenerwowana Olivia. Wiedziałem, że mam być ostrożny, ale to przekraczało granice. Przecież ona ma 13 lat. Dobra powiedzmy, że 14. Co nie zmienia faktu, że jest młoda jak na nauczycielkę.
-Wybierz broń. Skoro nie wierzysz będziemy walczyć.
-Skąd wiesz, że nie wierzę.
-Musisz chronić swoje myśli przed chipem. Jeśli tego nie robisz, mogę w każdej chwili dowiedzieć się o czym myślisz. Wybierz broń, powtarzam. I tarczę także. Miałeś już obronę z Charlesem.
Podszedłem do ściany z bronią. Wziąłem półtora ręczny miecz. Do tego dużą i w miarę lekką tarczę. W razie potrzeby byłem w stanie się nią osłonić a nie krępowała ona moich ruchów.
-Umiesz się posługiwać mieczem?
-Poniekąd.
Zdziwiłem się gdy dziewczyna pokazała, że możemy zacząć. Nie miała tarczy. Na dodatek miała tylko łuk.
-Nie bój się strzały nie są ostre. Mogą ci co najwyżej nabić siniaka.
I zaczęła się walka. Walczyłem jak umiałem. Głównie się broniłem. Ale w pewnym momencie, gdy Olivia wyrzucała strzały z zabójczą prędkością, musiałem zakryć się taczą od góry. To był ogromny błąd. Dziewczyna podbiegła do mnie, odbiła się od mojej tarczy, zrobiła salto w tył obróciła się i wylądowała tuż za mną. Wystrzeliłam strzałę jeszcze nim zdążyłem się odwrócić.
-Trup. - powiedziała. -Gdzie uczyłeś się władać mieczem? Gdyby nie to, że miecz to moja druga ulubiona broń po łuku to już dawno leżałabym tu martwa w kałuży krwi.
-Mój dziadek mnie nauczył gdy byłem mały.
-Miło z jego strony, ale teraz muszę nauczyć cię jeszcze władanie inną bronią.-powiedziała i się uśmiechnęła.
*Sally*
Harry.
Nie zostawiaj mnie.
Tylko ty możesz rozwiązać zagadkę.
-HARRY!!!!!!!
Tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.
Coś nie tak było z moim chipem.
-HARRY!!!!!!!
Tak blisko odkrycia moich korzeni, a zarazem tak daleko.
Związali mnie.
Jak mogli.
Charles mi śpiewał.
Wtedy czułam spokój.
Muszę być dla niego silna.
Kim jestem?
Jak długo żyję?
Nic nie wiem.
Nie potrafię walczyć.
Kiedyś umiałam wszystko.
Mam takie wrażenie.
Teraz nie wiem nic.
Nie jestem sobą.
Nie ma wspomnień.
Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
I pustka.
Pustka.
Pustka
Pustka
*Olivia*
Martwię się o Sal. Kocham ją. Zaopiekowała się mną gdy tego potrzebowałam. Poświęciła się żeby nam było lepiej. Jak to mówią nie potrzeba super mocy żeby być super bohaterem. Na dodatek ciąża. Ehh... Nie wiem jak ona sobie poradzi. Będzie musiała pokochać swoje dziecko. To będzie dla niej nie lada wyzwanie. Będzie jej ciężko, a my będziemy musieli jej pomagać. Trochę się tego boje, ale sprostać temu zadaniu. Pobiegłam do sali łuczniczej. Ja, Charles, Anthony, Kacper i Kuba trenowaliśmy osobiście z każdym członkiem One Direction. Ja uczyłam łucznictwa i posługiwania się bronią, Char obrony, Anthony ataku, Ka wszystkich rodzajów skoków a Kuba rozbrajania zabezpieczeń, zamków itp... Czyli wszystkiego co było im potrzebne. Dzisiaj miałam zajęcia z Louisem. Gdy chłopak mnie zobaczył oczy mało nie wyskoczyła mu z orbit.
-Ty będziesz mnie uczyć łucznictwa i wkładania bronią?
Nie odzywając się ani słowem, zdjęłam z pleców luk. W ciagu sześciu sekund wystrzeliłam sześć strzał. Po trzy z każdej ręki.
-Idź po tarczę.-powiedziałam.
Posłusznie poszedł, a gdy wrócił spytałam
-Masz jeszcze jakieś wątpliwości?
-Nie.-burknął zmieszany
Pierwsza strzała trafiła w sam środek tarczy. Tak jak każda kolejna. Pierwsza była rozłupana na pół przez drugą, druga przez trzecią i tak do sześciu. Zawsze trafiałam w to co chciałam. Nic nie mogło mnie rozproszyć. Potrafiłam się skupić bez względu na wszystko. Dlatego to ja tutaj uczyłam innych jak używa się broni. No to trening łucznictwa z Louisem czas zacząć.
*Charles*
Trening z Zaynem zacząłem od pokazania mu obrony gdy zarówno przeciwnik jak i my sami nie mamy broni.
-Zay. Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nie mogę ci zdradzić kto będzie cię uczył łucznictwa i wkładania bronią, ale mogę cię ostrzec. Nie podważaj dumy tego człowieka. Może ten ktoś na takiego nie wygląda, ale jest świetny w tym co robi. Osoba która dzisiaj miała łucznictwo nie powie wam kto to. Zbyt mocno się boi. Nie wyciągajcie z niego kto to był. I tak wam nie powie.- powiedziałem i wróciłem do treningu.Zay. Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nie mogę ci zdradzić kto będzie cię uczył łucznictwa i wkładania bronią, ale mogę cię ostrzec. Nie podważaj dumy tego człowieka. Może ten ktoś na takiego nie wygląda, ale jest świetny w tym co robi. Osoba która dzisiaj miała łucznictwo nie powie wam kto to. Zbyt mocno się boi. Nie wyciągajcie z niego kto to był. I tak wam nie powie.- powiedziałem i wróciłem do treningu.
Chłopak był zaskoczony, ale nie odezwał się ani słowem. Musiałem go ostrzec przed Olivią. To dziecko potrafi zrobić z bronią wszystko. Najbardziej lubi strzelać z łuku, ale inna bronią nie pogardzi. Jest przy tym tak szybka, zwinna, dostojna, że nikt nie potrafi jej się oprzeć. Tylko dzięki kilku sztuczką jest w stanie odpędzić od siebie większość płci przeciwnej. Z charakteru jest podobna do Sal, różni je tylko jedna rzecz. Olivia jest zbyt nieśmiała by być taka jak Sally, a Sally jest zbyt lekkomyślna by być taka jak Olivia. Są doskonałymi partnerkami. Dopełniają się.
*Zayn*
Gdy wróciłem do pokoju moja uwagę zwróciło dziwne zachowanie Louisa. Był podenerwowany, spięty i nie miał ochoty do żartów. Coś było nie tak. On nigdy się tak nie zachowuje.
-Ej, Lou co Ci jest?-gdy nie zareagował, potrząsnąłem nim.- Chłopie, żyjesz?
-Nie nic. To było... Wow. Nie wierzcie w pozory. Nic nie jest takie jak się wydaje.-powiedział i zamilkł. Bardzo szybko poszedł spać.
Gdy obudziłem się następnego dnia rano, byłem spóźniony na trening. Akurat dzisiaj miałem łucznictwo. Gdy wbiegłem do sali byłem nieźle zdziwiony. Przede mną stała mocno zdenerwowana Olivia. Wiedziałem, że mam być ostrożny, ale to przekraczało granice. Przecież ona ma 13 lat. Dobra powiedzmy, że 14. Co nie zmienia faktu, że jest młoda jak na nauczycielkę.
-Wybierz broń. Skoro nie wierzysz będziemy walczyć.
-Skąd wiesz, że nie wierzę.
-Musisz chronić swoje myśli przed chipem. Jeśli tego nie robisz, mogę w każdej chwili dowiedzieć się o czym myślisz. Wybierz broń, powtarzam. I tarczę także. Miałeś już obronę z Charlesem.
Podszedłem do ściany z bronią. Wziąłem półtora ręczny miecz. Do tego dużą i w miarę lekką tarczę. W razie potrzeby byłem w stanie się nią osłonić a nie krępowała ona moich ruchów.
-Umiesz się posługiwać mieczem?
-Poniekąd.
Zdziwiłem się gdy dziewczyna pokazała, że możemy zacząć. Nie miała tarczy. Na dodatek miała tylko łuk.
-Nie bój się strzały nie są ostre. Mogą ci co najwyżej nabić siniaka.
I zaczęła się walka. Walczyłem jak umiałem. Głównie się broniłem. Ale w pewnym momencie, gdy Olivia wyrzucała strzały z zabójczą prędkością, musiałem zakryć się taczą od góry. To był ogromny błąd. Dziewczyna podbiegła do mnie, odbiła się od mojej tarczy, zrobiła salto w tył obróciła się i wylądowała tuż za mną. Wystrzeliłam strzałę jeszcze nim zdążyłem się odwrócić.
-Trup. - powiedziała. -Gdzie uczyłeś się władać mieczem? Gdyby nie to, że miecz to moja druga ulubiona broń po łuku to już dawno leżałabym tu martwa w kałuży krwi.
-Mój dziadek mnie nauczył gdy byłem mały.
-Miło z jego strony, ale teraz muszę nauczyć cię jeszcze władanie inną bronią.-powiedziała i się uśmiechnęła.
*Sally*
Harry.
Nie zostawiaj mnie.
Tylko ty możesz rozwiązać zagadkę.
-HARRY!!!!!!!
Tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.
Coś nie tak było z moim chipem.
-HARRY!!!!!!!
Tak blisko odkrycia moich korzeni, a zarazem tak daleko.
Związali mnie.
Jak mogli.
Charles mi śpiewał.
Wtedy czułam spokój.
Muszę być dla niego silna.
Kim jestem?
Jak długo żyję?
Nic nie wiem.
Nie potrafię walczyć.
Kiedyś umiałam wszystko.
Mam takie wrażenie.
Teraz nie wiem nic.
Nie jestem sobą.
Nie ma wspomnień.
Strzaskane jaja, zniszczone gniazda.
I pustka.
Pustka.
Pustka
Pustka
wtorek, 31 grudnia 2013
Rozdział dziewiętnasty, czyli kiedyś była kimś innym cz.2
-Na razie 10 dni, potem kilka koncertów i pół roku przerwy.
-No to już dzisiaj zaczniemy szkolenie. Przez te 10 dni rozpoczniemy trening, ale podczas nieobecności będziecie musieli trenować. Anthony was przypilnuje. Później przez te pół roku nauczymy was paru sztuczek. Dobra koniec gadania. Zaczniemy od wszczepienia wam chipu. Chodźcie za mną, po drodze wytłumaczę wam o co chodzi chipem. Chip ma wielkość żyletki, zapisuje on wszystko co zobaczycie, usłyszycie, powąchacie, posmakujecie, dotkniecie. Przechowuje wasze dane. Na nim jest wszystko. Gdy tylko dostanie się do waszego organizmu zapisuje wszystko co odnajdzie w waszym organizmie. WSZYSTKO. Bez wyjątków. Dzięki niemu możecie kontaktować się bez użycia słów, zapisywać notatki w głowie, odnajdywać drogę, zawsze wiecie gdzie jesteście, jaka jest data. Nie musicie nosić telefonów. Ach, nigdy o niczym nie zapomnicie. Chip można wyjąć w każdej chwili, ale nigdy nie może on zmienić właściciela. Samo posiadanie chipu nie boli jednak jego wszczepianie może myć nieprzyjemne. Dlatego rzadko wyciągamy chipy. Później znów trzeba go wsadzać. Kiedyś wszczepiano chipy w kark jednak teraz wolimy nadgarstki lub pięty. Macie wybór. Dobra. Dotarliśmy. Kto pierwszy? Widzę, że nikt się nie pali- dodałem po chwili- No to chodź Louis. Pięta czy nadgarstek?
-Nadgarstek.
-Jesteś pewny?
-Tak, całkowicie.
Wyjąłem z szafki narzędzia które będą mi potrzebne.
-Nie martw się, dam Ci coś przeciwbólowego. Gdy skończyłem kazałem Louiemu się położyć.
-Dobrze, ale mam pytanko. Ta sala wiruje, czy to ja się obracam?
-Połóż się!-krzyknęliśmy zgodnie
Kacper zajął się Liam'em i Niall'em, a je Harrym i Zayn'em.
Właśnie skończyłem z Zayn'em gdy usłyszałem krzyk.
-Charles pomocy! Szybko! Coś jest z Sally.-usłyszałem cieniutki głosik Olivki.
Pobiegliśmy razem do jej pokoju. Sally krzyczała
-Harry! Harry! Please. Don't let me go. Harry! Please. Don't.
Chłopak stanął jak wryty, a reszta 1D pomagała mi przy wyrywającej się Sal. Zacząłem śpiewać jej piosenkę, którą sam napisałem. Często pisałem piosenki. Gdy myślałem, że umrę kazałem Sally zabrać czarny zeszyt z piosenkami. Chciałem, żeby je przeczytała. Kocham ją. Gdy śpiewałem wszyscy zamilkli.
I figured it out
I figured it out from black and white
Seconds and hours
Maybe they hide to take some time
I know how it goes
I know how it goes from wrong and right
Silence and sound
Did they ever hold each other tight like us?
Did they ever fight like us?
You and I
We don't wanna be like them
We can make it 'till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above
Can seperate the two of us
No, nothing can come between
You and I
Oh You and I
Sally zasnęła, ale nie pozwoliłem jej rozwiązać. Wszyscy się we mnie wpatrywali. No tak, pierwszy występ przed publicznością. Pokazałem chłopakom, że mamy wyjść.
-Kiedyś była kimś innym.-szepnąłem
-No to co? Zaczynamy trening-spytał Harry
-No to już dzisiaj zaczniemy szkolenie. Przez te 10 dni rozpoczniemy trening, ale podczas nieobecności będziecie musieli trenować. Anthony was przypilnuje. Później przez te pół roku nauczymy was paru sztuczek. Dobra koniec gadania. Zaczniemy od wszczepienia wam chipu. Chodźcie za mną, po drodze wytłumaczę wam o co chodzi chipem. Chip ma wielkość żyletki, zapisuje on wszystko co zobaczycie, usłyszycie, powąchacie, posmakujecie, dotkniecie. Przechowuje wasze dane. Na nim jest wszystko. Gdy tylko dostanie się do waszego organizmu zapisuje wszystko co odnajdzie w waszym organizmie. WSZYSTKO. Bez wyjątków. Dzięki niemu możecie kontaktować się bez użycia słów, zapisywać notatki w głowie, odnajdywać drogę, zawsze wiecie gdzie jesteście, jaka jest data. Nie musicie nosić telefonów. Ach, nigdy o niczym nie zapomnicie. Chip można wyjąć w każdej chwili, ale nigdy nie może on zmienić właściciela. Samo posiadanie chipu nie boli jednak jego wszczepianie może myć nieprzyjemne. Dlatego rzadko wyciągamy chipy. Później znów trzeba go wsadzać. Kiedyś wszczepiano chipy w kark jednak teraz wolimy nadgarstki lub pięty. Macie wybór. Dobra. Dotarliśmy. Kto pierwszy? Widzę, że nikt się nie pali- dodałem po chwili- No to chodź Louis. Pięta czy nadgarstek?
-Nadgarstek.
-Jesteś pewny?
-Tak, całkowicie.
Wyjąłem z szafki narzędzia które będą mi potrzebne.
-Nie martw się, dam Ci coś przeciwbólowego. Gdy skończyłem kazałem Louiemu się położyć.
-Dobrze, ale mam pytanko. Ta sala wiruje, czy to ja się obracam?
-Połóż się!-krzyknęliśmy zgodnie
Kacper zajął się Liam'em i Niall'em, a je Harrym i Zayn'em.
Właśnie skończyłem z Zayn'em gdy usłyszałem krzyk.
-Charles pomocy! Szybko! Coś jest z Sally.-usłyszałem cieniutki głosik Olivki.
Pobiegliśmy razem do jej pokoju. Sally krzyczała
-Harry! Harry! Please. Don't let me go. Harry! Please. Don't.
Chłopak stanął jak wryty, a reszta 1D pomagała mi przy wyrywającej się Sal. Zacząłem śpiewać jej piosenkę, którą sam napisałem. Często pisałem piosenki. Gdy myślałem, że umrę kazałem Sally zabrać czarny zeszyt z piosenkami. Chciałem, żeby je przeczytała. Kocham ją. Gdy śpiewałem wszyscy zamilkli.
I figured it out
I figured it out from black and white
Seconds and hours
Maybe they hide to take some time
I know how it goes
I know how it goes from wrong and right
Silence and sound
Did they ever hold each other tight like us?
Did they ever fight like us?
You and I
We don't wanna be like them
We can make it 'till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above
Can seperate the two of us
No, nothing can come between
You and I
Oh You and I
Sally zasnęła, ale nie pozwoliłem jej rozwiązać. Wszyscy się we mnie wpatrywali. No tak, pierwszy występ przed publicznością. Pokazałem chłopakom, że mamy wyjść.
-Kiedyś była kimś innym.-szepnąłem
-No to co? Zaczynamy trening-spytał Harry
niedziela, 10 listopada 2013
Rozdział dziewiętnasty, czyli kiedyś była kimś innym.
Obudziła się w połowie drogi i zaczęła krzyczeć.
-HARRY!!!
*Charles*
Sal próbowała wyswobodzić się z pasów. Płakała i krzyczała. Zatrzymałem się na poboczu i wysiadłem. Wiedziałem, że ma atak paniki. Otworzyłem drzwi, odpiąłem jej pasy i wziąłem na ręce. Była leciutka jak nigdy. Biorąc pod uwagę, że była w czwartym miesiącu ciąży, coś musiało być nie tak. Zacząłem ją uspokajać. Gdy znów zasnęła, położyłem ją z powrotem na tylnich siedzeniach. Kacper przyglądał się moim poczynaniom w milczeniu. Jechaliśmy dalej. Po kilku kilometrach zadzwonił mój telefon. Odebrałem
-Słuchaj Char, mamy problem. -usłyszałem cieniutki głos Olivii
-Co się stało, młoda?-spytałem
-No bo do bazy 001 przyjechało One Direction.
-O cholera! Dobra Oli my właśnie tam jedziemy. Za chwilę będziemy.
-Ale Charles... Anthony nas tu przywiózł. W sensie do bazy 001.-Że co?! Czy on jest poważny? Ja mu dam. Dobra za 10 minut będziemy.
-Oki- doki.-powiedziała dziewczynka i rozłączyła się.
Byłem wściekły. Jechałem coraz szybciej. 80. 90. 100. 110. 120. 130.
-Zwolnij!- usłyszałem krzyk Kacpra
Zawsze gdy się denerwuję, wyłączam się. Musiałem nie słyszeć jak krzyczał.
-Sorry.- powiedziałem i zwolniłem do 90 km/h. Znów zadzwonił mój telefon. Harry.
-Czego chcesz, durniu?-spytałem tonem pełnym wyrzutów.
-O co Ci chodzi, człowieku?
-O co mi chodzi? O CO MI CHODZI? To przez was Sal się cięła, to przez was ma zrujnowane życie, to przez was została porwana, zgwałcona i w końcu to przez was jest w ciąży. Zniszczyliście ją. Nie Michael tylko wy. Nie powinniście byli się w to wtrącać, a ona nie powinna was w to wciągać. Wy ją zniszczyliście, ale pozostaje pytanie: Czemu ona chce...-nie zdążyłem skończyć zdania bo Sally znów się obudziła.
-Harry!!!-krzyczała i płakała. Znowu.
-Jak tylko dojadę do bazy to pogadamy.- nie czekałem na odpowiedź. Miałem teraz coś ważniejszego na głowie.
Gdy po 10 minutach udało mi się uspokoić Sal, znów ruszyliśmy do bazy. Po chwili byliśmy na miejscu. Zaniosłem dziewczynę do jej pokoju.
-Olivio, zanieś jej coś do jedzenia i przypilnuj by nic sobie nie zrobiła.
-Ale...
-Żadnego ale. Już!
-Anthony i reszta CIA idziecie na zakupy, możecie też posprzątać dawno tu nikogo nie było. Ze mną zostaje tylko Kacper, a Olivia ma zostać z Sal.
Wyszli.
-Co z nią?- spytał Liam
-Nie powinno was to obchodzić. -rzuciłem
-Ależ oczywiści, że powinno. Ona jest naszą przyjaciółką. Mów nam co z nią jest albo... albo...
-Albo co? Uderzysz mnie, Haroldzie? Powalę Cię jednym ruchem. Zawrzemy układ. Opowiem wam co z Sal, może nawet pozwolę wam się z nią spotkać, ale wy musicie zostać agentami CIA. Pełnoprawnymi.
-Charles... Nie przesadzasz troszkę?-usłyszałem głos Kacpra
-Siedź cicho!-warknąłem
-Dobrze zgadzamy się. Teraz mów co wiesz.
-Sally jest w okropnym stanie. Ciągle ma napady paniki. Krzyczy wtedy "Harry". Jest w ciąży, cięła się i jest bardzo wychudzona. Była gwałcona,bita, poniżana. Zabiła Michael'a. Dobrze zrobiła, bo uratowała mnóstwo osób, ale ma wyrzuty sumienia, zabiła człowieka. To nie daje jej spokoju.To nie koniec ona zdziczała. Zachowuje się jak zwierze. To od zawsze był jej problem. Miała zwierzęce instynkty. Nie potrafi tego opanować. To wszystko co wiem. Więcej zobaczycie sami. Ile macie wolnego?
-Na razie 10 dni, potem kilka koncertów i pół roku przerwy.
c.d.n
-HARRY!!!
*Charles*
Sal próbowała wyswobodzić się z pasów. Płakała i krzyczała. Zatrzymałem się na poboczu i wysiadłem. Wiedziałem, że ma atak paniki. Otworzyłem drzwi, odpiąłem jej pasy i wziąłem na ręce. Była leciutka jak nigdy. Biorąc pod uwagę, że była w czwartym miesiącu ciąży, coś musiało być nie tak. Zacząłem ją uspokajać. Gdy znów zasnęła, położyłem ją z powrotem na tylnich siedzeniach. Kacper przyglądał się moim poczynaniom w milczeniu. Jechaliśmy dalej. Po kilku kilometrach zadzwonił mój telefon. Odebrałem
-Słuchaj Char, mamy problem. -usłyszałem cieniutki głos Olivii
-Co się stało, młoda?-spytałem
-No bo do bazy 001 przyjechało One Direction.
-O cholera! Dobra Oli my właśnie tam jedziemy. Za chwilę będziemy.
-Ale Charles... Anthony nas tu przywiózł. W sensie do bazy 001.-Że co?! Czy on jest poważny? Ja mu dam. Dobra za 10 minut będziemy.
-Oki- doki.-powiedziała dziewczynka i rozłączyła się.
Byłem wściekły. Jechałem coraz szybciej. 80. 90. 100. 110. 120. 130.
-Zwolnij!- usłyszałem krzyk Kacpra
Zawsze gdy się denerwuję, wyłączam się. Musiałem nie słyszeć jak krzyczał.
-Sorry.- powiedziałem i zwolniłem do 90 km/h. Znów zadzwonił mój telefon. Harry.
-Czego chcesz, durniu?-spytałem tonem pełnym wyrzutów.
-O co Ci chodzi, człowieku?
-O co mi chodzi? O CO MI CHODZI? To przez was Sal się cięła, to przez was ma zrujnowane życie, to przez was została porwana, zgwałcona i w końcu to przez was jest w ciąży. Zniszczyliście ją. Nie Michael tylko wy. Nie powinniście byli się w to wtrącać, a ona nie powinna was w to wciągać. Wy ją zniszczyliście, ale pozostaje pytanie: Czemu ona chce...-nie zdążyłem skończyć zdania bo Sally znów się obudziła.
-Harry!!!-krzyczała i płakała. Znowu.
-Jak tylko dojadę do bazy to pogadamy.- nie czekałem na odpowiedź. Miałem teraz coś ważniejszego na głowie.
Gdy po 10 minutach udało mi się uspokoić Sal, znów ruszyliśmy do bazy. Po chwili byliśmy na miejscu. Zaniosłem dziewczynę do jej pokoju.
-Olivio, zanieś jej coś do jedzenia i przypilnuj by nic sobie nie zrobiła.
-Ale...
-Żadnego ale. Już!
-Anthony i reszta CIA idziecie na zakupy, możecie też posprzątać dawno tu nikogo nie było. Ze mną zostaje tylko Kacper, a Olivia ma zostać z Sal.
Wyszli.
-Co z nią?- spytał Liam
-Nie powinno was to obchodzić. -rzuciłem
-Ależ oczywiści, że powinno. Ona jest naszą przyjaciółką. Mów nam co z nią jest albo... albo...
-Albo co? Uderzysz mnie, Haroldzie? Powalę Cię jednym ruchem. Zawrzemy układ. Opowiem wam co z Sal, może nawet pozwolę wam się z nią spotkać, ale wy musicie zostać agentami CIA. Pełnoprawnymi.
-Charles... Nie przesadzasz troszkę?-usłyszałem głos Kacpra
-Siedź cicho!-warknąłem
-Dobrze zgadzamy się. Teraz mów co wiesz.
-Sally jest w okropnym stanie. Ciągle ma napady paniki. Krzyczy wtedy "Harry". Jest w ciąży, cięła się i jest bardzo wychudzona. Była gwałcona,bita, poniżana. Zabiła Michael'a. Dobrze zrobiła, bo uratowała mnóstwo osób, ale ma wyrzuty sumienia, zabiła człowieka. To nie daje jej spokoju.To nie koniec ona zdziczała. Zachowuje się jak zwierze. To od zawsze był jej problem. Miała zwierzęce instynkty. Nie potrafi tego opanować. To wszystko co wiem. Więcej zobaczycie sami. Ile macie wolnego?
-Na razie 10 dni, potem kilka koncertów i pół roku przerwy.
c.d.n
niedziela, 3 listopada 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)